<?xml version="1.0" encoding="iso-8859-2"?>


	<!DOCTYPE rss PUBLIC "-//Netscape Communications//DTD RSS 0.91//EN"

	"http://my.netscape.com/publish/formats/rss-0.91.dtd">


	<rss version="0.91">


   	 <image>
	
      	<url>http://twojadres.com/rss_images/rss.gif</url>

      	<title>MILITIS - Serwis Militarno-Historyczny - artyku³y</title>

      	<link>http://www.militis.pl/</link>

      	<description>Artyku³y</description>

    	</image>

	<channel>

	<title>MILITIS - Serwis Militarno-Historyczny - artyku³y</title>

	<link>http://www.militis.pl/</link>

	<description>Artyku³y</description>
<item>

   	 <image>
	
      	<url>http://twojadres.com/rss_images/rss.gif</url>

      	<title>MILITIS - Serwis Militarno-Historyczny - artyku³y</title>

      	<link>http://www.militis.pl/</link>

      	<description>Artyku³y</description>

    	</image>
	
	<title>Pozycja miêdzynarodowa Kuby w XXI wieku. </title>

	<link>http://www.militis.pl/readarticle.php?article_id=186</link>

	<description>Kuba w latach 1902-1999&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
	Socjalistyczna Republika Kuby jest najwiêksz± wysp± na Karaibach i siódm± pod wzglêdem wielko¶ci wysp± na ¶wiecie zamieszka³± przez ok. 11 mln obywateli ¿yj±cych na terenie ok. 110 tys. km kwadratowych. Gospodarcze, militarne i demograficzne znaczenie Socjalistycznej Republiki Kuby na ¶wiatowej arenie miêdzynarodowej nigdy nie by³o zbyt wielkie. Z aspektu propagandowego prowadzonej przez ten kraj polityki zagranicznej, bardzo aktywnej od pocz±tku lat sze¶ædziesi±tych, pañstwo to by³o wiele razy zauwa¿alnym graczem. Mimo du¿ego znaczenia presti¿owego w okresie zimnej wojny jak i wspó³czesnego nag³a¶niania sytuacji na Kubie, pañstwo to nie ma istotnego wp³ywu na region Ameryki £aciñskiej. Bior±c pod uwagê jednak powierzchniê, liczbê ludno¶ci  i poziom produktu krajowego brutto oraz nienasycon± gospodarkê, pañstwo to nie jest nic nie znacz±c± wysp± rolnicz±, lecz krajem o którym jest g³o¶no w ¶wiatowych mediach, choæ zazwyczaj informacje te nie maj± pozytywnego charakteru.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
          Kuba 20 maja 1902 r. sta³a siê oficjalnie niepodleg³ym podmiotem pañstwowym, lecz niepodleg³o¶æ ta by³a pozorna, a¿ do 1959 r.. Przez okres kilkudziesiêcioleci wyspa uzale¿niona by³a od Stanów Zjednoczonych. Jednym z takich symboli, wrêcz protektoratu by³a uchwalona poprawka ustawy zasadniczej Kuby. Zosta³a ona stworzona przez senatora Orville'a H. Platta (od którego nazwiska wziê³a siê jej nazwa tj. &amp;#8222;Poprawka Platta&amp;#8221;) sta³± siê symbolem uzale¿nienia politycznego od USA . Na skutek porozumienia z kubañsk± konstytuant±, Kuba sta³a siê niepodleg³ym pañstwem, z terenu którego wycofa³y siê wojska Stanów Zjednoczonych1. Amerykañskie wojsko uzyska³o jednak prawo stacjonowania  w bazie wojskowej Guantánamo na wschodzie wyspy. Zgodnie z poprawk± Platta, Stany Zjednoczone zagwarantowa³y sobie prawo do prowadzenia wszelkich dzia³añ militarnych na obszarze kraju, wydzier¿awiania terenów pod bazy wojskowe i punkty gospodarcze, jak i co jest wa¿ne, narzuca³a kontrolê nad polityk± wewnêtrzn± i zewnêtrzn± rz±du kubañskiego2. W 1906 r. wojska USA ponownie wkroczy³y na teren pañstwa i okupowa³y go przez ok. 30 miesiêcy3. Nowo powsta³e pañstwo choæ zdominowane przez Waszyngton  i targane pocz±tkowo przez k³opoty gospodarcze, szybko rozwija³o siê g³ównie dziêki wysokim cenom cukru, który by³ g³ównym towarem eksportowym. Bardzo wa¿ne dla rozwoju wyspy by³y te¿ inwestowanie Stanów Zjednoczonych w rolnictwo4. W okresie I wojny ¶wiatowej wysoko¶æ cen cukru by³a tak du¿a, ¿e kraj prze¿ywa³ boom gospodarczy mimo, ¿e by³ uzale¿niony od amerykañskiego rynku zbytu. Na Kubie w tym okresie swój szczyt osi±ga³a monokultura trzciny cukrowej, która przez wiele lat determinowa³a ¿ycie gospodarcze i polityczne wyspy. Po wojnie produkcja cukru zmniejszy³a siê, a rynki zbytu w USA uleg³y zmniejszeniu co doprowadzi³o do niepokojów wewnêtrznych. Sytuacjê spadku cen cukru stara³ siê uratowaæ prezydent Gerardo Machado urzêduj±cy od 1925 do 1933 r., który wprowadzi³ limity produkcji. Sytuacjê gospodarcz± w 1926 r. zdo³ano ustabilizowaæ g³ównie dziêki limitom i polepszeniu siê koniunktury gospodarczej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
	 Na skutek rewolucji sier¿antów maj±cej miejsce w 1934 r., decyduj±cy wp³yw na rz±dy w pañstwie zdoby³ jeden z jej przywódców Batista Zaldivar Fulgencio. Zdo³a³ on po rozmowach z Franklinem D. Rooseveltem, g³osz±cym program polityki dobros±siedzkiej  w 1934 r. zerwaæ uk³ad z USA anuluj±cy poprawkê Platta w konstytucji pañstwa. Od 1940 r. Kub± oficjalnie rz±dziæ zacz±³ Fulgencio Batiste, który w 1941 r. przy³±czy³ siê do koalicji antyhitlerowskiej. W 1952 r. proamerykañski prezydent, zosta³ odsuniêty od w³adzy. Na skutek takiego obrotu wyd±¿eñ przy wsparciu armii przeprowadzi³ zamach stanu i przej±³ w³adzê oraz zawiesi³ konstytucjê. Mimo, ¿e Bastia by³ dyktatorem to jego rz±dy popiera³y Stany Zjednoczone, które uwa¿a³y, ¿e lepszy jest dyktator walcz±cy z komunizmem i daj±cy poczucie stabilno¶ci pañstwa ni¿ rz±dy socjaldemokratów, czy te¿ komunistów. Prawda by³a jednak taka, ¿e od zamachu stanu sytuacja gospodarcza  pogarsza³a siê z ka¿dym rokiem. Pog³êbiaj±ca siê korupcja, szerz±ca siê bieda, bezprawie wzmacnia³y ruchy opozycyjne w tym g³ównie nastawione ideologicznie na komunizm. 26 lipca 1953 r. po ataku ma³ej grupy rewolucjonistów dowodzonych przez Fidela Castro na koszary Moncada wyra¼nie widaæ by³o, ¿e sytuacja wewnêtrzna zaczyna siê za³amywaæ. Wtedy to po raz pierwszy na scenie publicznej pokaza³ siê przysz³y twórca komunizmu pod oknem Stanów Zjednoczonych, Fidel Castro. Zosta³ on skazany na 15 lat wiezienia, ale dziêki amnezji uzyska³ wolno¶æ po 2 latach przebywania w wiêzieniu. Z powodu prze¶ladowañ  i nieustannego ¶ledzenia go przez s³u¿by bezpieczeñstwa postanowi³ udaæ siê na emigracjê do USA, a nastêpnie Meksyku. Podczas przebywania w Meksyku za³o¿y³ ruch pod nazw± &amp;#8222;26 lipca&amp;#8221;5 Jego organizacja pocz±tkowo by³a bardzo nieliczna i ponios³a du¿e straty  2 grudnia 1956 r. przy próbie desantowania siê na teren Kuby. F. Castro mimo wszystko dziêki swoim poczynaniom, ale g³ównie ogólnie trudnej sytuacji w pañstwie, zdo³a³ po trzech latach obaliæ wraz z innymi sojusznikami proamerykañskiego dyktatora6. Sam jednak nie g³osi³ jeszcze oficjalnie hase³ komunistycznych, przez co nowe w³adze na Kubie najszybciej uzna³y Stany Zjednoczone. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
	Polityka zagraniczna Fidela Castro z przyja¼nie nastawionej do USA szybko zaczê³a siê zmieniaæ na jej ca³kowite przeciwieñstwo. Nacjonalizacja plantacji trzciny cukrowej i innych ga³êzi przemys³u rolnego og³oszona ustaw± z roku 1960 pogorszy³a stosunki z USA, których obywatele w wiêkszo¶ci byli posiadaczami takich gospodarstw na wyspie. Decyzja ta doprowadzi³a do wojny gospodarczej ze Stanami Zjednoczonymi. Waszyngton w odpowiedzi na kubañsk± nacjonalizacjê wprowadzi³ embargo na dostawê ropy do Kuby, która w ca³o¶ci uzale¿niona by³a od surowca wydobywanego u pó³nocnego s±siada zza Cie¶niny Florydzkiej. W odwecie doprowadzi³o to do nacjonalizacji rafinerii i instalacji naftowych na terenie Kuby, które w wiêkszo¶ci by³y w rêkach amerykañskich i brytyjskich przedsiêbiorców. USA nie pozosta³y d³u¿ne i zablokowa³y import cukru z Kuby, co by³o dla tego ma³ego pañstwa bolesnym ciosem, zw³aszcza, ¿e by³ to g³ówny ¶rodek dochodów dla bud¿etu pañstwowego. Równie¿ utrudnienia w wyjazdach turystycznych na teren Kuby by³y bolesne zw³aszcza, ¿e ok. 90% z turystów by³o pochodzenia amerykañskiego. W tym momencie na polu walki gospodarczej pojawi³ siê Zwi±zek Radziecki, który obieca³ Hawanie kupno jej cukru i udzielenie nisko procentowej po¿yczki. W styczniu 1961 r.  USA zerwa³y stosunki dyplomatyczne z Kub±, a CIA przeprowadzi³o nieudan± próbê przewrotu7. Amerykañskie poczynania maj±ce odizolowaæ Kubê od reszty pañstw regionu okazywa³y siê do¶æ udane8. Punktem krytycznym w stosunkach USA-Kuba, ale te¿ USA-ZSRR by³ tzw. Kryzys Kubañski (karaibski) i widmo wojny atomowej miêdzy najwiêkszymi potêgami ¶wiata. Kuba mimo, ¿e by³a w centrum wydarzeñ nie mia³a jednak wp³ywu na rozmowy przywódców wrogich supermocarstw9. Wyra¼nie widaæ by³o, ¿e Hawana jest nadal narzêdziem w rêkach dominatora. Z dominacji USA wesz³a pod dominacjê ZSRR.&lt;br /&gt;
	W nastêpnych latach nastêpowa³o odprê¿enie stosunków miêdzypañstwowych w regionie i pogorszenie stosunków na linii Kuba-ZSRR. Wyrazem ³agodzenia konfliktów z przesz³o¶ci w regionie karaibskim by³a polityka prezydenta USA, Richarda Nixona. Pod naciskiem pañstw zrzeszonych w OPA10, USA wycofa³o siê z embarga handlowego na³o¿onego w ramach Organizacji Pañstw Amerykañskich, choæ samo z niego nie zrezygnowa³o. Mimo to, w³adze nadal stara³y siê polepszaæ stosunki, czego wyrazem by³ raport Lintowitza11. F. Castro odrzuci³ jednak wyci±gniêt± rêkê Stanów Zjednoczonych  i anga¿owa³ siê w wojnê na terenie Angoli, gdzie wspiera³ sprzêtowo oraz personalnie stronê komunistyczn± &amp;#8211; maj±c± wsparcie ze strony ZSRR, co z powrotem przybli¿y³o te dwa komunistyczne pañstwa ku sobie. Sytuacjê Kuby w stosunkach do pañstw zachodnich (g³ównie USA) pogorszy³ te¿ konflikt miêdzy proradzieck± Etiopi±, a proamerykañsk±  Somali±. Pomoc wojskow± dla Etiopii udzieli³y m. in. wojska kubañskie, dziêki którym Somalia przegra³a bitwê na p³askowy¿u Ogadeñskim12. Przez okres lat 60-tych i 70-tych pozycja miêdzynarodowa Kuby nie by³a ekonomicznie ani politycznie zbyt wysoka, a jedynie konfliktowa i ideologiczna polityka szerzenia komunizmu gwarantowa³a Hawanie pozycjê wa¿nego gracza w ¶wiecie. Bior±c pod uwagê mo¿liwo¶ci tego pañstwa pod wzglêdem gospodarczym jak i militarnym w razie konfliktu &amp;#8222;wschód-zachód&amp;#8221;, nie mia³aby praktycznie wielkiego znaczenia w starciu gigantów (choæ dysponowa³a liczebnie drug± po Brazylii armi± w Ameryce £aciñskiej posiadaj±ca zaraz po USA i Kanadzie najliczniejsze si³y pancerne i lotnicze), jednak jej po³o¿enie strategiczne interesowa³o ka¿d± ze stron. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
	W latach osiemdziesi±tych pozycja Kuby w regionie znacz±co wzmocni³a siê czego rezultatem by³o w pewnym stopniu obalenie rz±dów Anastasio Samozy Debayle w Nikaragui i Erica Gairy w Grenadzie. Niew±tpliwie nie mog³o to mieæ pozytywnych efektów w stosunkach Hawana-Waszyngton. Przez takie dzia³ania w misjach internacjonalistycznych, nawi±zywanie wspó³pracy z pañstwami prokomunistycznymi, jak i z innymi krajami Ameryki £aciñskiej w której coraz popularniejsze by³y lewicowe pogl±dy, pozycja F. Castro (jak i Kuby) ros³a mimo aktywnego przeciwdzia³ania Stanów Zjednoczonych.  Kuba jednak rozwija³a siê gospodarczo wolniej ni¿ inne pañstwa regionu. W antykubañskiej polityce prezydent USA Ronald Regan wp³yn±³ na senat, który przyj±³ tzw. poprawki Symms'a. Pozwala³y one w³adzom u¿yæ wszelkich sposobów w tym militarnych maj±cych na celu zatrzymanie rozszerzania siê kubañskich wp³ywów  i komunizmu w Ameryce £aciñskiej. Ze wzglêdu jednak na obawy i¿ operacje militarne sprowokuj± ZSRR do odwetu w innej czê¶ci ¶wiata lub te¿ inwazja przerodzi siê w drugi Wietnam, zaniechano bezpo¶rednich akcji przeciw Kubie i ograniczono siê do wspierania pañstw Ameryki £aciñskiej walcz±cych z komunistycznymi ruchami partyzanckimi. Kuba i USA prowadzi³y nieoficjalnie ze sob± wojny na terenach pañstw trzecich jak Nikaragua   i Grenada, gdzie ostatecznie zdo³ano obaliæ (dziêki ¶rodkom militarnym i finansowym) lewicowe lub te¿ komunistyczne rz±dy13. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kuba na prze³omie XX i XXI wieku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
	Po upadku ZSRR i bloku pañstw socjalistycznych w Europie, Kuba stanê³a przed wielkim problemem w ka¿dej p³aszczy¼nie: politycznej, gospodarczej, wojskowej i ideologicznej. Nie tylko by³ to k³opot ideologiczny &amp;#8211; jak przekonywaæ narody Ameryki £aciñskiej do komunizmu, gdy komunizm upada w ZSRR, ale przede wszystkim gospodarcze. G³ównym rynkiem zbytu by³ ZSRR i pañstwa satelickie, na które trafia³o ok. 85% eksportu. Po¿yczki, darowizny finansowe, pomoc ¿ywno¶ciowa i surowcowa od  ZSRR i RWPG (Kuba by³a cz³onkiem tej organizacji od  1972 r.) by³a bardzo wa¿n± pomoc± z której finansowano np. liczne i przestarza³e si³y zbrojne, które w okresie lat  90-tych zmniejszono o ponad po³owê14. Skutki gospodarczej zapa¶ci, pog³êbione dodatkowo przez amerykañskie embargo, by³y odczuwane jeszcze przez kilka lat, poniewa¿  w pierwszych latach 90-tych nast±pi³ spadek kubañskiego PKB o 35 proc. Z kolei straty z powodu amerykañskiej blokady na koniec 2007 r. wycenia siê na ponad 93 miliardy dolarów, co stanowi 160% rocznego kubañskiego PKB i ponad 23 razy przewy¿sza roczn± warto¶æ inwestycji. Pozytywnym aspektem zerwania przez Moskwê pomocy dla Kuby jest to, ¿e teraz pierwszy raz od 1902 r. wyspa jest w pe³ni suwerennym pañstwem, mog±cym podejmowaæ decyzjê tylko i wy³±cznie wed³ug w³asnego uznania. Za tak± wolno¶æ Hawana musia³a i musi jednak du¿o zap³aciæ, a Fidel Castro mimo trudno¶ci zdo³a³ jednak utrzymaæ w³adzê, choæ teoretycznie mia³ ma³e szanse na przetrwanie bez pomocy dawnych przyjació³ z Moskwy, którzy po znikniêciu ZSRR nie byli zdolni do &amp;#8222;opiekowania&amp;#8221; siê Kub±. Po roku 1991 wbrew pozorom, pozycja Kuby w regionie karaibskim wros³a, mimo du¿ego zad³u¿enia pañstwa. Ze wzglêdu na za³amanie rynku zbytu towarów  w pañstwach RWPG, polityka Kuby przeistoczy³a siê z agresywnej na wegetacyjn± zw³aszcza, ¿e za³ama³ siê handel15. F.Castro zgodzi³ siê na rozlu¼nienie kontroli pañstwa nad przedsiêbiorstwami i wspó³pracê ekonomiczn± z Europ± Zachodni± i pañstwami regionu Karaibów, których znaczenie w polityce zagranicznej Kuby zaczê³o rosn±æ z racji tego, i¿ akceptowa³y one specyfikê systemu politycznego i gospodarczego Hawany. Pañstwa te nie nalega³y na reformy gospodarcze i polityczne na Kubie i co by³o równie¿ wa¿ne zaczê³y opieraæ siê naciskom Stanów Zjednoczonych staraj±cych siê utrzymaæ w izolacji wyspê F.Castro. Kuba do¶æ szybko nawi±za³a wspó³pracê gospodarcz± z pañstwami regionu, gdzie zacz±³ rodziæ siê te¿ nowy sojusz polityczny, miêdzy Kub± a Wenezuel± Hugo Chaveza. Ten nieoficjalny sojusz sta³ siê faktem od 1999 r., gdy H. Chavez zosta³ prezydentem16. Hawana dziêki wspó³pracy z Wenezuel± maj±ca bogate zasoby mineralne nie tylko zdoby³a partnera gospodarczego, ale te¿ sta³± siê pañstwem, które mimo wielkiego zad³u¿enia i biedy  w koñcu mia³o realny wp³yw na region. Z perspektywy czasu Hawana wiele zyska³a dziêki wspó³pracy z Wenezuel±. Mia³a swój pocz±tek w wizycie ministra spraw zagranicznych Kuby Felipe Pereza Roque w Caracas, gdzie rozpoczêto prace nad gospodarczymi umowami dwustronnymi miêdzy pañstwami. 30 pa¼dziernika 2000 r. po uchwaleniu  w Wenezueli konstytucji &amp;#8222;Boliwariañskiej&amp;#8221; F. Castro i H. Chavez podpisali umowê gospodarcz± w my¶l której Kuba mog³a kupowaæ ok. 53 tys. bary³ek ropy dziennie za cenê od 12 do 27 dolarów (ok. 30-40 procent taniej ni¿ wynosi³a ¶rednia cena ropy na gie³dach. Dzi¶ cena wzros³a do ok. 30 dolarów za bary³kê, których Kuba nabywa praktycznie dwa razy wiêcej) w zamian oferuj±c Wenezueli pomoc personaln±, która mia³a wesprzeæ realizacjê programów socjalnych i gospodarczych zapocz±tkowanych przez H. Chaveza. Umowa ta niew±tpliwie by³a ko³em ratunkowym dla re¿imu F. Castro, który mimo trudno¶ci zdo³a³ przetrwaæ najgorszy okres gospodarczy dla Kuby od zakoñczenia wielkiego kryzysu ekonomicznego  z lat 30-tych XX wieku. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pozycja gospodarczo-polityczna Kuby w pierwszej dekadzie XXI wieku.  &lt;br /&gt;
	&lt;br /&gt;
	 Czy stwierdzenie mówi±ce o Kubie jako komunistycznym skansenie ¶wiata jest trafne? Pytanie jest kontrowersyjnie i odpowied¼ na nie nie mo¿e byæ jednoznaczna, co nie oznacza, ¿e nie jest to czê¶ciowo prawd±. Dzi¶ wyznacznikiem pozycji miêdzynarodowej danego pañstwa jest jego si³a gospodarcza, finansowa, polityczna  i militarna. W ka¿dym z tych punków Kuba jest bardzo s³aba, choæ nie zawsze tak by³o. Sytuacjê gospodarcz± pogarsza konkurencja ze strony USA, Meksyku, Wenezueli, Kolumbii, Kanady, Brazylii  i nawet pañstw europejskich oraz mniejszych pañstewek Ameryki ¦rodkowej a tak¿e Karaibów. Dzi¶ Kuba znaczy gospodarczo w regionie Ameryki £aciñskiej mniej ni¿ mia³o to miejsce jeszcze ponad 50 lat temu gdy by³a licz±cym siê pañstwem w basenie morza Karaibskiego i Zatoki Meksykañskiej. W 1958 r. PKB Kuby kwalifikowa³o j± na trzecim miejsce w Ameryce £aciñskiej, a dzi¶ pozycja ta jest o wiele ni¿sza17, co niew±tpliwie minimalizujê znaczenie tego pañstwa w ¶wiecie. Nie tylko w tej statystyce pañstwo to wypada bardzo ¼le. Nie lepiej wygl±da sytuacja finansowa je¶li chodzi o zad³u¿enie. D³ug zewnêtrzny w okresie rz±dów komunistycznych wzrós³ z ok. 100 mln dolarów do 12 mld dolarów w 2002 r.18 a dzi¶ wynosi ju¿ ok. 17 mld dolarów. Do tej liczby nale¿y dodaæ te¿ ok. 15-20 mld. dolarów kredytów zaci±gniêtych w ZSRR/Rosji19. Aby uzmys³owiæ sobie jaki jest to potê¿ny d³ug jak dla tego kraju trzeba przytoczyæ kilka liczb. ¦redni dochód miesiêczny Kubañczyka w dolarach  na rok 2001 wyniós³ ok. 16-17 dolarów miesiêcznie  i emerytura waha siê miêdzy 8 a 9 dolarami, natomiast zad³u¿enie na jednego mieszkañca  w chwili obecnej wynosi ok. 3 tys. dolarów20. Produkt krajowy brutto w przeliczeniu na jednego mieszkañca (w ci±gu roku) wynosi 3900 dolarów co statystycznie daje Kubie 146 pozycjê  w rankingu pañstw21. Zad³u¿enie to by³oby znacznie wiêksze gdyby nie darowizny i wykup towarów rolniczych ze strony pañstw RWPG jak i pomocy Wenezueli oraz czê¶ciowe umarzanie d³ugów. Kuba znajduje siê na krawêdzi katastrofy finansowej i nie widaæ perspektyw na ustabilizowanie sytuacji. Gospodarka opieraj±ca siê na modelu rolniczo-przemys³owym z wiêkszo¶ci± upañstwowionych zak³adów i gospodarstw rolnych jak i dopiero czekaj±cymi j± reformami nie szybko zdo³a uregulowaæ te zad³u¿enie zw³aszcza, ¿e bud¿et pañstwa wyniós³ w 2008 r. przed kryzysem ekonomicznym ok. 49-55 mld. dolarów22. W tym czasie wiele pañstw regionu umocni siê  w eksporcie, turystyce  i handlu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
	Wa¿na jest te¿ kwestia uwarunkowañ poziomu importu do eksportu. Deficyt w handlu zagranicznym Kuby od 1958 r. wzrós³ z 39 mln dolarów do 6 mld dolarów23. Wyj¶ciem z tej sytuacji mo¿e byæ rozwój wspó³pracy regionalnej. Kuba, Wenezuela i Boliwia zawar³y Porozumienie o Wdro¿eniu Boliwariañskiej Alternatywy Dla Narodów Naszej Ameryki, znane jako ALBA. W porozumieniu tym mówi siê o wprowadzeniu w ¿ycie takich mechanizmów handlowych, które zapewnia³yby wzajemne korzy¶ci wszystkim stronom porozumienia. Do strat gospodarczych Kuby nale¿y doliczyæ te¿ utratê ok. 10 mld. dolarów na skutek kryzysu gospodarczego jak i skutków trzech huraganów w 2008r.24. Mimo to Kuba w ubieg³ym roku zdo³a³a utrzymaæ wzrost gospodarczy na poziomie 4,3%25 jak i wzrost eksportu o ok. 7,2%26. Bior± pod uwagê tylko porównanie Kuby z 1958 r., a dzi¶ mo¿na stwierdziæ, ¿e kraj ten mimo rozwoju technologicznego cofn±³ siê cywilizacyjnie lub te¿ zosta³ wyprzedzony przez wiele pañstwa w obydwu Amerykach. W po³±czeniu z czê¶ciow± izolacj± wyspy i jej obecnie pokojow± polityk± degraduje pozycjê presti¿ow± tego pañstwa w relacjach miêdzynarodowych. W 1958 r. Kuba posiada³a wiêcej samochodów, sprzêtu domowego, zwierz±t hodowlanych, ¶rodków transportu  i artyku³ów rolnych w odniesieniu do jednego mieszkañca ni¿ ka¿de inne pañstwo regionu Ameryki £aciñskiej. Kraj ten mimo otwarcia na zachód po upadku ZSRR do 2008 r. nie zmieni³ siê praktycznie dla mieszkañców, w¶ród których wiêkszo¶æ wychowa³a siê ju¿  w czasie rz±dów F. Castro. Na Kubie dostêp do internatu maj± tylko nieliczni, w kraju funkcjonuj± tylko dwie g³ówne gazety przesi±kaj±ce propagand± w³adzy, a z wyspy która opiera³a siê na eksporcie ¿ywno¶ci powsta³o pañstwo, które bez jej importu czeka³aby katastrofa g³odowa, gdy¿ czê¶æ pañstwowych ziem nadaj±cych siê do uprawy le¿y od³ogiem. Kuba w okresie rz±dów komunistycznych nie zdo³a³a stworzyæ silnej gospodarki i dzi¶ ekonomicznie powa¿nymi konkurentami dla niej staj± siê nawet takie pañstwa jak Gwatemala, Panama, Salwador czy Dominikana. Hawana nie mo¿e dzi¶ mówiæ  o efektywnym konkurowaniu gospodarczym z takimi krajami jak Wenezuela, Meksyk, Kolumbia czy Brazylia. Wzglêdem takich mocarstw jak Kanada czy szczególnie USA nie mo¿na mówiæ o ¿adnych perspektywach mo¿liwo¶ci nawet zbli¿enia siê do poziomu ich mo¿liwo¶ci gospodarczych je¶li chodzi o konkurencyjno¶æ towarów. Wyspa ta dzi¶ nie mo¿e prowadziæ polityki antyzachodniej, gdy¿ ca³kowicie jest uzale¿niona od tzw. zachodu,  który w dodatku wpompowa³ pieni±dze w utrzymanie tego komunistycznego skansenu w okresie lat 1992-2001, co byæ mo¿e by³o b³êdem. W tym okresie pomoc humanitarna ze strony UE wynios³a ok. 165 mln euro27. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
	Sytuacja gospodarcza od upadku ZSRR pogorszy³a siê - jednak objêcie w³adzy przez pragmatycznego Raula Castro da³a ju¿ pierwsze pozytywy gospodarcze wzmacniaj±ce gospodarcz± pozycjê regionaln± Kuby. W okresie jego rz±dów pañstwo to zaczê³o powoli  umacniaæ siê gospodarczo i politycznie oraz po kryzysie w stosunkach Kuba-UE (2003r.)28. Wa¿nym objawem zmian jest wprowadzana reforma rolna. Od 2007 r. w prywatne rêce trafi³o ok 45 tys. dzia³ek rolnych o powierzchni 680 tys. ha le¿±cej dotychczas od³ogiem pañstwowej ziemi, co niew±tpliwie przyczyni siê do zmniejszenia importu ¿ywno¶ci zza granicy29. Poprawi to te¿ niew±tpliwie pozycjê Kuby je¶li chodzi o proporcjê importu do eksportu, gdy¿ dzi¶ 78% wymiany zagranicznej to import a jedynie 22% to eksport kubañskich towarów za granicê30. Pozom inwestycji zagranicznych na Kubie w 2008 r. wzrós³ do 1,2 mld. dolarów31. Równie¿ pozycja Kuby jako eksportera surowców spada³a znacznie w dobie obecnego kryzysu, mo¿e jednak wzrosn±æ gdy zostan± przeprowadzone reformy w gospodarce i finansach oraz zostanie zwiêkszone wydobycie ropy. Firma Cubapatroleo og³osi³a, ¿e na swoich przybrze¿nych terenach Kuba posiada z³o¿a szacowane na ponad 20 miliardów bary³ek (dwa razy wiêcej ni¿ wcze¶niej podawano). Je¶li zapowiedzi kubañskich specjalistów potwierdz± siê, kraj stanie siê jednym z 20 najwiêkszych producentów ropy na ¶wiecie. Pok³ady gazu oszacowano na ok. 700 mld metrów sze¶ciennych. Zasoby te przewy¿szaj± zasoby Meksyku (11,7 mld. bary³ek) i dorównuj± zasobom USA w Zatoce Meksykañskiej (21 mld bary³ek). Eksploatacja tych zasobów m.in. przez firmy kubañskie jak i hiszpañskie mo¿e przynie¶æ uregulowanie zad³u¿enia zagranicznego jak i nies³ychane bogactwo temu ma³emu pañstwu32. Jednak wed³ug ekspertów z USA z³o¿a te maj± tylko ok. 4,5 mld bary³ek ropy33, co nie oznacza jednak ¿e jest to ma³a ilo¶æ dla Kuby. Z³o¿a te mog± na wiele lat zaspokoiæ potrzeby wyspy i pozwoliæ pañstwu na eksport surowca poza granice pañstwa, byæ mo¿e nawet do USA. Niew±tpliwie zasoby te stan±³ siê kusz±cym k±skiem dla Waszyngtonu, który mo¿e przez to zrezygnowaæ  z obostrzeñ handlowych wprowadzonych na Kubê. Amerykañskie koncerny naftowe nie mog± prowadziæ interesów z Kub±, co mo¿e stanowiæ dla nich wymiern± stratê, kiedy rozpocznie siê wydobywanie wielkich pok³adów ropy kubañskiej. Wiele pañstw pocz±wszy od Rosji i Chin a koñcz±c na Wielkiej Brytanii, Wenezueli i Brazylii (ta zdo³a³a dziêki  firmie Petrobras podpisaæ ju¿ kontrakt na eksploatacjê) zainteresowanych jest wydobywaniem ropy na Kubie. Nale¿y zaznaczyæ, ¿e obecnie kubañska pañstwowa kompania naftowa nosz±ca nazwê Cuba Petroleo nie jest wstanie samodzielnie wydobywaæ ropy spod dna Zatoki Meksykañskiej z powodu braku wystarczaj±cych ¶rodków finansowych oraz odpowiedniej technologii. Je¶li Kuba zgodzi siê na pe³n± eksploatacjê jej zasobów i otworzy siê jeszcze bardziej na ¶wiat, mo¿e staæ siê w przeci±gu dekady najsilniejszym po Wenezueli i Meksyku pañstwem Ameryki ¦rodkowej34. Nie tylko surowce stawiaj± Kubê w dogodnej sytuacji. Kuba jako pañstwo 11 milionowe, posiada du¿y rynek w regionie, na którym brakuje wszelkiego rodzaju nowoczesnych technologii, produktów jak i firm us³ugowych. Z ca³ego ¶wiata firmy ró¿nych bran¿y ju¿ dzi¶ staraj± siê wszelkimi sposobami zwiêkszaæ swoje udzia³y na wyspie. Nic nie przeszkadza Hiszpanom, W³ochom, Francuzom czy Kanadyjczykom ju¿ od lat robiæ interesy z komunistyczn± Kub±. Nawet Rosja po wielu latach porzucenia Kuby zdecydowa³a siê wróciæ na tropikaln± wyspê przyznaj±c jej kredyty oraz chêæ inwestowania w sektor turystyczny. Polska póki co jest nieobecna na wyspie, prócz firmy Tan Viet35. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
	Jednak do dzisiejszego dnia pañstwo braci Castro gwarantuje w³asn± wegetacjê surowcow± od dobroczynno¶ci Wenezueli. Kuba wkroczy³a w XXI wiek z silnym przyjacielem u boku jakim jest Wenezuela. Mimo wspó³pracy tych dwóch pañstw, pozycja Kuby jako wa¿nego pañstwa Ameryki ¦rodkowej maleje wraz ze wzrostem pozycji politycznej i gospodarczej Wenezueli, która to zaczyna byæ liderem socjalistycznej polityki w regionie. Polityka wegetacji systemu socjalistycznego nie daje Kubie szans na znacz±ce zwiêkszenie w³asnych wp³ywów w regionie. Do momentu objêcia w³adzy nad pañstwem przez Raula Castro nie by³o widaæ ¿adnych perspektyw na pe³ne otwarcie Kuby nie tylko pod wzglêdem gospodarczym ale te¿ politycznym. Nowy przywódca Kuby w ci±gu dwóch lad zdo³a³ odnowiæ dzia³alno¶æ kubañsk± w Organizacji Pañstw Amerykañskich36, choæ de facto inne pañstwa wci±gnê³y Kubê do wspó³pracy, a nie na odwrót. Jest to niew±tpliwie pozytywny aspekt zmian jakie zachodz± na Kubie, zw³aszcza, ¿e integracja  w ramach tej¿e organizacji mo¿e wymóc na wyspie wprowadzanie dalszych u³atwieñ w rozwijaniu dzia³alno¶ci gospodarczej i politycznej, na co Hawana siê nie zgadza. Oczywi¶cie nie oznacza to nastania tendencji umacniania siê Kuby w regionie jako wa¿nego podmiotu polityki miêdzynarodowej zw³aszcza, ¿e konkurencja innych pañstw jest mia¿d¿±ca. Kuba wraz z otwarciem siê na zachód i rosn±c± rol± nowych mocarstw regionalnych i kontynentalnych bêdzie traciæ na znaczeniu jako wa¿ny uczestnik areny miêdzynarodowej w regionie, gdy¿ zacofane pañstwo pozbawione pomocy zewn±trz nie jest w stanie szybko odbudowaæ swojej pozycji, bardzo silnego gracza w ¶rodkowej Ameryce. Pozytywna dla Kuby sytuacja z lat 1902-1952 nie powtórzy siê. Sytuacja wewnêtrzna nie jest ju¿ tak jednoznaczna jak za rz±dów F.Castro gdy nie by³o mowy o z³agodzeniu m. in. restrykcji politycznych i problem nacisków spo³eczno¶ci miêdzynarodowej na pewnie nie pozwoli Kubie staæ siê licz±cym pañstwem, co nie znaczy, ¿e pozycja Hawany bêdzie ca³y czas zmniejsza³a siê. Ranga polityczna jako pañstwa prowadz±cego w³asn± politykê szerzenia socjalizmu na pewno bardzo os³ab³a i bêdzie s³abn±æ nadal wraz z otwarciem na ¶wiat kapitalistyczny. Z drugiej jednak strony spojrzenie na zachód (USA i UE), aktywne uczestnictwo w dzia³alno¶ci OPA i partnerstwo strategiczne z Wenezuel± zapewni± Kubañczykom mo¿liwo¶æ skuteczniejszego lobbowania w przysz³o¶ci w³asnych koncepcji politycznych w regionie. Pozycja gospodarcza Kuby bêdzie ros³± wraz z wprowadzanymi reformami i zwiêkszaj±cym siê rynkiem wewnêtrznym, ale politycznie pañstwo to ma ju¿ za sob± lata gdy liczy³o siê w polityce miêdzynarodowej. W porównaniu do sytuacji z lat 1992-1995 bezapelacyjnie Kuba bêdzie siê pod ka¿dym wzglêdem (prócz militarnego) umacniaæ w regionie je¶li stworzy u siebie chiñski model pañstwa. Je¶li nowy przywódca po kilku reformach przestanie je kontynuowaæ Kuba bêdzie pozostawaæ coraz bardziej w tyle  za pañstwami Ameryki £aciñskiej. Nie ma mo¿liwo¶ci staæ siê wa¿nym pañstwem  o presti¿owym znaczeniu, gdy¿ nie ma ju¿ miejsca dla niej w rywalizacji silnych pañstw regionu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
	Wa¿nym dowodem zmniejszania siê ogólnej pozycji miêdzynarodowej Kuby w XXI wieku jest jej stan si³ zbrojnych. Pozycja wojska kubañskiego w pañstwie jest ogromna co jest obecnie rzecz± bezdyskusyjn± widz±c to kto rz±dzi dzi¶ pañstwem37. Inaczej wygl±da pozycja si³y odstraszania wzglêdem pañstw obydwu Ameryk. Kubie z silnej armii jak± mia³a w latach 70 i 80 - tych pozosta³ dzi¶ tylko nieporadny karze³, który z roku na rok traci w lawinowy sposób swój potencja³ bojowy. W dobie tocz±cego siê nieoficjalnie wy¶cigu zbrojeñ w Ameryce £aciñskiej, Kuba staje siê z ka¿dym rokiem pañstwem coraz bardziej bezbronnym. Choæ liczebnie Hawana dysponuje 1600 czo³ami, 31 samolotami bojowymi  i 179 statkami powietrznymi w rezerwie, symboliczn± flot± oraz 46 tys. armi±, to jej warto¶æ bojowa jest wielokrotnie mniejsza ni¿ wskazuj± na to liczby. Z tej palety podstawowego sprzêtu tylko ma³y procent jest sprawny i wykorzystywany przez jednostki bojowe. Sprzêt ten pamiêta jeszcze czasy II wojny ¶wiatowej (np. 300 czo³gów T-34/85)38, jest  w op³akanym stanie i nie ma dzi¶ na wspó³czesnym sieciocentrycznym polu walki ¿adnej warto¶æ bojowej. Pozycja militarna Kuby topnieje w naszych oczach widz±c jak wygl±da polityka modernizacji si³ zbrojnych w innych pañstwach Ameryki £aciñskiej. Hawana mo¿e t± si³± zagra¿aæ co najwy¿ej Haiti, Jamajce, Dominikanie, wyspom ma³ych Antyli  i niektórym pañstwom Ameryki ¦rodkowej. Straszak ten jest jednak sztuczny, gdy¿ armia kubañska nie ma ekonomicznych i logistycznych mo¿liwo¶æ ¿eby nawet zaj±c obecnie Jamajkê. Porównanie tej armii do si³ USA, Kanady, czy te¿ Brazylii i Wenezueli wydaje siê nawet niepotrzebne.  Pozycja militarna Kuby nigdy nie bêdzie taka jaka by³a w okresie walk kubañskich ¿o³nierzy w Angoli czy te¿ Etiopii. Pañstwo to przy tych k³opotach gospodarczych jakie ma obecnie,  na pewno przez najbli¿sz± dekadê nie zdo³a wyj¶æ z zapa¶ci technologicznej mimo, ¿e armia charakteryzuje siê dobrym wyszkoleniem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
	Kuba to pañstwo wewnêtrznych kontrastów i zmniejszaj±cej siê politycznie   oraz militarnie pozycji miêdzynarodowej. Pañstwo to gdzie obok siebie znajduj± siê luksusowe kurorty turystyczne i  regiony ubóstwa, biedy oraz brudu terroryzowane przez s³u¿by bezpieczeñstwa nie ma ¿adnych perspektyw na znacz±ce zwiêkszenie w³asnych mo¿liwo¶ci lobbowania w ¶wiecie. Choæ nastêpuje otwarcie gospodarcze zwiêkszaj±ce statystycznie pozycjê Kuby i daj±ce jej narzêdzia do polityki gospodarczej w regionie, to zapó¼nienie powsta³e przez rz±dy komunistyczne bêdzie przez wiele lat uzupe³niane,  w czym pomocna mo¿e okazaæ pomoc miêdzynarodowa, inwestycje innych pañstw i coraz bardziej ustabilizowana dzia³alno¶æ Kuby w organizacjach miêdzynarodowych. W najbli¿szych latach rozja¶ni± siê niewiadome losu dotycz±ce Kuby. Istnieje prawdopodobieñstwo, ¿e rok 2010 oka¿e siê realnym punktem zwrotnym dla Kubañczyków. Co i do jakiego stopnia bêdzie reformowane jest niewygodnym pytaniem bez definitywnej odpowiedzi. Raul Castro powiedzia³, ¿e nie ma zamiaru staæ siê Michai³em Gorbaczowem  z tropików. Mimo to, wielce prawdopodobne jest, ¿e Kuba stanie siê drugimi Chinami Ludowymi z kapitalistyczn± gospodark± i komunistyczn± dyktatur±.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przypisy: &lt;br /&gt;
1. Patrz tam: http://www.solidarnizkuba.pl/druk/wiadomosci,historia,budowanieniepodleglosci (07.12.2009r.).&lt;br /&gt;
2. Wies³aw Dobrzycki, Stosunki miêdzynarodowe w Ameryce £aciñskiej, Historia i wspó³czesno¶æ, Warszawa 2000, s. 51.&lt;br /&gt;
3.Sytuacja wewnêtrzna na terenie Kuby w 1906 roku okaza³± siê tak gro¼na dla dominacji Stanów Zjednoczonych nad tym protektoratem, ¿e prezydent USA Theodore Roosevelt postanowi³ powo³aæ siê na poprawkê Platta. Interwencja USA rozpoczê³a siê 16 pa¼dziernika 1906 troku, gdy 11.Pu³k Kawalerii armii amerykañskiej przetransportowany drog± morsk± wyl±dowa³ w Hawanie. Interwencja zakoñczy³a siê 1 marca 1909 roku. ¬ród³o: www.globalsecurity.org/military/ops/cuba06.htm (10.12.2009r.).&lt;br /&gt;
4. José Alvarez, Cuban Agriculture Before 1959: The Political and Economic Situations, Department of Food and Resource Economics, Florida Cooperative Extension Service (UF/IFAS), University of Florida, Gainesville, publikacja nr FE479, lipiec 2004, st. 3. &lt;br /&gt;
5.Nazwa &amp;#8222;Ruch 26 lipca&amp;#8221; upamiêtniaæ mia³a dzieñ ataku na koszary Moncada, który mia³ miejsce 26 lipca 1953 r. F.Castro wraz z bratem Raulem Castro, poprowadzi³ 165-osobowy oddzia³ przeciw tysi±cu ¿o³nierzy Batisty stacjonuj±cych w koszarach Moncada w Santiago de Cuba. Po dwugodzinnej walce oddzia³y Fidela wycofa³y siê  i zosta³y rozbite.  &lt;br /&gt;
6.Po trwaj±cym 7 dni szturmie, oddzia³y Castro zdoby³y 1 stycznia 1959 r. koszary Moncada i miasto Santiago de Cuba. Tego samego dnia podda³y siê koszary im. Leoncia Vidal w mie¶cie Santa Clara gdzie znajdowa³ siê ostatni punkt oporu si³ batistowskich. Opór na terenie ca³ego kraju stawiany przez wojsko i policjê za³ama³ siê ostatecznie na wiadomo¶æ o ucieczce Batisty, który w noc sylwestrow± odlecia³ do Dominikany. 2 stycznia 1959 r. rebelianci pod dowództwem Che Guevary wkroczyli triumfalnie do Hawany (oddzia³y Castro wesz³y do miasta 6 dni pó¼niej).&lt;br /&gt;
7. By³± to tzw. Inwazja w Zatoce ¦wiñ przeprowadzona w dniach 17-19 kwietnia 1961 r.. ¬ród³o: Agata Stafunik, Stosunki Kuby z Stanami Zjednoczonymi w latach 1959-1989, Biuletyn Pó³nocnoamerykañski, nr 3 (7)/ 2007r. s. 5-6.&lt;br /&gt;
8.USA zdo³a³y w styczniu 1962 r. wykluczyæ Kubê z pracy w ramach Organizacji Pañstw Amerykañskich (Kuba pozosta³a jednak nadal cz³onkiem organizacji) i na³o¿yæ embargo handlowe. &lt;br /&gt;
9.Katarzyna Krzywicka, Racja Stanu Kuby, Zak³ad Systemów Politycznych Wydzia³u Politologi UMCS, Vol. IV, 1997, st. 140-142. &lt;br /&gt;
10. OPA (Organization of American States) Organizacja Pañstw Amerykañskich.&lt;br /&gt;
11.Raport ten zosta³ stworzony w ramach prac komisji Sol'a Linowitz'a, który by przewodnicz±cym komisji i ambasadorem USA przy OPA. Komisja ta zajmowa³a siê polepszaniem stosunków na linii USA-Kuba. &lt;br /&gt;
12. W wojnie, która trwa³a 8 miesiêcy, Somalia straci³a znaczn± czê¶æ swojej armii, licz±cej 32 tys. ¿o³nierzy. Gdy Zwi±zek Radziecki, uznaj±c Somaliê za agresora, udzieli³ poparcia Etiopii (realizuj±cej ju¿ wówczas tak¿e model socjalistycznego rozwoju jak i Somalia), ta pierwsza zerwa³a stosunki z Moskwa²i przeorientowa³a swoj± politykê na wspó³prace z USA. ¬ród³o: Jakub Zaj±czkowski, Krzysztof Zaj±czkowski, Kryzys somalijski, [w:] Stosunki miêdzynarodowe w Afryce, J. J. Milewski, W. Lizak  (red.), Warszawa 2002, rozdzia³ IX, s. 237&amp;#8211;239 i Krzysztof Kubiak, Wojna ogadeñska, Stosunki Miêdzynarodowe 44-45 (2006), tekst zamieszczony na http://wiadomosci.onet.pl/1366205,2678,1,wojna_ogadenska,kioskart.html (17.10.2006r.). &lt;br /&gt;
13.W ramach strategi zaprezentowanej w poprawkach Symms'a Stany Zjednoczone wraz z sojusznikami karaibskimi dokona³y dzia³añ militarnych jak m.in. inwazji na Grenadê przeprowadzonej od 25 pa¼dziernika 1983 r., gdzie rozbi³y oddzia³y Grenadyjskie i Kubañskie. ¬ród³o:  Ronald H. Cole, Operation Urgent Fury: The Planning and Execution of Joint Operations in Grenada 12 October - 2 November 1983,  Joint History Office of the Chairman of the Joint Chiefs of Staff, Washington 2007. &lt;br /&gt;
14. Patrz tam: http://www.solidarnizkuba.pl/wiadomosci,kubauniaeuropejska (09.12.2009r.).&lt;br /&gt;
15. Monika Sobolewska, Rynek turystyczny Kuby, Wy¿sza Szko³a Gospodarcza w Bydgoszczy, Wydzia³ Turystyki  i Geograf, Bydgoszcz 2007, nr albumu 7960, s. 5.  &lt;br /&gt;
16. Wybory odby³y siê w grudniu 1998 r, a ceremonia zaprzysiê¿enia g³owy pañstwa nast±pi³a w lutym 1999 r. Uczestniczy³ w niej Fidel Castro. ¬ród³o: Rados³aw Stolarczyk, Polityka zagraniczna Wenezueli za prezydentury Hugo Chaveza, Afryka, Azja, Ameryka £aciñska, Warszawa 2008, tom 84, st. 78. &lt;br /&gt;
17. W porównaniu do ca³ego ¶wiata Kuba znajduje siê na miejscu 71 https://www.cia.gov/library/publications/the-world-factbook/fields/2195.html?countryName=Cuba&amp;countryCode=cu&amp;regionCode=ca&amp;#cu (12.12.2009r.)&lt;br /&gt;
18. Patrz tam: http://www.globalsecurity.org/wmd/library/news/cuba/22743.htm  (23.07.2003r.).&lt;br /&gt;
19. Ibidem,&lt;br /&gt;
20. Patrz tam: http://www.lanuevacuba.com/archivo/bert-corzo-1eng.htm (30.07.2002r.).&lt;br /&gt;
21. Monika Sobolewska, Rynek turystyczny Kuby, Wy¿sza Szko³a Gospodarcza w Bydgoszczy, Wydzia³ Turystyki i Geograf, Bydgoszcz 2007, nr albumu 7960, s. 6.  &lt;br /&gt;
22. Patrz tam: https://www.cia.gov/library/publications/the-world-factbook/fields/2195.html?countryName=Cuba&amp;countryCode=cu&amp;regionCode=ca&amp;#cu (12.12.2009r.).&lt;br /&gt;
23. Patrz tam: http://www.hawana.polemb.net/index.php?document=235 (12.12.2009r.).&lt;br /&gt;
24.Patrz tam: http://www.money.pl/archiwum/wiadomosci_agencyjne/pap/artykul/kuba;raul;castro;wzywa;do;powrotu;na;role,42,0,495658.html (26. 07. 2009r.).&lt;br /&gt;
25.Patzr tam: http://www.hawana.polemb.net/index.php?document=235 (12.12.2009r.).&lt;br /&gt;
26. Patrz tam: http://www.cubaheadlines.com/2008/12/28/15055/cuban_parliament_approves_state_budget_2009.html  (12.12.2009r.).&lt;br /&gt;
27. Patrz tam: http://www.solidarnizkuba.pl/wiadomosci,kubauniaeuropejska (09.12.2009r.). &lt;br /&gt;
28. Ibidem., &lt;br /&gt;
29. Patrz tam: http://www.money.pl/archiwum/wiadomosci_agencyjne/pap/artykul/kuba;raul;castro;wzywa;do;powrotu;na;role,42,0,495658.html (26.07.2009r.)&lt;br /&gt;
30.Patrz tam http://kubaonline.pl/2009/06/gospodarka-kuby/ (11.12.2009r.).&lt;br /&gt;
31. Patrz tam: http://www.hawana.polemb.net/index.php?document=235 (12.12.2009r.).&lt;br /&gt;
32. Patrz tam: http://wyborcza.pl/1,76842,5827876,Kuba___nowa_potega_naftowa_swiata_.html (19.10.2008r.).&lt;br /&gt;
33. Patrz tam: http://forsal.pl/artykuly/367783,rosja_dolacza_do_innych_w_eksploatacji_zloz_na_kubie.html (04.11.2004r.).&lt;br /&gt;
34. Micha³ Kaczyñski, Naftowy potencja³ Kuby. ¬ród³o http://www.psz.pl/tekst-16726/Michal-Kaczynski-Naftowy-potencjal-Kuby (28.01.2009r.).&lt;br /&gt;
35. Patrz tam: http://www.bankier.pl/wiadomosc/Goraca-Kuba-kusi-biznes-1788438.html (11.12.2009r.).&lt;br /&gt;
36. Patrz tam: http://www.solidarnizkuba.pl/artykuly,prasa,zmianapolityki (11.12.2009r.).&lt;br /&gt;
37. Patrz tam: http://www.wprost.pl/ar/3233/Zgliszcza-KUBY/ (10.12.2009r.).&lt;br /&gt;
38. Patrz tam: http://en.wikipedia.org/wiki/Military_of_Cuba (11.12.2009r.).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bibliografia: &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
I.¬ród³a&lt;br /&gt;
- J. Alvarez, Cuban Agriculture Before 1959: The Political and Economic Situations, Department of Food and Resource Economics, Florida Cooperative Extension Service (UF/IFAS), University of Florida, Gainesville, publikacja nr FE479, lipiec 2004. &lt;br /&gt;
- Zalega D., Lamrani S., Malewski j., Jaszczu K. B., Kubañska rewolucja - co dalej?, Trybuna Polityczna, nr 4/113.&lt;br /&gt;
- Krzywicka K., Pozycja miêdzynarodowa Kuby, Ameryka £aciñska, nr 2, 2002.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
II.Opracowania:&lt;br /&gt;
- Spyra J., Polityka zagraniczna Brazylii, [w:] Gawrycki M. F., Polityka zagraniczna pañstw Ameryki £aciñskiej, Wydawnictwo UW, Warszawa 2006.&lt;br /&gt;
- Stolarczyk R., Polityka zagraniczna Wenezueli za prezydentury Hugo Chaveza, Afryka, Azja, Ameryka £aciñska, Warszawa 2008, tom 84.&lt;br /&gt;
- Sobolewska M., Rynek turystyczny Kuby, Wy¿sza szko³a gospodarcza w Bydgoszczy, Wydzia³ Turystyki i Geograf, Bydgoszcz 2007, nr albumu 7960.&lt;br /&gt;
- Dobrzycki W., Stosunki miêdzynarodowe w Ameryce £aciñskiej. Historia   i wspó³czesno¶æ, Warszawa 2000.&lt;br /&gt;
- Stafunik B., Stosunki Kuby z Stanami Zjednoczonymi w latach 1959-1989, Biuletyn -Pó³nocnoamerykañski, nr 3 (7)/ 2007r.&lt;br /&gt;
- Wojna B., Sytuacja polityczna na Kubie &amp;#8211; perspektywy zmian, Biuletyn Polskiego Instytutu Spraw Zagranicznych, nr 49 (389), 22 sierpnia 2006r. &lt;br /&gt;
- Ro¶czak P., Polityka Stanów Zjednoczonych wobec rewolucji kubañskiej w latach 1959 &amp;#8211; 1962, Uniwersytet £ódzki, Wydzia³ Filozoficzno-Historyczny, £ód¼ 1999. &lt;br /&gt;
- Nowa Encyklopedia Powszechna PWN, Pañstwowe Wydawnictwo Naukowe,  Warszawa 2004, (tom 4).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
III.¬ród³a internetowe:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- www.psz.pl&lt;br /&gt;
- www.hawana.polemb.net&lt;br /&gt;
- www.stosunkimiedzynarodowe.info&lt;br /&gt;
- www.lanuevacuba.com&lt;br /&gt;
- www.cia.gov&lt;br /&gt;
- www.solidarity.com.pl&lt;br /&gt;
- www.globalsecurity.org&lt;br /&gt;
- www.meritum-news.com&lt;br /&gt;
- www.cubaheadlines.com&lt;br /&gt;
- www.forsal.pl&lt;br /&gt;
- www.dyktatura.info&lt;br /&gt;
- www.solidarnizkuba.pl&lt;br /&gt;
- www.wprost.pl&lt;br /&gt;
- www.wikipedia.org&lt;br /&gt;
- www.onet.pl&lt;br /&gt;
- www.gazeta.pl &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Autor: Artur Micek - &quot;Weteran&quot; </description>

	</item>

<item>

   	 <image>
	
      	<url>http://twojadres.com/rss_images/rss.gif</url>

      	<title>MILITIS - Serwis Militarno-Historyczny - artyku³y</title>

      	<link>http://www.militis.pl/</link>

      	<description>Artyku³y</description>

    	</image>
	
	<title>M. Ciszewski &quot;Major&quot; </title>

	<link>http://www.militis.pl/readarticle.php?article_id=185</link>

	<description>&lt;p&gt;&amp;#8222;Major&amp;#8221; to kontynuacja serii dwóch, ¶wietnych i uznanych przez recenzentów ksi±¿ek Marcina Ciszewskiego, autora &amp;#8222;www.1939.com.pl&amp;#8221; i &amp;#8222;www.19444.waw.pl&amp;#8221;, absolwenta Instytutu Historii Uniwersytetu Warszawskiego, ze specjalizacj± w historii najnowszej. W zasadzie nie jest to ci±g dalszy tylko opowie¶æ o wydarzeniach, które dzia³y siê pomiêdzy tymi dwoma tomami. Poprzeczka postawiona jest wysoko, nawet bardzo, czy tytu³ ten utrzymuje poziom wcze¶niejszych czê¶ci? Czy warto go kupiæ? Zapraszam po wiêcej informacji w nastêpnych akapitach.&lt;/p&gt;&lt;br /&gt;
 &lt;p&gt;Tym razem dane jest nam poznaæ losy ¿o³nierzy Pierwszego Samodzielnego Batalionu Rozpoznawczego, którzy zdecydowali siê mimo wszystko zostaæ w Polsce i walczyæ z przeciwnikiem, który w zasadzie nie do koñca wi±za³ siê z ich ¿yciem. Spotykamy siê tutaj tak¿e z codziennym ¿yciem i bohaterstwem ówczesnych mieszkañców kraju nad Wis³±. Dowiemy siê równie¿ o zimnokrwisto¶ci wielu polityków, nie wspominaj±c o zwyrodnialcach z Gestapo czy NKWD. Co jednak wa¿niejsze, mo¿emy podreperowaæ swoj± dumê narodow± poprzez czytanie historii o skutecznej walce i sukcesach polskich oddzia³ów.&lt;/p&gt;&lt;br /&gt;
 &lt;p&gt;Pomimo tego, ¿e ksi±¿ka opowiada historiê fikcyjn± to jednak w bardzo du¿ym stopniu opiera siê na prawdziwej historii i wydarzeniach z tamtego okresu. Wiele postaci wystêpuj±cych w powie¶ci jest autentycznymi lud¼mi z tamtych czasów (np. Stefan &amp;#8222;Grot&amp;#8221; Rowecki, Tadeusz &amp;#8222;Bór&amp;#8221; Komorowski, Heinrich Himmler czy nawet Josif Wissarionowicz Stalin), zdarzaj± siê nawet momenty w których wypowiadaj± oni to co niegdy¶ mówili ich prawdziwi odpowiednicy.&lt;/p&gt;&lt;br /&gt;
&lt;p&gt;Co wa¿ne, autor posiada równie¿ szerok± wiedzê z zakresu militariów, hierarchii czy uzbrojenia tamtego jak i dzisiejszego okresu. Wszystko to sprawia spore wra¿enie autentyczno¶ci. S±dzê, ¿e gdyby do takiego wypadku dosz³o w rzeczywisto¶ci to mog³oby siê to potoczyæ tak jak jest to opisane w sadze M. Ciszewskiego.&lt;/p&gt;&lt;br /&gt;
&lt;p&gt;Szereg intryg, zagadek czy ca³kowicie niespodziewanych, nag³ych zwrotów akcji jest bardzo dobrze przemy¶lany, nigdy nie uda³o mi siê przewidzieæ tego co mo¿e siê zdarzyæ w kolejnych rozdzia³ach, dziêki temu chêæ poznawania dalszego ci±gu powie¶ci i wrêcz poch³aniania kolejnych kartek ³ama³a moj± wolê i przyci±ga³a mnie na d³ugie godziny.&lt;/p&gt;&lt;br /&gt;
&lt;p&gt;Sama oprawa techniczna stoi równie¿ na przyzwoitym poziomie. Piêkna ok³adka przyci±ga wzrok i sugeruje nam o czym opowiada ksi±¿ka. Tekst jest dobrze sformatowany, wszystko czyta siê g³adko i czêsto mo¿na robiæ przerwy. Papier nie mêczy oczu i wszystko jest tak jak byæ powinno. Mo¿na siê jedynie przyczepiæ do ciut lichej ok³adki, która ³atwo mo¿e siê zagi±æ, ale w zasadzie nie jest to nic istotnego.&lt;/p&gt;&lt;br /&gt;
&lt;p&gt;Pozosta³ mi jedynie lekki niedosyt po skoñczeniu czytania, my¶la³em, ¿e dane nam bêdzie poznaæ wszystkie wydarzenia, a¿ do Powstania Warszawskiego. Ale mimo wszystko, moim zdaniem ksi±¿ka jest wy¶mienita i zdecydowanie utrzymuje poziom wcze¶niejszych czê¶ci. Zapewnia wiele godzin przyjemnego czytania i oderwania siê od ¶wiata. Dla mnie osobi¶cie ca³a saga znajduje siê w górnym rankingu moich ulubionych ksi±¿ek. Chcia³bym te¿, aby odnios³a sukces, bo na to zdecydowanie zas³uguje. Cena w wysoko¶ci 32 z³otych to marne grosze w porównaniu z tym co otrzymujemy, naprawdê warto je wydaæ. Gor±co polecam!&lt;/p&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Igor &quot;Centurio&quot; Podlawski</description>

	</item>

<item>

   	 <image>
	
      	<url>http://twojadres.com/rss_images/rss.gif</url>

      	<title>MILITIS - Serwis Militarno-Historyczny - artyku³y</title>

      	<link>http://www.militis.pl/</link>

      	<description>Artyku³y</description>

    	</image>
	
	<title>Husaria w wojsku polskim w I po³. XVII wieku</title>

	<link>http://www.militis.pl/readarticle.php?article_id=183</link>

	<description>S³owo husaria u wspó³czesnych Polaków wywo³uje ró¿ne odczucia. Dla wiêkszo¶ci ta formacja kawalerii jest legend± - niezwyciê¿ona przez lata konnica, wygrywaj±c± wszystkie nowo¿ytne bitwy z udzia³em polaków. Dla innych, mniej licznych, husaria pokazuje upadek Rzeczpospolitej oraz odzwierciedla najgorsze cechy rzekomego narodowego charakteru. Zawdziêczamy ten punkt widzenia pracy Jerzego Teodorczyka &quot;Bitwa pod Gniewem (22 IX&amp;#8211;29 IX &amp;#8211;1 X 1626). Pierwsza pora¿ka husarii&quot; gdzie autor czarnymi barwami rysuje obraz zmian na polach bitew, do jakich doj¶æ mia³o w wyniku reform króla szwedzkiego - Gustawa Adolfa.[1] Za¶ ten pierwszy sposób postrzegania dziejów niezwyciê¿onej jazdy zawdziêczamy twórczo¶ci Henryka Sienkiewicza, która by³a pisana dla pokrzepienia serc Polaków w ciê¿kich czasach zaborów. To w jego trylogii mo¿emy czytaæ o wielkich bitwach stoczonych w XVII w., gdzie szalê zwyciêstwa przechyla³a ostateczna szar¿a husarii. Dlatego husaria sta³a siê symbolem militarnej potêgi Rzeczpospolitej Obojga Narodów. Tak oto opisywa³ udzia³ husarii w bitwie pod Zbara¿em Sienkiewicz w &quot;Ogniem i mieczem&quot;:&lt;br /&gt;
&quot;Przy ksiêciu zosta³a sama husaria - z daleka, rzek³by¶: bór ciemny, co prosto z pola wyrasta, gro¼na ³awica ¿elaznych mê¿ów, koni i kopii. Powiew wieczorny szele¶ci³ nad nimi proporcami, a oni stali cicho, nie rw±c siê bez rozkazu do boju - cierpliwi, bo wytrawni i w tylu bitwach do¶wiadczeni, i wiedz±cy, ¿e ich udzia³ krwawy nie minie. Miêdzy nimi ksi±¿ê, w srebrnej zbroi, ze z³ot± bu³aw± w rêku, wytê¿a³ oczy na bitwê - a z lewej strony pan Skrzetuski trochê bokiem na koñcu stoj±cy. Rêkaw, jako porucznik, na ramieniu zawin±³ i trzymaj±c w potê¿nej, go³ej do ³okcia rêce koncerz zamiast buzdygana, czeka³ spokojnie komendy.(...) &lt;br /&gt;
W tej chwili dopiero poznali, i¿ to nie wojewoda kijowski, lecz sam ksi±¿ê dowodzi. Zreszt± nie mogli oni stawiæ oporu husarii, która samym swoim ciê¿arem druzgota³a ich tak, jak wal±cy siê mur druzgoce stoj±cych pod nim ludzi. (&amp;#8230;) &lt;br /&gt;
Husarze wobec tego nat³oku ludzi wstrzymali impet i skruszywszy kopie, mieczami ci±æ t³umy poczêli. Zapanowa³a walka zmieszana, bez³adna, dzika, bezpardonowa, wrz±ca w t³oku, zgie³ku, gor±cu, w¶ród wyziewów ludzkich i koñskich. Trup pada³ na trupa, kopyta koñskie grzêz³y w drgaj±cych cia³ach&amp;#8230;&quot;[2]&lt;br /&gt;
Z powodu takich opisów husaria zajmuje w historii naszego narodu godne i doczesne miejsce, jeste¶my z niej dumni, ol¶niewaj± nas jej sukcesy. Mo¿na by rzec, ¿e w dziejach ca³ej wojskowo¶ci, od czasów najs³awniejszej formacji staro¿ytno¶ci - piechoty rzymskiej, trudno wskazaæ formacjê tak d³ugo i w tylu bitwach zwyciêsk± jak husaria. Najd³u¿szy okres kiedy husaria nie przegra³a ¿adnej bitwy wynosi 125 lat (od 1500 do 1625r.). Jednak chc±c poznaæ specyfikê tej jazdy trzeba wróciæ do jej korzeni oraz genezy powstania. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Polsce istnieje legenda t³umacz±ca genezê husarii. Wed³ug niej husaria swój pocz±tek zawdziêcza Serbom, którzy po klêsce na Kosowym Polu (1389 r.), chc±c odzyskaæ wolno¶æ i zem¶ciæ siê na Turkach, starali siê kontynuowaæ walkê z wrogiem. W opisie bitwy nad Saw± (z 1463 r.) Jana D³ugosza, mo¿emy przeczytaæ o walce, wraz z Marcinem Korwinem, Serbów tzw. Cohors Raczanorum (oddzia³ Raców) przeciw Turkom. Serbowie po ¶mierci króla Korwina udali siê do Polski, aby kontynuowaæ walkê z nieprzyjacielem, walcz±c z &quot;z drzewem i tarcz± &amp;#8211; po usarsku&quot;. Tak koñczy siê legenda przybycia husarii do Polski. S³u¿yli oni jako zaciê¿na jazda za pieni±dze - ich ¿o³d wynosi³ sze¶æ z³otych za konia na kwarta³. Wziêli oni udzia³ w bitwie pod Kleckiem w 1506 r., gdzie wojsko litewskie pod dowództwem Micha³a Gliñskiego rozbi³o znaczne si³y tatarskie. Pierwsza znana wzmianka na temat husarii znajduje siê w rejestrze skarbowym z 1500 roku za czasów panowania Jana Olbrachta. Brzmi ona bardzo lakonicznie &quot;Oto s± husarze&amp;#8230;&quot;. Po tym zdaniu wymienionych jest piêæ nazwisk: Fandrych, Micha³, Luce, Kasper Czekiem, Wac³aw Lubicz.[3] Serbowie w pocz±tkach XVI wieku walczyli bez ciê¿kiego uzbrojenia ochronnego, co doskonale sprawdza³o siê do walki z szybkim tatarskim przeciwnikiem, dlatego polscy rycerze zaczêli zrzucaæ ciê¿kie zbroje i przywdziewali lekki pancerz oraz tarczê. Od Raców zapo¿yczono tak¿e ich kopiê, która by³a stosowana przy ataku w galopie. Pierwsza wielka bitwa stoczona przy pomocy tych lekkozbrojnych kopijników rozegra³a siê pod Orsz± 18 wrze¶nia 1514 r. Mimo przewagi wojsk moskiewskich wojska polsko-litewskie pod wodz± Konstantego Ostrogowskiego wygra³y tê bitwê, wielk± rolê odegra³a tu doskonale dowodzona lekkozbrojna husaria. Ostateczne wyodrêbnienie husarii jako osobnej ciê¿kozbrojnej formacji kawaleryjskiej nast±pi³o w drugiej po³owie XVI wieku na mocy wydanego przez króla Stefana Batorego uniwersa³u z 23 czerwca 1576 roku. Wraz z tym uniwersa³em król wyda³ listy polecaj±ce tworzenie pierwszych chor±gwi husarskich. Listy takie otrzyma³ Stefan Bielawski, Andrzej Firlej, Marcin Kazanowski, Miko³aj Zebrzydowski, Jan Gniewosz i Jan Le¶niowski.[4] Husaria zosta³a w³±czona do jazdy polskiego autoramentu, co oznacza³o, ¿e organizowano j± na systemie staropolskich wzorów rycerskich systemem towarzyskim. Sta³± jednostk± organizacyjna by³a tutaj rota (chor±giew) zazwyczaj 100 koni. Ka¿da chor±giew sk³ada³a siê z pocztów: rotmistrza, porucznika, chor±¿ego i pocztów poszczególnych towarzyszy wraz ze swymi pocztowymi (szeregowi), z pocz±tkiem XVII w. poczty te by³y zazwyczaj dwukonne lub trzykonne. Oprócz uzbrojonych konnych pocztowych ka¿dy husarz dysponowa³ ciurami - s³ugami obozowymi. W obliczu wojny pobór nastêpowa³ w taki sposób, ¿e król wraz z hetmanami wydawa³ listy przypowiednie dla rotmistrzów, którzy zaci±gali towarzyszy husarskich.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Taki system zaci±gu towarzyskiego wojsk narodowego autoramentu nale¿y uznaæ za korzystny i dogodny dla pañstwa. Przerzuca³ on ca³y ciê¿ar przedsiêwziêæ i inwestycji zwi±zanych ze szkoleniem, wyekwipowaniem oraz uzbrojeniem pocztów na poszczególnych towarzyszy. Jedynym wyj±tkiem by³y kopie husarii, które zawsze dostarczane by³y ¿o³nierzom rotmistrza za pieni±dze króla lub magnata - je¶li chodzi o w³a¶ciciela prywatnej chor±gwi husarskiej.[5] System ten przyczyni³ siê do wykszta³cenia elity zawodowych ¿o³nierzy, co doprowadzi³o wraz z pocz±tkiem XVII w. do rozkwitu husarii.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie sposób pisaæ o husarii, a nie przedstawiæ jak wygl±da³a i czym walczy³a. Husaria w pierwszej po³owie XVII w nie ró¿ni³a siê uzbrojeniem od innych formacji narodowego autoramentu. By³a podobna zarówno do jazdy pancernej jak i jazdy lekkiej, odró¿nia³y j± tylko trzy cechy: zbroja p³ytowa, kopia oraz skrzyd³a. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Husarz wg. W.T. Benda  (¬ród³o zdjêcia:www.israpundit.com)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zbroja husarska u¿ywana w okresie swojej ¶wietno¶ci sk³ada³a siê z szyszaka, kirysu, obojczyka, naramienników, karwaszy. Najwa¿niejsz± jej czê¶ci± by³ kirys sk³adaj±cy siê z napier¶nika p³ytowego i naplecznika. Napier¶nik ten by³ sporz±dzony z grubej oraz doskona³ej jako¶ci blachy, w dolnej czê¶ci posiada³ od 3 do 5 folg. Mia³ on przede wszystkim ochraniaæ husarza przed uderzeniami broni± bia³± i zmniejszaæ skuteczno¶æ broni palnej. Po³±czony by³ z naplecznikiem za pomoc± pasków i sprz±czek. Zbudowany z dwóch p³yt obojczyk (przedniej i tylnej) mia³ z boków sprz±czki do przypinania naramienników. Naramiennik zbudowany by³ z folgi górnej bezpo¶rednio stykaj±cej siê z obojczykiem, wymodelowanej p³yty barkowej i przewa¿nie z sze¶ciu folg ochraniaj±cych ramiê. Obojczyk wk³adano na wierzch kirysu, wielofolgowe naramienniki nie siêga³y ³okci, karwasze sk³ada³y siê z &quot;³y¿ki&quot; maj±cej kszta³t li¶cia i jedno lub dwuczê¶ciowej bransolety.[6] G³owê mia³ ochraniaæ szyszak o pó³kolistym dzwonie, czêsto z wysokim grzebieniem, uzupe³niony by³ policzkami i folgowym nakarcznikiem. Z przodu szyszaka znajdowa³ siê daszek, przez który przebiega³ ruchomy nosal, blokowany ¶rub±, os³aniaj±cy twarz. Charakterystycznym elementem tych wszystkich czê¶ci sk³adowych zbroi jest biegn±ca poprzez ich ¶rodek o¶æ, która nadawa³a wiêkszy ¶lizg broni przeciwnika oraz powodowa³a tak¿e usztywnienie ka¿dego elementu i wzrost wytrzyma³o¶ci na uderzenia. Zbroja husarska nie mog³a nadmiernie ci±¿yæ i krêpowaæ ruchów, dlatego nie okrywa³a ca³ego cia³a i by³a w porównaniu ze zbroj± rajtarsk±, zakrywaj±c± ca³ego ¿o³nierza, bardzo lekka i funkcjonalna. Husarskie zbroje by³y czêsto ozdabiane, przyk³adem mo¿e byæ czêste umieszczanie po lewej stronie wizerunku Matki Boskiej lub znaku krzy¿a maltañskiego (kawaleryjskiego).[7] W drugiej po³owie XVII wieku w husarii zaczêto u¿ywaæ pancerza karacenowego. Powszechnie za¶ przyj±³ siê on za panowania Jana Sobieskiego. Karaceny polskie wykonywano ze skóry jeleniej albo ³osiej. Do takiego pod³o¿a przytwierdzano metalowe ³uski, w zale¿no¶ci od wielko¶ci jednym, dwoma lub trzema nitami ka¿d±. £uski by³y przeró¿nych kszta³tów i grubo¶ci, p³askie, z o¶ci± przez ¶rodek, okr±g³awe, prostok±tne zaokr±glone na dole. Zwykle ku do³owi format ³usek siê zwiêksza³. Uk³adane szeregami rzêdy górne zachodzi³y na dolne, a ³uski &quot;mija³y&quot; siê szeregami. Zbroje karacenowe by³y bardzo drogie oraz by³y ciê¿kie w porównaniu z dawn± zbroj± p³ytow± (7-8 kg, za¶ karacenowa ok. 25 kg) i s³abiej chroni³y.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
G³ówna broni± husarii by³a kopia, od której to zale¿a³o wiele zwyciêstw w bitwach XVI-XVIII w. D³ugo¶æ polskiej kopii husarskiej siêga³a od 4,5 do 5,5 m, to dziêki zastosowaniu tak d³ugiego drzewca umo¿liwia³o husarii pokonywanie zachodniej piechoty pikinierskiej. Zalet± tej broni by³a lekko¶æ w porównaniu z wielko¶ci±. Ow± lekko¶æ otrzymano dziêki technice wyrobu. Kopie sporz±dzano zazwyczaj z osiki, drzewa charakteryzuj±cego siê lekko¶ci± i krucho¶ci±, co za tym idzie ³atwo¶ci± w dr±¿eniu. Dr±¿enie to wykonywano na &quot;po³ówkach&quot; kopii, które pó¼niej sklejano. Czêsto tak sklejone czê¶ci oplatano dodatkowo rzemieniem i oblewano smo³± (w celu ich dodatkowego wzmocnienia). W ten sposób drzewc kopii by³ pusty w ¶rodku od grotu a¿ do kuli, która spe³nia³a funkcjê ¶rodka ciê¿ko¶ci. Ostrze kopii husarskiej by³o zaopatrzone w stalowy grot - najczê¶ciej czworograniasty. Od niego, w celu usztywnienia kopii oraz ochrony przed ciêciem szabli, montowane by³y ¿elazne prêty, tzw. pióra ¿elazne.[8] Na czubkach kopii przypinano proporce, które pe³ni³y nie tylko funkcjê ozdobn±, ale tak¿e ich kolory by³y znakiem danej roty. Proporce te ze wzglêdu na sw± d³ugo¶æ (ok. 2 m) mog³y straszyæ, nie przyzwyczajone do ich ³opotu, konie przeciwnika.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kopia, choæ by³a podstawow± broni± husarzy s³u¿±c± do prze³amywania zwartych czworoboków pikinierów i innych szyków piechoty oraz jazdy, by³a tak¿e broni± jednorazowego u¿ytku, kruszy³a siê po przeprowadzeniu ataku. Dlatego po szar¿y z u¿yciem kopii husaria u¿ywa³a do walki koncerzy, szabel, a nawet pistoletów oraz ³uków.[9] W husarii koncerz spe³nia³ funkcjê lancy, dlatego posiadali go zarówno towarzysze jak i pocztowi. By³ dla naszej husarii broni± pierwszorzêdnego znaczenia szczególnie w walce zwart± mas± po skruszeniu kopii lub wtedy, gdy wystêpowano bez kopii. Wielu przeciwników wojsk Rzeczpospolitej u¿ywa³o ró¿norodnego uzbrojenia ochronnego, wobec którego ciêcie nawet najlepsz± szabl± by³o bezskuteczne. U¿ywane w Polsce w XVII - wiecznej by³y koncerze z g³owniami o przekroju trój- lub czworok±tnym, by³y one dobrze wywa¿one, do¶æ lekkie, a zarazem d³ugie na oko³o 1,6 m. Pochwy koncerzy o przekroju prawie okr±g³ym by³y drewniane, powleczone czarn± skor± i zaopatrzenie w ¿elazne okucia. Koncerze, jako broñ u¿ywana tylko w walce z konia, umieszczone by³y pod tybink± siod³a z lewej lub prawej strony.&lt;br /&gt;
Szablê ka¿dy husarz dobiera³ sobie sam, dlatego by³o wiele jej rodzajów, pod wzglêdem pochodzenia jak i wytrzyma³o¶ci. Najpopularniejsz± szabl± by³a szabla typu wschodniego, tzw. wêgierka. Posiada³a ona g³owniê lekko skrzywion± z piórem, co pozwala³o na silny rozmach przy ciêciu, oraz u¿ycie jej do pchniêcia. W XVII wieku na wzór &quot;wêgierki&quot; powsta³a polska szabla wojskowa, bêd±ca, jak uwa¿a wielu historyków wojskowo¶ci, niedo¶cignionym wzorem w dziedzinie broni siecznej. Oprawa rêkoje¶ci polskiej szabli sporz±dzona by³a z jednego kawa³ka drewna obci±gniêtego skór±. Zasadniczej przemianie uleg³ prosty pocz±tkowo u szabli wêgierskiej jelec, do którego w polskiej szabli dodano z lewej strony prostopad³y pier¶cieñ zwany &quot;paluchem&quot;, w który wchodzi³ kciuk. Zapewnia³o to silne prowadzenie ciêcia oraz chroni³o kciuk w walce. Drug± zmian± w wygl±dzie jelca by³o jego wyd³u¿enie w kab³±k dochodz±cy do g³owicy, który by³ doskona³± ochron± dla d³oni. Przeobra¿eniu podda³a siê tak¿e g³ownia która by³a, w porównaniu do poprzedniczki, d³u¿sza, choæ s³abiej by³o oznaczone pióro oraz jej linia by³a mniej skrzywiona.[10]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szar¿a husarii - obraz Aleksandra Orlowskiego  (¬ród³o zdjêcia:www.wikipedia.pl)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Charakterystycznym elementem husarii w przekazach historycznych, oprócz kopii, by³y skrzyd³a. W przek³adach malarskich i literackich husarze nosili skrzyd³a zarówno podwójne (najbardziej rozpowszechnione w dzisiejszej kinematografii) jak i pojedyncze. Husaria stosowa³a równie¿ dwa podstawowe sposoby mocowania skrzyde³. By³o to mocowanie do napleczników i troczenie do tylnych ³êków siode³ husarskich. Niew±tpliwie husaria stosowa³a skrzyd³a w czasie parad i uroczystych wjazdów. Najlepszym tego przyk³adem jest znakomity dokument z epoki ¶wietno¶ci husarii, a mianowicie tzw. Rolka Sztokholmska. Przedstawia ona uroczysty wjazd do Krakowa, który odby³ siê 4 XII 1605 r. z okazji za¶lubin króla Zygmunta III Wazy z austriack± arcyksiê¿niczk± Konstancj±. Zwarte szeregi chor±gwi husarskich i oddzielne postacie husarskich oficerów s± drobiazgowo oddane. Widaæ na nich wyra¼nie husarskie skrzyd³a przytroczone (po jednym czarnym skrzydle) u tylnych ³êków siode³. Du¿o kontrowersji i pytañ narasta wokó³ stosowania ich w bitwach. Badacze problemu skrzyde³ za argumenty przeciw u¿ywaniu ich w bitwach podaj±, ¿e delikatna konstrukcja skrzyde³ niszczy³aby siê w ferworze walki oraz mog³aby powodowaæ utrudnienia w operowaniu broni±. Trudno sobie równie¿ wyobraziæ do czego mog³yby s³u¿yæ husarskie skrzyd³a w walce. Choæ jest kilka zdañ na temat przydatno¶ci skrzyde³. Pierwszym powodem ich u¿ycia móg³ byæ czynnik strachu. Skrzyd³a mia³y pewn± formê ideow±, a nawet magiczn±. Mia³y przekszta³caæ wojownika w istotê niezwyk³±, ponadnaturaln±, wyposa¿on± w wielk± moc. W ten sposób mia³y oddzia³ywaæ przede wszystkim na psychikê przeciwnika. Bo o ile szelest piór trudno by³o wy³owiæ w zgie³ku bitwy, o tyle ich widok móg³ p³oszyæ konie a cz³owieka przyprawiaæ o ciarki. Skrzyd³a te mog³y tak¿e chroniæ przed ciêciem szabl± lub przed uchwyceniem na arkan przez Tatarów. Jednak nale¿y zwróciæ uwagê, ¿e w listach przepowiedniach pióra (czyli skrzyd³a) nie by³y traktowane jako obowi±zuj±cy element wyposa¿enia. Ich ewentualne u¿ycie pozostawiano samym husarzom.[11]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wiek XVII charakteryzowa³ siê wielkimi wojnami ze Szwecj±, Wielkim Ksiêstwem Moskiewskim i Turcj±. Skutki owych wojen by³y dla Rzeczpospolitej tragiczne, doprowadza³y pañstwo do ruiny gospodarczej, a nastêpnie do upadku militarnego i politycznego. To przez ten czas husaria musia³a stoczyæ wiele krwawych bitew dla ratowania kraju. Chcia³bym w mojej pracy opisaæ charakterystyczne bitwy z ka¿dym z tych przeciwników, w których to dziêki husarii odnie¶li¶my zwyciêstwo. Sam pocz±tek nowego XVII wieku oznacza³ dla Rzeczpospolitej Obojga Narodów wojnê ze Szwecj± rz±dzon± przez Karola IX Sudermañskiego. Jedn± z przyczyn wojny by³a walka Zygmunta III Wazy o tron szwedzki po swoim ojcu Janie III. Po przegranej walce 4 marca 1600 roku Zygmunt III wyda³ akt inkorporuj±cy Estoniê do Polski, co spowodowa³o rozpoczêcie wojny ze Szwecj±. Karol Sudermañski wkroczy³ z wielotysiêczn± armi± do Inflant, zdobywaj±c Parnawê, Fellin i Wolmar. W latach 1601-1602 polskie wojska, pod wodz± hetmana Jana Zamoyskiego, ponownie przejê³y w³adzê nad prawie ca³ymi Inflantami. W 1605 roku bu³awê hetmana wielkiego litewskiego otrzyma³ Chodkiewicz. W sierpniu tego samego roku wojska szwedzkie ponownie wyl±dowa³y w Inflantach &amp;#8211; 14-tysieczna armia pod wodz± Karola IX oraz gen. Mansfelda i gen. Lennartssona. Armia ta rozpoczê³a oblê¿enie Rygi - g³ównego miasta Inflant. Chodkiewicz wiedzia³ ¿e nie mo¿e dopu¶ciæ do zdobycia miasta dlatego pospieszy³ z odsiecz±. 26 wrze¶nia wojska polskie roz³o¿y³y obóz miêdzy Iskielem, a Kircholmem w odleg³o¶ci ok. 15 km od Rygi. Rankiem 27 wrze¶nia 1605 roku Szwedzi podeszli pod Kircholm, nie zdo³ali jednak zaskoczyæ, a nawet pocz±tkowo odnale¼æ polskich wojsk, co spowodowa³o ¿e obie armie zajê³y pozycje na wzgórzach rozdzielonych dawnym korytem D¼winy. Si³y szwedzkie liczy³y 12-14 tys. ¿o³nierzy, w tym oko³o 5000 jazdy. Si³y polskie by³y znacznie mniejsze. Wynosi³y ogó³em 3800 ludzi, w tym 2800 jazdy (przewa¿nie husaria).[12] Karol IX Sudermañski uformowa³ swe si³y w cztery rzuty. W pierwszym stanê³o 7 pó³regimentów piechoty Lennartssona, za nimi 6 pó³regimentów rajtarii Brandta i Mansfelda. Trzeci rzut utworzyli piechurzy zgrupowani w 6 pó³regimentów ksiêcia Luneburskiego, czwarty za¶ 5 odwodowych pó³regimentów rajtarów pod komend± samego króla. 11 dzia³ polowych umieszczono przed 1 rzutem.[13] Piechota szwedzka sk³ada³a siê w 1/3 z pikinierów, w 2/3 z muszkieterów, za¶ przyjêty szyk nawi±zywa³ do holenderskiej szachownicy. Jazdê tworzyli rajtarzy uzbrojeni w pistolety i rapiery, siedz±cy na ciê¿kich, powolnych koniach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Hetman litewski Jan Karol Chodkiewicz uszykowa³ swe wojsko równie¿ g³êboko, na przeciwleg³ym wzgórzu. Piechotê wraz z 4 dzia³kami ustawi³ w centrum pierwszego rzutu. Miêdzy jej rotami stanê³o 300 husarzy Wincentego Wojny, za nimi 300 rajtarów ksiêcia kurlandzkiego, dalej 200 husarzy Teodora Lackiego i wolentarze z Tatarami (400 koni). Prawe skrzyd³o w trzech rzutach tworzy³o 700 husarzy Jana Sapiehy, lewe za¶, równie¿ w trzech rzutach, 900 husarzy i petyhorców Tomasza D±browy. Obóz nad D¼win± strze¿ony by³ przez gar¶æ piechoty i czelad¼. Szyk polski by³ przystosowany do stoczenia bitwy zaczepno&amp;#8211;obronnej, jednak p³ytkie ugrupowanie poszczególnych oddzia³ów dawa³o mo¿liwo¶æ wykorzystania maksymalnej liczby kopii i szabel. Czê¶æ czeladzi ustawi³ Chodkiewicz za szykiem bojowym, og³aszaj±c, ¿e oto nadchodzi pomoc pod wodz± Krzysztofa II Radziwi³³a.[14]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Obie strony nie mog³y siê zdecydowaæ na rozpoczêcie starcia. Dopiero pozorowana ucieczka wojsk polskich spowodowa³a po¶cig wojsk szwedzkich. Do piechoty szwedzkiej najpierw oddali salwê piechurzy polscy i artyleria, po czym uderzy³y na ni± chor±gwie husarskie Wojny. Pomimo prób powstrzymania ich ogniem muszkietów i zas³on± z pik, husarze coraz g³êbiej wdzierali siê w szyki Lennartssona. Tymczasem trwa³a walka na obu skrzyd³ach. Sapieha poniós³ wprawdzie straty od karakoluj±cych rajtarów, ale odpar³ ich atak. Gdy Szwedzi otrzymali wsparcie, natarcie polskie utknê³o za spraw± ogromnej przewagi liczebnej Skandynawów. Natomiast doskonale przebiega³ atak na lewym skrzydle. Najpierw rajtaria Mansfelda zosta³a ostrzelana bocznym ogniem z obozu polskiego, po czym runê³a na ni± konnica D±browy. Rozbici kawalerzy¶ci rzucili siê do ucieczki, za¶ husaria, jazda kozacka i Tatarzy uderzyli na piechotê. Ta ju¿ pod naciskiem Wojny zaczê³a siê cofaæ. Jednocze¶nie Sapieha, wsparty husarzami Lackiego, prze³ama³ liniê je¼d¼ców Brandta. Ca³a rozbita armia Sudermañczyka uchodzi³a w kierunku Rygi i morza. Karol IX Sudermañski straci³ w bitwie ponad 70% stanu swej armii &amp;#8211; co daje przesz³o 9 tys. ludzi, wiêkszo¶æ piechoty. Kolejni zginêli podczas ucieczki lub zostali wybici przez miejscowe ch³opstwo. Zginêli w bitwie obaj dowódcy piechoty: Lennartsson i Lüneburski, a do niewoli dosta³ siê p³k Henryk Brandt. W rêce polskie dosta³a siê ca³a artyleria oraz obóz pod Ryg± z zapasami ¿ywno¶ci i amunicji. Straty polskie wynios³y 100 zabitych i 200 rannych (w tym D±browa, Wojna i Lacki). [15] Znakomite zwyciêstwo, wobec sporów króla z opozycj±, nie zosta³o wykorzystane. Wyniszczeni wojn± kircholmscy bohaterowie rozeszli siê do domów. Przy Chodkiewiczu zosta³ zaledwie pu³k wojska. Na szczê¶cie Szwedzi nie mogli zebraæ rozproszonych wojsk, wobec czego dzia³ania w Inflantach przygas³y i obie strony przysta³y na rozejm obowi±zuj±cy do 31 pa¼dziernika 1608 roku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Husaria - obraz Józefa Branda  (¬ród³o zdjêcia:www.israpundit.com)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Innym przeciwnikiem Rzeczypospolitej w omawianym okresie by³o Wielkie Ksiêstwo Moskiewskie. Wielkie Ksiêstwo Moskiewskie z racji po³o¿enia od zawsze by³a dla Rzeczpospolitej strategicznym partnerem. Stosunki miêdzy oboma pañstwami by³y jednak napiête. W 1609 roku wybuch³a wojna polsko-rosyjska; uwa¿a siê, ¿e przyczyn± by³y zbrojne interwencje szlachty i magnatów polskich w wewnêtrzne sprawy Rosji w czasie wielkiej smuty w latach 1604-1610, w celu osadzenia na tronie carskim Dymitra Samozwañca. 23 lipca 1609 r. Wasyl Szujski rozbi³ wojska Aleksandra Zborowskiego pod Twerem.[16] W odpowiedzi na to Zygmunt III Waza ruszy³ na Smoleñsk, którego oblê¿enie rozpoczê³o siê we wrze¶niu 1609. Rozpoczê³a siê tym samym regularna wojna polsko-rosyjska. Jedn± z najsilniej bronionych twierdz pañstwa moskiewskiego oblê¿y³y wojska polsko-litewskie pod dowództwem kanclerza wielkiego litewskiego Lwa Sapiehy. W 1610 r. Wasyl wys³a³ przeciwko wojskom polsko-litewskim armiê swojego brata Dymitra Szujskiego po³±czon± z najemnymi oddzia³ami szwedzkimi. Na wie¶æ o odsieczy dla Smoleñska hetman Stanis³aw ¯ó³kiewski wyszed³ 10 czerwca z obozu pod Smoleñskiem i zablokowa³ pod twierdz± Carowe Zajmiszcze 8-tysiêczny korpus Wo³ujewa.[17] Nastêpnie z reszt± wojska, 6500 jazdy i 200 piechurów, ruszy³ pod K³uszyn aby stan±æ naprzeciw armii Szujskiego. Wojska Szujskiego, ok. 35 tys. ludzi, roz³o¿y³y siê w dwóch obozach, cudzoziemski i rosyjski, miêdzy wsiami Pirniewo i Woskriesienskaja. ¯ó³kiewski dotar³ na miejsce w nocy z 3 na 4 lipca 1610 r., lecz pomiêdzy wojskami przeciwników le¿a³a wie¶ Prieczystoje, otoczona do¶æ du¿ymi drewnianymi p³otami, co uniemo¿liwia³o przeprowadzenie szar¿y kawaleryjskiej.[18] Dlatego nie móg³ hetman wykorzystaæ elementu zaskoczenia i uderzyæ na ¶pi±cego nieprzyjaciela. W celu przygotowania dogodnego do szar¿y terenu rozkaza³ ¯ó³kiewski podpaliæ zabudowania wsi Prieczystoje. Po¿ar jednak rozbudzi³ nieprzyjaciela, ostrzeg³ o nadej¶ciu wojsk polskich i pozwoli³ mu stan±æ w szyku bojowym. Prawe zgrupowanie wroga stanowi³y wy³±cznie najemne wojska cudzoziemskie: Szwedzi, Francuzi, Anglicy i Szkoci, dowodzeni przez Jakuba de la Gardie i Everharda Horna. W pierwszym rzucie wojsk cudzoziemskich by³a piechota, w drugim - rajtaria. Lewe zgrupowanie sk³ada³o siê z narodowych wojsk moskiewskich: w pierwszym rzucie - piechota, w drugim - jazda narodowa. Hetman ¯ó³kiewski uszykowa³ swoj± jazdê w trzech rzutach z silnymi skrzyd³ami i odwodem w centrum.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bitwa pod K³uszynem, atak polskiej husarii - obraz Szymona Boguszowicza  (¬ród³o zdjêcia:www.wikipedia.pl)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
4 lipca jeszcze przed ¶witem do natarcia ruszy³y pierwsze roty husarii. Silna szar¿a husarii posz³a z lewego skrzyd³a na cudzoziemskie oddzia³y, ale obronna pozycja wroga na jego prawym skrzydle by³a silna. Szar¿a husarii utrudniona by³a przez resztki jeszcze niespalonych p³otów, co zmusza³o do atakowania przez powsta³e wyrwy w owych wysokich plotach. Husaria nie zdo³a³a pierwsz±, wstêpn± szar¿± prze³amaæ piechoty muszkietersko-pikinierskiej, zajmuj±cej ¶wietna pozycjê i broni±cej siê nies³ychanie za¿arcie. Hetman nie rezygnowa³ i nakazywa³ husarii dalsze ataki. Os³abione oddzia³y piechoty zosta³y prze³amane. Po prze³amaniu piechoty jazda nasza natar³a na rajtariê, stoj±c± w drugim rzucie cudzoziemskich wojsk Dymitra Szujskiego. Nie wytrzyma³a karakoluj±ca rajtaria uderzenia husarii i posz³a w rozsypkê.[19] Na prawym skrzydle wojsk polskich jazda hetmañska szybciej upora³a siê z s³abo wyszkolonymi oddzia³ami narodowych wojsk moskiewskich. Prze³amana w pierwszym natarciu przez husariê jazda bojarska rzuci³a siê do ucieczki. Pobity nieprzyjaciel skry³ siê w swoich obwarowanych palisad± obozach. ¯ó³kiewski ponownie zaatakowa³ jako pierwszych cudzoziemców. Jazda polska mimo umocnieñ wdar³a siê do ¶rodka obozu. Dowódcy najemnych wojsk cudzoziemskich widz±c beznadziejn± sytuacjê przystali na rokowania. Po kapitulacji czê¶æ cudzoziemskich oddzia³ów odesz³a wolno, a druga czê¶æ przesz³a na stronê Rzeczypospolitej i wraz z ¯ó³kiewskim przest±pi³a do ataku na obóz wojsk moskiewskich. W tej sytuacji Szujski zarz±dzi³ odwrót, który wobec naporu hetmañskich wojsk zamieni³ siê w ucieczkê. W bitwie pod K³uszynem pa¶æ mia³o ponad 11 tys. wrogów. Straty polskie wynios³y kilkuset poleg³ych i wielu rannych.[20]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejnym przeciwnikiem Rzeczpospolitej Obojga Narodów w XVII wieku okaza³a potêga Porty Ottomañskiej. Przyczyn± wojny mia³o byæ naruszanie granic przez Kozaków oraz Tatarów. W roku 1621 na Rzeczpospolit± wyruszy³ sam su³tan Osman II z wielkim wojskiem, licz±cym oko³o 200 tys. ludzi. Turcy g³osili, ¿e celem ich wyprawy jest podbój ca³ego pañstwa polsko-litewskiego. Rzeczpospolita dziêki uchwa³om sejmu wystawi³a oko³o 28 tys. regularnego wojska. Ataman kozacki Piotr Konaszewicz-Sahajdaczyn przywióz³ posi³ki w liczbie oko³o 30 tys. ludzi. Naczelne dowództwo nad t± armi± sprawowa³ hetman wielki litewski Jan Karol Chodkiewicz, a po jego ¶mierci, 24 wrze¶nia - Stanis³aw Lubomirski. Armia okopa³a siê w warownym obozie pod Chocimiem. W czasie obrony twierdzy (od 2 IX do 9 X) najliczniejsz± formacj± w¶ród obroñców by³a husaria (ponad 8 tys. koni). By³o to powodem przyjêcia przez naszych wodzów nowego systemu walki, który by³ zreszt± jedynym mo¿liwym sposobem wobec sk³adu i charakteru si³, którymi dysponowali. Obrona Chocimia polega³a g³ównie na odpieraniu ataków nieprzyjacielskich przez piechotê oraz wypadach jazdy poza obóz, w czasie których atakowa³a ona skrzyd³a przeciwnika. Okopy dawa³y naszej je¼dzie sta³± ochronê i w czasie walki zapewnia³y jej wsparcie ogniowe piechoty stoj±cej na wa³ach. Husaria wespó³ z kozackimi i lekkimi rotami wychodzi³a czêsto przed okop - stosuj±c typowo kawaleryjskie manewry i sposób walki odpiera³a ataki janczarów, spahisów oraz posi³kuj±cych ich Tatarów. Przyk³adem zas³ug husarii w walce mo¿e byæ wydarzenie z 7 wrze¶nia, gdzie w potê¿nym szturmie Turcy wdarli siê na wa³y polskiego obozu. W tej krytycznej sytuacji hetman osobi¶cie poprowadzi³ do ataku jazdê z³o¿on± z trzech chor±gwi husarskich i jednej roty rajtarskiej przydzielonej w celu wzmocnienia si³y ognia. Jazda wysz³a z obozu i zaatakowa³a wojska tureckie. Husaria w cwale, z kopiami w rêkach, uderzy³a na skrzyd³o przeciwnika. Po skutecznym uderzeniu prze³amuj±cym wróg zosta³ ostrzelany przez ca³± broñ paln± polskiej grupy uderzeniowej, a szczególnie dotkliwe by³y skutki salw pistoletów roty rajtarskiej wspomagaj±cej husarzy. Turków wyparto z okopów, a nastêpnie rozpoczêto za nimi po¶cig ku tureckim taborom.[21] Sytuacja w obozie by³a ciê¿ka, brakowa³o ¿ywno¶ci, paszy, prochu; jak g³osi legenda, gdy podpisywany by³ rozejm w twierdzy by³a zaledwie jedna beczka prochu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Hetman ¯ó³kiewski z husari±  (¬ród³o zdjêcia:www.pinakoteka.zascianek.pl)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Walka pod Chocimiem w 1621 r. by³a jednym z najpowa¿niejszych sprawdzianów warto¶ci militarnych husarii i ca³ego wojska Rzeczpospolitej w walce z najtrudniejszym z mo¿liwych przeciwników, którego jazda (spahia) dzia³a³a bardzo podobnie do naszej, a janczarowie byli jednym z najlepszych ówczesnych wojsk pieszych. Ca³e wojsko polsko-kozackie z ogromnym mêstwem walczy³o z ruchliwym i wielokroæ liczniejszym przeciwnikiem. Skuteczny udzia³ chor±gwi pod Chocimiem, w walce typowo obronnej i to w obronie fortyfikacji polowych, jest jeszcze jednym ¶wiadectwem wszechstronno¶ci naszej skrzydlatej jazdy i jej niezwykle wysokiej sprawno¶ci bojowej w pierwszej po³owie XVII wieku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Husaria bra³a udzia³ we wszystkich niemal wiêkszych bitwach stoczonych przez wojska Rzeczypospolitej w XVI i XVII wieku. W ca³ym tym okresie nie by³o bitwy przegranej z winy husarii, przeciwnie - podczas klêsk czêsto to ona ratowa³a sytuacjê i honor wojska. W mojej opinii by³o tak równie¿ w bitwie pod Gniewem (22 &amp;#8211; 29 IX 1629 r.), gdzie w trudnych warunkach terenowych i pod silnym ogniem nieprzyjaciela, 600 husarzy rozproszy³o i zepchnê³o szwedzkie regimenty piechoty, jednak szar¿a ta pozbawiona wsparcia za³ama³a siê. W wielu za¶ wygranych bitwach by³a g³ówn± sprawczyni± zwyciêstwa. Husaria nie mia³a równego sobie przeciwnika w¶ród jazdy innych pañstw. Jej uderzenia w cwale nie wytrzymywali Tatarzy, jazda moskiewska, spahia turecka ani kawaleria typu zachodniego (rajtaria). D³ugo te¿ nie by³a w stanie oprzeæ siê husarii ¿adna piechota: janczarzy tureccy, moskiewscy strzelcy czy piechota zachodnioeuropejska. Jedn± z ostatnich bitew, w której Rzeczpospolita wystawi³a husariê w wiêkszej liczbie, by³a bitwa pod Kliszowem w 1702 r. Ponie¶li¶my wtedy klêskê, która spowodowana by³a przede wszystkim rozgrywkami politycznymi miêdzy hetmanem Lubomirskim a Augustem II Sasem, ale by³ to faktyczny koniec wykorzystywania husarii na wielka skalê.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostateczny koniec husarii nast±pi³ w 1776 r., kiedy to sejm zadecydowa³ o powstaniu z chor±gwi husarskich i pancernych - brygad kawalerii narodowej. Tak wiêc w ci±gu trzech wieków swojego istnienia husaria przesz³a od narodzin, przez kszta³towanie najdoskonalszej formy, do ca³kowitego upadku i formalnej likwidacji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Husaria zajmuje w historii naszego narodu godne i doczesne miejsce, jeste¶my z niej dumni, ol¶niewaj± nas jej sukcesy. ¦mia³o mo¿na powiedzieæ, ¿e husaria by³a wyj±tkowym zjawiskiem. I tak by³a odbierana zarówno w czasach swojej ¶wietno¶ci, jak i pó¼niej, gdy nie s³u¿y³a zbrojnym ramieniem, lecz pokrzepieniu serc, przypominaj±c czasy chwa³y orê¿a polskiego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przypisy:&lt;br /&gt;
1. Sikora R., Fenomen Husarii, Toruñ 2003, s. 5&lt;br /&gt;
2. Sienkiewicz H., Ogniem i mieczem, t. I, Rozdzia³ XXVII.&lt;br /&gt;
3. Cichowski J. Szu³czyñski A., Husaria, Warszawa 1977, s. 7.&lt;br /&gt;
4. Ibidem, s. 18.&lt;br /&gt;
5. Ibidem, s. 26.&lt;br /&gt;
6. Ibidem, s. 100.&lt;br /&gt;
7. Sikora, 38-45&lt;br /&gt;
8. Ibidem, 46-83&lt;br /&gt;
9. Cichowski J. Szu³czyñski A., Husaria, Warszawa 1977, s. 68-70.&lt;br /&gt;
10. Ibidem, s. 74-81.&lt;br /&gt;
11. Ibidem, s. 111-115.&lt;br /&gt;
12. Musia³owicz B., Kircholm 1605, Warszawa 2005, s. 9.&lt;br /&gt;
13. Cichowski J. Szu³czyñski A., Husaria, Warszawa 1977, s. 183-184.&lt;br /&gt;
14. G³adysz A., Polsko-szwedzka wojna w Inflantach 1600-1611, [w:] Kwartalnik Taktyka i Strategia, nr 15&lt;br /&gt;
15. Musia³owicz B., Kircholm 1605, Warszawa 2005, s. 16&lt;br /&gt;
16. Szcze¶niak R., K³uszyn 1610, Warszawa 2004, s.19.&lt;br /&gt;
17. Ibidem, s.60.&lt;br /&gt;
18. Cichowski J. Szu³czyñski A., Husaria, Warszawa 1977, s. 193-194.&lt;br /&gt;
19. Szcze¶niak R., K³uszyn 1610, Warszawa 2004, s.85-90.&lt;br /&gt;
20. Cichowski J. Szu³czyñski A., Husaria, Warszawa 1977, s. 197.&lt;br /&gt;
21. Ibidem, s. 199-202.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bibliografia:&lt;br /&gt;
Cichowski J. Szu³czyñski A., Husaria, Warszawa 1977.&lt;br /&gt;
G³adysz A., Polsko-szwedzka wojna w Inflantach 1600-1611, &quot;Taktyka i Strategia&quot;, nr 15.&lt;br /&gt;
Musia³owicz B., Kircholm 1605, Warszawa 2005.&lt;br /&gt;
Sienkiewicz H., Ogniem i mieczem, Warszawa 2002.&lt;br /&gt;
Sikora R., Fenomen Husarii, Toruñ 2003&lt;br /&gt;
Szcze¶niak R., K³uszyn 1610, Warszawa 2004.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Autor: Rafa³ Surdacki&lt;br /&gt;
</description>

	</item>

<item>

   	 <image>
	
      	<url>http://twojadres.com/rss_images/rss.gif</url>

      	<title>MILITIS - Serwis Militarno-Historyczny - artyku³y</title>

      	<link>http://www.militis.pl/</link>

      	<description>Artyku³y</description>

    	</image>
	
	<title>Zalety i wady typów o¿aglowania</title>

	<link>http://www.militis.pl/readarticle.php?article_id=182</link>

	<description>Tytu³em wstêpu mo¿emy powiedzieæ, ¿e artyku³ ma na celu usystematyzowanie informacji dlaczego takielunek rejowy panowa³ na morzach przez tak wiele wieków, jakie by³y jego ogromne przewagi nad pozosta³ymi. Oczywi¶cie nie da siê pisaæ o nim w ca³kowitym oderwaniu od innych, st±d taki, a nie inny tytu³.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
	Poniewa¿ nieuchronnie nasuwaj± siê porównania z dzisiejszymi jednostkami o o¿aglowaniu sko¶nym, od super-jachtów po skromne ¿aglówki, trzeba zacz±æ od u¶wiadomienia sobie odpowiedzi na cztery fundamentalne pytania:&lt;br /&gt;
A) jaka by³a wielko¶æ ¿aglowców u¿ywanych w dawnych wiekach, a jak jest dzi¶ &lt;br /&gt;
B) jaka by³a mechanizacja prac przy obs³udze takielunku kiedy¶, w porównaniu z obecn± &lt;br /&gt;
C) jaki wp³yw na eksploatowanie du¿ych ¿aglowców ma dzisiejsza mo¿liwo¶æ w³±czania silnika przy ka¿dej potrzebie, przy kompletnym braku takowej dawniej &lt;br /&gt;
D) PO CO BUDOWANO ¯AGLOWCE KIEDY¦, a PO CO buduje siê je dzisiaj.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
 	Ad A). Pomiñmy fazy rozwoju ³odzi Wikingów, wczesnych kog i innych jednomasztowców z epok, kiedy u¿ywanie ¿agli rejowych w Europie Pó³nocnej wynika³o w zasadzie z braku g³êbszej znajomo¶ci jakiejkolwiek innej formy (lu¼ne kontakty tego nie zmienia³y). Ju¿ hiszpañskie galeony skarbowe z XVI w. miewa³y po 750 ton i d³ugo¶ci rzêdu 34 m. Liniowce z po³owy XVII w. bywa³y 1300-tonowe, z d³ugo¶ci± 48 m. W tym czasie handlowe ¿aglowce mog³y tak¿e mieæ tona¿ 1300 ton. W po³owie nastêpnego stulecia by³y liniowce o tona¿u przekraczaj±cym 2000 ton i d³ugo¶ci oko³o 56 m. Ówczesne fregaty charakteryzowa³y siê np. tona¿em 750 ton i d³ugo¶ci± 40 m. Statki handlowe mog³y mieæ 1490 ton i d³ugo¶æ 54 m. Pod koniec wojen napoleoñskich okrêty liniowe osi±ga³y 2750 ton przy d³ugo¶ci 63,5 m, a fregaty &amp;#8211; 1500 ton oraz 51 m. Ostatnie czysto ¿aglowe liniowce, z po³owy XIX stulecia, mia³y do 3400 ton przy d³ugo¶ci 67 m. W tym czasie amerykañskim kliprom zdarza³o siê przekraczaæ d³ugo¶æ 76 m, za¶ brytyjskim handlowym fregatom z Blackwall &amp;#8211; tona¿ 1440 ton. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
	Z czym za¶ mamy do czynienia w przypadku wspó³czesnych jachtów z takielunkiem sko¶nym? Oczywi¶cie sporadycznie trafiaj± siê monstra o d³ugo¶ci 72 m, ale przecie¿ nawet jachty walcz±ce w wy¶cigach transatlantyckich w drugiej po³owie XX w. (moje wiadomo¶ci o jachtingu s± mocno przestarza³e, daleko mi do m³odzika, a nie mam kondycji fizycznej Chichestera czy Teligi) mia³y najczê¶ciej po 12 m i rzadko przekracza³y 20 m d³ugo¶ci. Có¿ dopiero mówiæ o ¿aglówkach 5-metrowych i jeszcze mniejszych. Wyporno¶æ jachtu &amp;#8222;Opty&amp;#8221; wynosi³a 5 ton, wyporno¶æ francuskiego liniowca &amp;#8222;Valmy&amp;#8221; z 1847 &amp;#8211; &amp;#8222;zaledwie&amp;#8221; 1046 RAZY WIÊCEJ!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
 	Ad B). A¿ do wprowadzenia napêdu parowego jedynymi urz±dzeniami u³atwiaj±cymi obs³ugê takielunku na ¿aglowcach by³y mechanizmy proste: blok, klin, ¶ruba, ko³owrót, wszystkie poruszane wy³±cznie si³± r±k. Ka¿dy manewr wymaga³ bezpo¶redniej interwencji ludzi, bez wzglêdu na si³ê wiatru i stan morza. A co mo¿na robiæ dzi¶? Mamy ¿agle chowane w reje lub bomy po naci¶niêciu guzika na konsoli, liny wybierane przez windy napêdzane silnikami, urz±dzenia samosteruj±ce. Póki wszystko idzie g³adko, ca³± obs³ugê jednostki 72-metrowej mo¿e zapewniæ jeden starszy pan nie ruszaj±cy siê w ogóle z kokpitu. Oczywi¶cie, czasem DLA SPORTU lub oszczêdno¶ci rezygnuje siê z czê¶ci tych mo¿liwo¶ci, ale to ju¿ jest wybór, a nie konieczno¶æ. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
	Ad C). Póki nie pojawi³y siê pierwsze maszyny parowe, ¿aglowiec pe³nomorski musia³ mieæ zdolno¶æ przetrwania ka¿dej nag³ej zmiany pogody, ka¿dego sztormu, na ka¿dym akwenie, w oparciu wy³±cznie o swoje ¿agle i obs³uguj±cych je marynarzy. Zainstalowanie pomocniczych silników na ¿aglowcach ca³kowicie przeobrazi³o ich mo¿liwo¶ci i pozwoli³o kompletnie inaczej patrzeæ na wymagania odnosz±ce siê do takielunku. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
	Ad D). Rzecz absolutnie podstawowa. Przez wieki ¿aglowce by³y prawie jedynym ¶rodkiem transportu wszelkich towarów, ludzi czy dzia³. U¿ywano ich Z KONIECZNO¦CI i MASOWO. Dzisiaj to kwestia rekreacji, sportu, przygody. Nawet je¶li s³u¿± celom szkoleniowym, to przecie¿ dla przysz³ych nawigatorów wspó³czesnych statków i okrêtów, nie obs³uga ¿agli i wyduszenie z nich maksimum mo¿liwo¶ci przy minimum nak³adów - czêsto kosztem bezpieczeñstwa ludzi &amp;#8211; s± priorytetem. Je¶li kto¶ dysponuje takim zasobami pieniê¿nymi jak ja, wsiada na kajak z ¿aglem i liczy na zaproszenie od bogatszego znajomego na jego ¿aglówkê. S± tacy, co p³ywaj± przez Atlantyk na wielokad³ubowcach wartych miliony dolarów, ale przecie¿ nikt z nas siê z tego nie utrzymuje. Dawniej p³ywanie na ¿aglowcach zapewnia³o byt ca³ym klasom spo³ecznym, a nawet narodom - dzi¶ nie musi siê na tym zarabiaæ, ani liczyæ chocia¿by na pe³ny zwrot kosztów. &lt;br /&gt;
	 &lt;br /&gt;
Za³ó¿my teraz, ¿e kupiec-armator zamierza nie tylko utrzymaæ siebie i swoj± rodzinê, ale tak¿e wielce siê wzbogaciæ na handlu z Indiami Wsch. czy Zachodnimi, Ameryk± Pd. albo Chinami. Wiedz±c, ¿e jeden rejs bêdzie trwa³ od kilku miesiêcy do kilku lat w najciê¿szych warunkach, w strefach huraganów lub cyklonów, nie wybierze do niego ¿aglowca zdolnego do przewiezienia 10 beczek ¶ledzi i obs³ugiwanego przez niego samego na spó³kê ze szwagrem. Kupi, wybuduje lub wynajmie WIELK¡ (oczywi¶cie na miarê danej epoki) jednostkê. W ci±gu tych kilku miesiêcy czy lat, bêdzie musia³ utrzymaæ ca³± za³ogê &amp;#8211; ¿ywno¶æ, p³aca &amp;#8211; za swoje pieni±dze. Konieczne jest wiêc maksymalne ograniczenie liczebno¶ci tej za³ogi, ale nie tak, by nie by³a w stanie b³yskawicznie i skutecznie reagowaæ na wszystkie zagro¿enia; utrata wielkiego statku oznacza³a bowiem wielki cios finansowy. Z kolei du¿y, pojemny i ciê¿ki kad³ub wymaga³ bardzo znacznej powierzchni o¿aglowania. Oznacza³o to KONIECZNO¦Æ budowy wielomasztowej (zbyt du¿a wysoko¶æ na jednym maszcie, gro¿±ca wywróceniem, kompletna nieporêczno¶æ, brak wytrzyma³o¶ci drewnianych masztów, ograniczone mo¿liwo¶ci wymiarowe). Praktyka dowiod³a, ¿e przed pojawieniem siê parowych holowników, dla ¿aglowców musz±cych sobie radziæ w ka¿dych okoliczno¶ciach przy pomocy w³asnej sprawno¶ci manewrowej, nie ma lepszej liczby masztów ni¿ trzy. &lt;br /&gt;
	&lt;br /&gt;
Rozpatrzmy teraz, który typ o¿aglowania powinien wybraæ konstruktor takiej jednostki. Autorzy ksi±¿ek lubi± siê rozpisywaæ, jakim to cudownym o¿aglowaniem by³o ³aciñskie. Dla niektórych, wywodz±cych jego rodowód od ¿agli arabskich, jest to kwestia poprawno¶ci politycznej &amp;#8211; wszak wiadomo, ¿e Arabowie maj± ropê, wiêc trzeba im wchodziæ w d... bez myd³a. Ale i nie kieruj±cy siê ¿adn± ideologi± podkre¶laj±, ¿e &amp;#8222;¿agiel ten mia³ du¿± wydajno¶æ, o wiele wiêksz± od prostok±tnego o tej samej powierzchni. Chwyta³ wiêcej wiatru dziêki wiêkszej wysoko¶ci i sztywno¶ci liku wystawionego na wiatr. ¯aglem ³aciñskim by³o stosunkowo ³atwo manipulowaæ. U¿ywano go chêtnie przy s³abszych i równych wiatrach, a jednostki weñ wyposa¿one mog³y chodziæ du¿o ostrzej do wiatru&amp;#8221;. Czê¶æ powy¿szych spostrze¿eñ to ewidentne bzdury, ale mniejsza z tym. Skupmy siê na dwóch rzeczywistych zaletach &amp;#8211; lepszej wydajno¶ci i zdolno¶ci do ostrego chodzenia do wiatru oraz na owej rzekomej ³atwo¶ci manipulacji. &lt;br /&gt;
	&lt;br /&gt;
Zalety by³y istotne, ale trzeba patrzeæ na skalê ró¿nic i na wielko¶æ potrzeb. Je¶li jaki¶ silnik jest wydajniejszy od drugiego o jeden procent, to taki zysk w wymiarach wieloletniej produkcji zaspokajaj±cej zapotrzebowanie ca³ego kraju ma znaczenie, lecz dla indywidualnego odbiorcy &amp;#8211; ¿adn±. Poza tym owa ró¿nica wydajno¶ci ¿agla ³aciñskiego i rejowego (wiêksza ni¿ jeden procent) jest do wykorzystania dzisiaj, kiedy wraz z postêpem teorii ¿eglowania zupe³nie inaczej trymuje siê ¿agle ni¿ w dawnych wiekach. Przyznajê przy tym, ¿e ¿agiel ³aciñski z natury rzeczy by³ wytrymowany lepiej ni¿ rejowy, nawet kiedy nie zdawano sobie jeszcze sprawy z w³a¶ciwej natury przenoszenia si³y wiatru. Lecz kiedy parê procent ró¿nicy jest bardzo wa¿ne dla jachtu walcz±cego o Puchar Ameryki, poniewa¿ przy potwornie wy¶rubowanej konkurencji mo¿e decydowaæ o presti¿u, s³awie, popisach w telewizji, wielkich pieni±dzach za reklamê itd. &amp;#8211; co to obchodzi³o armatora z XVII czy XVIII w.? Zdolno¶æ do ostrego chodzenia do wiatru &amp;#8211; tu rozbie¿no¶ci by³y spore, ale te¿ nie takie jak dzisiaj. Kliper rejowy z XIX w. chodzi³ pod k±tem 67,5 stopnia do wiatru, a przeciêtne ówczesne jednostki sko¶no¿aglowe &amp;#8211; c. 55 stopni. To, ¿e nowoczesny jacht regatowy ju¿ pod koniec XX wieku by³ w stanie zbli¿yæ siê na 38 stopni do linii wiatru, nale¿y do zupe³nie odrêbnej bajki i nie mog³o mieæ wp³ywu na decyzje podejmowane wieki wcze¶niej. Czy wówczas ró¿nica kilkunastu stopni by³a wa¿na? Owszem, na ograniczonych akwenach, dla ma³ych jednostek, o s³abym zanurzeniu, które dziêki niemu mog³y ¶cigaæ ofiarê uchodz±c± ku nawietrznemu brzegowi lub same ku niemu uciekaæ. Czyli dla okrêtów korsarskich, przemytniczych, statków handlarzy niewolników i ma³ych kabota¿owców. Ale na otwartym oceanie? Kiedy po¶cig prowadzi³ berberyjski ¿aglowiec piracki o ³aciñskim o¿aglowaniu, po kiego licha by³o ¶cigaæ siê z nim kursem na wiatr? Wystarczy³o rozwin±æ wszystkie ¿agle (rejowe) i uciekaæ baksztagiem, a w strefie pasatów powodzenie by³o niemal zagwarantowane. I tu dochodzimy do sedna, czyli sposobu ¿eglowania na dalekich dystansach w dawnych wiekach. Owo &amp;#8222;mozolne halsowanie&amp;#8221; na wiatr, o którym tyle tu pisali¶my z kolegami w pokrewnym temacie, zdarza³o siê w istocie bardzo rzadko. ¯eglarze europejscy bardzo prêdko nauczyli siê wykorzystywaæ strefy sta³ych wiatrów. W nich o¿aglowanie rejowe by³o optymalne &amp;#8211; wystarczy przypomnieæ, ¿e przekona³ siê o tym ju¿ Krzysztof Kolumb, który nakaza³ po drodze zmieniæ takielunek swojej jedynej w pe³ni ³aciñsko o¿aglowanej karaweli (Nina) na rejowy. Strefy sta³ych wiatrów determinowa³y ca³e trasy ¿eglugowe. Przy kursach na zachód na ogó³ nie warto by³o zmagaæ siê z wiatrem na pó³nocnym Atlantyku &amp;#8211; wystarczy³o pop³yn±æ wystarczaj±co daleko na po³udnie, by znale¼æ siê w po¿±danym pasie, luksusowo pchaj±cym rejowce do bogactw Indii Zach. Gdy typowy ¿aglowiec p³yn±³ do Indii Wschodnich czy do Chin musia³ siê przebiæ przez ten pas, ale wcale nie halsowa³ mozolnie na wiatr &amp;#8211; dawa³ siê unie¶æ na po³udniowy zachód, zawija³ do Rio de Janeiro dla uzupe³nienia ¶wie¿ej wody i zapasów ¿ywno¶ci, a stamt±d wiatry wiej±ce w przeciwnym kierunku unosi³y go spokojnie (oczywi¶cie ¶wiadomie przejaskrawiam) do portu przeznaczenia. Halsowanie pod wiatr na wodach okalaj±cych przyl±dek Horn czy podobnych i wtedy siê trafia³o, ale by³y to wyj±tki potwierdzaj±ce regu³ê. Wielkie ¿aglowce handlowe wozi³y na dalekich trasach towary o du¿ej trwa³o¶ci, wiêc je¶li nawet zdarzy³a siê sytuacja, gdy cel le¿a³ w linii wiatru, najczê¶ciej mo¿na by³o sobie spokojnie pozwoliæ na nieco wolniejsze zbli¿anie siê do niego. ¯agiel ³aciñski &amp;#8211; jak inne sko¶ne &amp;#8211; u³atwia³ te¿ robienie zwrotów przez sztag. Przy bliskim brzegu po zawietrznej mog³a to byæ cecha decyduj±ca o uratowaniu lub zag³adzie jednostki. Lecz dobry rejowiec równie¿ by³ zdolny do takich zwrotów (chocia¿ przychodzi³y mu niew±tpliwie trudniej), a w zdecydowanej wiêkszo¶ci przypadków mia³ do¶æ czasu i miejsca, by obracaæ siê przez rufê.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Filozofia rz±dz±ca jachtami regatowymi jest zupe³nie inna. Tutaj zyskanie ka¿dej minuty mo¿e byæ decyduj±ce. Trasê wy¶cigu wyznacza organizator i chocia¿ zawodnicy, sterowani informacjami z satelitów meteorologicznych i analiz± komputerow±, wybieraj± w³asne tory ¿eglugowe, to kierowanie siê dawnymi przes³ankami kapitanów ¿aglowców handlowych jest im ca³kiem obce. Rzecz jasna o regatach rozgrywanych miêdzy bojami, gdzie ka¿dy musi pokonaæ ten sam odcinek w kilku nawrotach, bez wzglêdu na kierunek wiatru, nawet nie warto wspominaæ. Szyper ¿aglowej jednostki handlowej, który p³ywa³by tam i z powrotem w jednym miejscu tylko po to by pokazaæ, ¿e jego typ o¿aglowania na to pozwala, trafi³by b³yskawicznie do domu wariatów. Natomiast ³atwo dostrzec pewne podobieñstwo w dzia³aniach okrêtów korsarskich, handlarzy niewolników w czasach, gdy to zajêcie sta³o siê nielegalne, przemytniczych, a tak¿e wszystkich jednostek zajmuj±cych siê ich zwalczaniem. Tutaj zalety ¿agli sko¶nych (w tym ¿agla ³aciñskiego) uwidacznia³y siê znacznie silniej i znajdowa³y szersze zastosowanie. ¯aglowce te nie korzysta³y &amp;#8211; z oczywistych wzglêdów &amp;#8211; z utartych szlaków ¿eglugowych, za¶ szybko¶æ i sprawno¶æ w p³ywaniu pod ró¿nymi k±tami do wiatru by³y nieporównanie wa¿niejsze. W praktyce oznacza³o to np. krótki flirt francuskiej marynarki wojennej (z grubsza w po³owie XVIII w.) z szebekami, czy nag³e zainteresowanie Royal Navy (na pocz±tku XIX w.) niechcianymi dot±d szkunerami i brygantynami. 	Gdyby wiêc armator wielkiego statku handlowego chcia³ liczyæ na te zalety o¿aglowania ³aciñskiego, musia³by na trzech masztach zainstalowaæ trzy gigantyczne ¿agle (a przynajmniej jeden z nich musia³by byæ wrêcz monstrualny). Praktyka XVI wieku dowiod³a, ¿e wszelkie próby zawieszania na jednym maszcie kilku ¿agli ³aciñskich przynosi³y bardzo ¿a³osne rezultaty, nie wiadomo nawet na pewno, czy ¶wiadectwa o takich eksperymentach nie s± czasem p³odami wybuja³ej fantazji artystów. Wróæmy wiêc do pojedynczych, ogromnych ¿agli ³aciñskich z du¿ych ¿aglowców. Co oznacza³a taka reja o d³ugo¶ci dorównuj±cej czêsto niemal d³ugo¶ci ca³ego okrêtu i zwisaj±ce u niej wielkie p³ótnisko? &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przede wszystkim straszne problemy z refowaniem. Nie mog³o byæ mowy o wys³aniu chmary ludzi w górê, na bardzo przecie¿ sko¶nie ustawion± rejê, by przyci±gali ¿agiel rêcznie, jak na rejowcach. Nawet mozolne wybieranie topenat, by wypoziomowaæ rejê, nie wchodzi³o w grê, poniewa¿ takie gigantyczne drzewce, z ciê¿kim ¿aglem, obci±¿one nieproporcjonaln± w stosunku do rejowców liczb± ludzi, podnios³oby ¶rodek ciê¿ko¶ci ponad wszelkie dopuszczalne granice. Warto sobie zrobiæ porównanie &amp;#8211; na du¿ej galerze francuskiej z 1675 r., o d³ugo¶ci 46 m, no¶no¶ci 200 ton, grotreja mierzy³a 36,55 m i wa¿y³a 11715 kg. ¯agiel mia³ powierzchniê 330 m kwadratowych. Na o 100 lat pó¼niejszym rejowcu brytyjskim tej samej d³ugo¶ci (eastindiamanie) i no¶no¶ci 900 ton (!) ca³kiem pozioma grotreja mierzy³a 23 m i wa¿y³a 6529 kg. Grot¿agiel mia³ powierzchniê 201 m kwadratowych. Je¶li do refowania na tej grotrei statku rejowego ustawia³o siê 14 ludzi, to przy ¶redniej masie 70 kg wa¿yli oni 1190 kg. Przy tym samym rozstawieniu grotreja ¿agla ³aciñskiego wymaga³aby 23 ludzi o ³±cznej masie 1610 kg. Czyli &amp;#8211; nawet pomijaj±c l¿ejszy ¿agiel &amp;#8211; marynarze refuj±cy i reja na okrêcie rejowym wa¿yli jeszcze 3,5 tony mniej ni¿ sama tylko reja galery! I to dla ¿aglowca o no¶no¶ci 4,5 raza wiêkszej! W efekcie na jednostkach z o¿aglowaniem ³aciñskim trzeba by³o rejê opuszczaæ prawie na pok³ad, a problemy z refowaniem wielkiego p³ótna by³y tak du¿e, ¿e czêsto &amp;#8222;po prostu&amp;#8221; odczepiano ca³y ¿agiel i zamiast niego doczepiano mniejszy. Oczywi¶cie potem te prawie 12 ton trzeba by³o znowu mozolnie wywindowaæ, tylko si³± miê¶ni, na top masztu. To tego potrzebna by³a ogromnie liczna za³oga! Pó³ biedy, je¶li wiatr narasta³ stopniowo i by³ na wszystko czas. W okresach szkwa³ów i sztormów lepiej by³o pozostaæ w porcie i tak czêsto czyni³y za³ogi korsarskich okrêtów z takielunkiem ³aciñskim.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
 	Na ma³ych ³ódkach z takim ¿aglem halsowanie nie sprawia³o ¿adnych trudno¶ci &amp;#8211; wbrew rozmaitym opowiastkom rejê ³aciñsk± da siê przerzucaæ na drug± burtê. Trzeba wybraæ fa³ by podnie¶æ drzewce, nastêpnie przyci±gn±æ dolny nok do masztu, ustawiaj±c rejê pionowo, w koñcu przesun±æ ca³o¶æ na drug± stronê i powtórzyæ wszystkie czynno¶ci w odwrotnej kolejno¶ci. Jednak przy rei 12-tonowej ta pozornie prosta procedura staje siê potwornie ciê¿ka w realizacji i niebezpieczna. Czêsto wiêc rezygnowano z zachodu i ustawiano reje na sta³e na przeciwnych burtach. Oznacza³o to jednak, ¿e przy p³yniêciu na dowolnym halsie, zawsze przynajmniej jeden ¿agiel by³ po niew³a¶ciwej stronie masztu, ¼le pracowa³ i ulega³ uszkodzeniom. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Opuszczanie i podnoszenie ciê¿kiej rei wzd³u¿ ca³ej wysoko¶ci masztu wymaga³o s³upowej budowy tego ostatniego. Tzn. sk³ada³ siê on z jednego drzewca, nie dzielonego &amp;#8211; jak na rejowcach &amp;#8211; na kolumnê, stengê, bramstengê itd. W razie gwa³townego sztormu nie da³o siê wiêc spu¶ciæ na pok³ad górnych czê¶ci masztu, jak praktykowano na rejowcach. Nie mo¿na wiêc by³o ¶wiadomie obni¿yæ ¶rodka ciê¿ko¶ci i ¶rodka parcia wiatru &amp;#8211; pozostawa³y mod³y do Allacha. &lt;br /&gt;
To tyle na temat &amp;#8222;STOSUNKOWO £ATWEGO MANIPULOWANIA&amp;#8221; du¿ymi ¿aglami ³aciñskimi. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
A co na wielkim rejowcu? Ca³a potrzebna powierzchnia ¿agli by³a i jest podzielona na wielk± liczbê stosunkowo ma³ych p³ócien. Ka¿de z nich mo¿na ³atwo refowaæ, ale przede wszystkim mo¿na nosiæ i rozwijaæ tylko te, które w danym momencie s± potrzebne, optymalizuj±c napêd pod k±tem warunków. Opuszczanie wzglêdnie lekkich górnych rei i lekkich górnych czê¶ci masztów nie przedstawia³o specjalnych trudno¶ci. Refowanie jedynymi znanymi do po³owy XIX wieku metodami by³o znacznie bezpieczniejsze i du¿o szybsze. Brasowanie da³o siê zrealizowaæ przy pomocy nielicznej, wprawnej za³ogi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zatem kupiec pragn±cy mieæ statek o DU¯EJ no¶no¶ci ³adunkowej, ma³ej za³odze, bezpiecznie realizuj±cy dalekomorskie rejsy, przy braku przemo¿nej potrzeby bicia rekordów prêdko¶ci &amp;#8211; s³owem daj±cy znaczne ZYSKI przy ma³ych nak³adach i z du¿ym marginesem bezpieczeñstwa &amp;#8211; by³yby kompletnym idiot± wybieraj±c o¿aglowanie ³aciñskie, wymagaj±ce w takich samych warunkach bardzo licznej obs³ugi, niebezpieczne w sztormach, nie wykazuj±ce nad rejowym ¿adnej przewagi przy ¿egludze z pasatami itd., tylko po to, by sobie w rzadkich chwilach pop³yn±æ bli¿ej wiatru. Ale nie wolno zapominaæ, ¿e wady ¿agli ³aciñskich by³y wprost proporcjonalne do wielko¶ci okrêtu. Im bardziej schodziæ w dó³, w tym mniejsze mia³y znaczenie (przy lekkich jednostkach wrêcz marginalne), a zalety pozostawa³y. Poza tym, jak wykaza³em wy¿ej, przy zupe³nie innych priorytetach ¿aglowców korsarskich (przy okazji &amp;#8211; i tak zazwyczaj zat³oczonych za³og± potrzebn± do aborda¿u i obsadzania pochwyconych ofiar), przemytniczych itd., ich armatorzy mogli mieæ na tê sam± kwestiê ca³kowicie odmienny pogl±d. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z uwagi na czêstotliwo¶æ wystêpowania w dawnych wiekach, warte porównania z rejowym s± jeszcze nastêpuj±ce typy o¿aglowania: gaflowe, lugrowe i bermudzkie. Inne mia³y tylko lokalne znaczenie lub by³y ich odmianami (np. arabskie &amp;#8211; ³aciñskiego). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Gaflowe i bermudzkie mia³y tê przewagê nad ³aciñskim, ¿e pozbywa³y siê wielkiej, ciê¿kiej i nieporêcznej rei, zamieniaj±c j± na du¿o l¿ejszy gafel lub wprawdzie ciê¿ki, lecz bardzo nisko po³o¿ony bom, którego nie potrzeba w ogóle podnosiæ czy opuszczaæ. W zamian za to pozbywa³y siê przedniej czê¶ci ¿agla, co dla utrzymywania kursu na wiatr by³o nawet korzystne, jednak powodowa³o ogólny spadek powierzchni o¿aglowania. Zatem g³ówne ¿agle (dolne) na takich jednostkach musia³y byæ odpowiednio du¿e, co oznacza³o ich znaczn± wysoko¶æ. W wyniku tego gafel w ¿aglu gaflowym lub (zw³aszcza!) szczyt p³ótna w ¿aglu bermudzkim trzeba by³o poprowadziæ bardzo wysoko, co nie zawsze by³o korzystne. Technika refowania lub zwijania tego ¿agla wymaga³a opuszczania gafla czy przedniego liku wzd³u¿ masztu (chocia¿ niekoniecznie tak musia³o byæ na liniowcach, fregatach, korwetach i brygach wykorzystuj±cych ¿agiel gaflowy na tylnym maszcie), co wymusza³o s³upow± budowê masztu przynajmniej na tym (d³ugim!) odcinku. Nie by³o to dobre z uwagi na bezpieczeñstwo masztów i ca³ego okrêtu w sztormie, co &amp;#8211; jak poprzednio &amp;#8211; mia³o du¿e znaczenie dla du¿ych ¿aglowców i ma³e &amp;#8211; dla ma³ych. ¯agiel gaflowy ¶wietnie siê za to nadawa³ do uzupe³niania kolejnymi ¿aglami na wiêkszych wysoko¶ciach &amp;#8211; gaflowymi topslami, rejowymi marslami, bramslami i bombramslami, a nawet specjalnym rodzajem rejowych ¿agli dolnych. O ile jednak by³a to niew±tpliwa i wielka zaleta wobec o¿aglowania ³aciñskiego (chocia¿ i tam zdarza³y siê nie¶mia³e, sporadyczne i niezbyt udane próby wprowadzania podobnych rozwi±zañ), to ju¿ porównywanie na tej p³aszczy¼nie z rejowcami, przypomina mi wierszyk wspania³ego polskiego poety, Jana Brzechwy: &amp;#8222;Chwali³a siê raz rzepa przed ca³ym ogrodem, ¿e jest bardzo smaczna z miodem. Na to miód siê obruszy i tak jej przygani: a ja jestem smaczny i bez pani!&amp;#8221;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ogólnie bior±c, o¿aglowanie gaflowe i bermudzkie by³o do¶æ ³atwe w obs³udze (nie lekcewa¿ê oczywi¶cie niebezpieczeñstw z przerzucaniem ciê¿kiego bomu na poziomie g³ów ludzi na drug± burtê, potrzeby sta³ego naprê¿enia jednej z direk, kiedy przy zwrocie jedna musia³a byæ stale luzowana, a druga stale wybierana, masy gafla itd.), ale wymaga³o zwiêkszonej powierzchni i nie nadawa³o siê &amp;#8211; mimo wszystko &amp;#8211; do takiego rozbudowywania w górê jak na rejowcach. Problem narasta³ przy wzro¶cie wymiarów ¿aglowca i jednym wyj¶ciem by³a wtedy budowa wielomasztowa, o liczbie masztów wiêkszej ni¿ trzy. W du¿o pó¼niejszej epoce &amp;#8211; pocz±tek XX w. - pojawi³y siê i p³ywa³y z powodzeniem takie amerykañskie szkunery. Rekordzista (chyba) mia³ 7 masztów, a przy pojemno¶ci brutto 5218 ton i d³ugo¶ci 117 m obs³ugiwa³o go zaledwie 17 ludzi. Legenda g³osi, ¿e sam kad³ub pod go³ymi masztami &amp;#8222;wyci±ga³&amp;#8221; jeszcze 12 wêz³ów przy sztormowym wietrze. Lecz takie statki sko¶no¿aglowe znajdowa³y siê ju¿ w zupe³nie innej rzeczywisto¶ci! Musia³y tylko posuwaæ siê w przód na pe³nym morzu, poniewa¿ w portach wszystko inne za³atwia³y za nich holowniki z napêdem mechanicznym. Ca³a obs³uga ¿agli by³a wysoce zmechanizowana &amp;#8211; ¿agle podnoszono i opuszczano za pomoc± wind parowych. Wykorzystywano parow± maszynkê sterow±. Czasem nie potrzeba by³o siê przejmowaæ refowaniem ¿agli w sztormie i szukaniem najlepszego kompromisu, bo wystarczy³o na pewien czas w³±czyæ silnik. To samo odnosi³o siê do zwrotów. Zatem porównywanie mo¿liwo¶ci tych ¿aglowców do jednostek z poprzednich wieków jest ca³kiem chybione. W czasach wy³±cznego panowania ¿aglowców szkunery o liczbie masztów wiêksza ni¿ trzy by³y niezwykle rzadkie i o ile dobrze pamiêtam &amp;#8211; zawsze kompletnie nieudane. Summa summarum: tak¿e dla ¿agli gaflowych (a tym bardziej bermudzkich) istnia³a granica wielko¶ci okrêtu, powy¿ej której NIE DA£O SIÊ, w ówczesnych warunkach, zbudowaæ EKONOMICZNEGO ¿aglowca handlowego. Tu tak¿e tryumfy ¶wiêci³y rejowce. Ich powszechne u¿ywanie nie by³o wiêc ani pomy³k±, ani przeoczeniem zalet innych takielunków, tylko logicznym wyci±ganiem wniosków z praktyki i dostosowaniem siê do okoliczno¶ci. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dok³adnie tak, jak przy dyskutowaniu ¿agli ³aciñskich, nie zmniejsza³o to ogromnych zalet tak¿e ¿agli gaflowych i bermudzkich w specyficznych zastosowaniach i na ma³ych jednostkach. Wszyscy znamy s³ynne klipry baltimorskie, korsarskie brygantyny i szkunery wojny amerykañsko-brytyjskiej, kutry przemytnicze i (¶cigaj±ce je) kutry celne, szkunery i szkuner-brygi handlarzy niewolników z pierwszej po³owy XIX w. itd. Lecz na du¿ych okrêtach o¿aglowanie rejowe ci±gle nie mia³o sobie równych, poniewa¿ mo¿liwo¶æ zwiêkszania powierzchni w górê, w ma³ych, ³atwych do obs³ugi i bezpiecznych &amp;#8222;dawkach&amp;#8221;, po³±czona ze zdolno¶ci± do wykorzystywania wiatrów z æwiartek rufowych, nie mog³a byæ niczym zast±piona.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
¯agle lugrowe nie wymagaj± rozwlek³ego komentarza. Ka¿dy, kto wie, jak one wygl±daj±, zdaje sobie sprawê, ¿e w formie &amp;#8222;zwyk³ej&amp;#8221; &amp;#8211; jedynej niek³opotliwej w obs³udze - jeszcze bardziej ni¿ inne sko¶ne nadawa³y siê tylko dla ma³ych jednostek. Tutaj nie da³o siê &amp;#8222;przyczepiæ&amp;#8221; wiele ani z przodu (przeszkadza³y wystaj±ce czê¶ci rejek), ani z góry (choæ bywa³y lugrowe marsle nad lugrowymi ¿aglami dolnymi), a sama rejka nie dawa³a wiêkszych mo¿liwo¶ci postawienia du¿ego ¿agla ni¿ gafel. Francuzi ogromnie lubili ten typ o¿aglowania, ale i im nie uda³o siê wej¶æ z nim na wiêksze okrêty ni¿ lugry przemytnicze, korsarskie i celne. Nawet w swojej gigantycznej flotylli drobnoustrojów, z któr± chcieli przeprawiæ siê przez kana³ La Manche w czasach Napoleona, zastosowali ¿agle lugrowe tylko na najmniejszych jednostkach (kanonierkach, pinasach). Po prostu na okrêtach wiêkszych te ¿agle siê nie sprawdza³y &amp;#8211; w formach o powiêkszonej powierzchni (d³ugohalsowej, wysokiej czy zrównowa¿onej) by³y równie ciê¿kie w obs³udze jak ¿agle ³aciñskie albo arabskie (od tych ostatnich siê zreszt± praktycznie nie ró¿ni³y), maj±c identyczne wady. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
O ¿aglach rozprzowych nie warto rozprawiaæ. Ich bardzo niska sprawno¶æ aerodynamiczna predestynowa³a je tylko &amp;#8211; poza wyj±tkami &amp;#8211; dla ¿aglowców ¶ródl±dowych. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak wiêc DU¯E rejowce w czasach przed-silnikowych, przed mechanizacj± obs³ugi ¿agli, wo¿±ce towary albo ciê¿kie dzia³a, zapasy artyleryjskie, ¿ywno¶æ i wodê dla licznej za³ogi, poruszaj±ce siê po rozleg³ych szlakach oceanicznych, by³y NAJLEPSZ¡ ALTERNATYW¡, najbardziej ekonomiczn±, bezpieczn± i zapewniaj±c± najwiêksze prêdko¶ci. Te dwa rumby mniej do wiatru stanowi³y &amp;#8222;pryszcz&amp;#8221;, chocia¿ oczywi¶cie trochê swêdz±cy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
O¿aglowanie sko¶ne zwiêksza³o jednak mo¿liwo¶ci jednostki rejowej. Na du¿ej jednostce z XVIII wieku by³o ono niepotrzebn± fanaberi±. Nie ulega jednak w±tpliwo¶ci, ¿e stopniowe dodawanie ¿agli sko¶nych znakomicie poprawia³o w³a¶ciwo¶ci ¿eglarskie rejowców. Wystarczy prze¶ledziæ jak tendencja do ich uzupe³niania zdominowa³a ca³± epokê panowania okrêtów ¿aglowych. &lt;br /&gt;
	&lt;br /&gt;
Nie wszyscy mo¿e wiedz±, ¿e na samym pocz±tku istnienia trójmasztowych okrêtów rejowych, zdarza³y siê jednostki wyposa¿one WY£¡CZNIE w ¿agle rejowe. Na bezanmaszcie by³ to niekiedy faktyczny ¿agiel czworok±tny, czê¶ciej trójk±tny, ale ustawiany poprzecznie, z prawie poziom± rej± i o zupe³nie innej g³êboko¶ci ni¿ ¿agle ³aciñskie. Temu ciekawemu, choæ krótkiemu okresowi po¶wiêci³ szczególnie wiele uwagi Heinrich Winter.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ale ju¿ od pocz±tku XVI wieku utrwali³a siê absolutna dominacja rejowców z ¿aglem ³aciñskim, a wiêc sko¶nym, przynajmniej na jednym bezanmaszcie, czêsto na dwóch. Dawa³o to wielk± poprawê mo¿liwo¶ci manewrowych i przy okazji pozwala³o prowadziæ okrêt nieco bli¿ej wiatru. Sztaksle dziobowe, znane na ma³ych jednostkach sko¶no¿aglowych przynajmniej od koñca XV w. d³ugo nie trafia³y na pok³ady ¿aglowców rejowych. Wiadomo jednak, ¿e oko³o 1660 mog³y ju¿ wystêpowaæ zarówno przed fokmasztem, jak i miêdzy wszystkimi masztami. Teraz mia³y znaczenie nie tylko dla manewrowania, ale przy odpowiednim wietrze mog³y wydatnie poprawiæ efektywno¶æ napêdu ¿aglowego. W po³owie XVIII stulecia du¿e rejowce wyposa¿one by³y w ca³e piêtra sztaksli miêdzy masztami, a przed fokmasztem ich liczba uros³a do trzech (forstensztaksel, kliwer i bomkliwer [zawieszanie na modelach dotycz±cych tej epoki tak¿e forsztaksla jest b³êdem, poniewa¿ ten u¿ywany by³ tylko podczas sztormu, kiedy pozosta³e zwijano]), skutecznie wypieraj±c najpierw XVII-wieczny ¿agiel nadbukszprytowy, potem górny ¿agiel podbukszprytowy, w koñcu ELIMINUJ¡C Z BUKSZPRYTU WSZYSTKIE REJE! Dawny ³aciñski bezan¿agiel ust±pi³ miejsca gaflowemu, a wiêc te¿ sko¶nemu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na kliprach drugiej po³owy XIX w. liczba ¿agli sko¶nych jeszcze wzros³a. Liniowce i fregaty (tak¿e du¿e ¿aglowce cywilne) pozyska³y gaflowe trajsle przy ka¿dym maszcie. Czêste by³o sztormowanie rejowca z dziobem zwróconym dla bezpieczeñstwa pod wiatr i fale, wy³±cznie pod sztakslami, chocia¿ na ogó³ preferowano zatrzymywanie wtedy tak¿e kilku silnie zrefowanych ¿agli rejowych. &lt;br /&gt;
W pewnym sensie idea³ wielkiej jednostki ¿aglowej, czyli kliper, stanowi³ przyk³ad rozumnego wykorzystania zalet obu typów o¿aglowania &amp;#8211; rejowego i sko¶nego. Ale mimo tego nie mo¿na zapominaæ, ¿e jednak by³ to REJOWIEC, poniewa¿ do tej kategorii nale¿a³y wszystkie jego ¿agle G£ÓWNE, zapewniaj±ce podstawow± si³ê napêdow±. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zalety i wady typów o¿aglowania -specyfika okrêtów wojennych&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trzeba zacz±æ od tego, ¿e wiêkszo¶æ powodów, dla których takielunek rejowy nie mia³ sobie równych (w dawnych epokach, przed pojawieniem siê napêdu mechanicznego) na du¿ych statkach handlowych, odnosi³a siê dok³adnie tak samo do du¿ych okrêtów wojennych. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwsze ¿aglowce wojenne ¶redniowiecza by³y jednostkami kupieckimi, na które ³adowano na pewien czas trochê rycerzy, zaciê¿nych, kusz itp. S³ynny gdañski &amp;#8222;Peter von Danczik&amp;#8221; jest pamiêtany tylko z wojny Hanzy z Angli±, a naprawdê wiêkszo¶æ swojego czasu spêdzi³ wo¿±c rozmaite towary masowe. Aby by³ silnym okrêtem bojowym, musia³ byæ du¿y &amp;#8211; skoro za¶ by³ du¿y jako statek handlowy, to - aby byæ ekonomiczny - musia³ mieæ o¿aglowanie rejowe. &lt;br /&gt;
Po pojawieniu siê wyspecjalizowanych galeonów wojennych w XVI w., kwestia kosztów zaczê³a byæ mniej wa¿na. Ale nie od razu &amp;#8211; królowa El¿bieta I wyczynia³a cuda, aby jak najmniej p³aciæ za³ogom (jej okrêty zmienia³y tona¿ &amp;#8211; bez ¿adnej przebudowy &amp;#8211; kilka razy do roku, w zale¿no¶ci od sytuacji); za nadmierne wydatki na flotê (rzecz jasna, bardzo upraszczaj±c) Karol I zap³aci³ g³ow±. Dopiero w XVIII w. wielkie za³ogi wielkich liniowców spêdza³y sen z oczu administracji nie wysoko¶ci± p³ac czy kosztami wy¿ywienia, tylko k³opotami z wy³apaniem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jednak, chocia¿ na du¿ych okrêtach wojennych nie brakowa³o za³ogi, nie oznacza³o to jeszcze, ¿e niektóre typy o¿aglowania sko¶nego (³aciñskie, arabskie, lugrowe d³ugohalsowe) by³yby z tego powodu bardziej porêczne w obs³udze. Nawet je¶li mo¿na pos³aæ pó³ setki ludzi na jedn± rejê, to czas doj¶cia do noków i tak pozostanie zbyt du¿y, a zwijanie rêkoma ogromnego p³ótna pod spodem nie stanie siê l¿ejsze. Praktyka dowiod³a, ¿e si³a ludzka ma w okre¶lonych zastosowaniach konkretne granice (Pudzianowskich ignoruj±c)  &amp;#8211; tak jak nie warto by³o instalowaæ dzia³ ciê¿szych ni¿ 32/36-funtowe, tak przekraczanie oko³o 32 metrów d³ugo¶ci przez rejê (i to poziom±, nie sko¶n±!) okaza³o siê bezsensowne z uwagi na obs³ugê tej rei i jej ¿agla. Czyli &amp;#8211; w przeciwieñstwie do statku handlowego &amp;#8211; na du¿ym ¿aglowcu wojennym nie brak ludzi decydowa³ o wy¿szo¶ci ¿agli rejowych, tylko szybko¶æ z jak± mo¿na by³o regulowaæ ich powierzchniê &amp;#8211; w boju manewrowym rzecz bardzo cenna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Inne typy o¿aglowania sko¶nego prezentowa³y siê pod tym wzglêdem niewiele lepiej ni¿ ³aciñskie i zbli¿one. Tak¿e wymaga³y s³upowych, niebezpiecznych (oczywi¶cie tylko przy du¿ych rozmiarach) masztów. Im wiêkszy okrêt, tym wiêkszej powierzchni ¿agli potrzebowa³. Nie mog±c zwiêkszaæ rozmiarów pojedynczego ¿agla poza do¶æ ³atwy jeszcze do obs³ugi zakres, trzeba by³o i¶æ w ilo¶æ. Ale przy s³abym nadawaniu siê o¿aglowania sko¶nego do rozbudowywania w górê, oznacza³o to konieczno¶æ wzrostu liczby masztów. To za¶ gwa³townie pogarsza³o zdolno¶ci manewrowe. Ju¿ dla statków handlowych taka wada nie by³a przyjemna, ale okrêty wojenne wrêcz dyskwalifikowa³a, poniewa¿ w ich przypadku chodzi³o nie tylko o manewrowanie na redzie czy w porcie, lecz &amp;#8211; przede wszystkim &amp;#8211; W BITWIE. ¯aglowiec wojenny tamtych czasów móg³ mieæ co najwy¿ej trzy maszty, czyli &amp;#8211; je¶li by³ du¿y &amp;#8211; wy³±cznie z takielunkiem rejowym. Trzy maszty z trzema w sumie ¿aglami ³aciñskimi zmieni³yby s³ynnego z szybko¶ci &amp;#8222;Victory&amp;#8221; Nelsona w krypê nadaj±c± siê (mo¿e!) do niemrawego wo¿enia wêgla w uj¶ciu Tamizy. &lt;br /&gt;
Dla okrêtu ¿aglowego s³u¿±cego do walki kluczow± kwesti± by³o zachowanie sta³ej zdolno¶ci do poruszania siê i zmiany pozycji. Utrata ka¿dej rei i ka¿dego ¿agla rzutowa³a na to negatywnie. Jednak rejowiec ze schy³ku wojen napoleoñskich mia³ 13 rej, a wyposa¿ony (teoretycznie) w o¿aglowanie ³aciñskie posiada³by ich trzy. Rozwa¿aj±c, dla uproszczenia, wszystko w kategoriach sztucznej równo¶ci, zauwa¿ymy, ¿e rozbicie pociskiem jednej rei ³aciñskiej pozbawia³oby go jednej trzeciej si³y napêdowej, a jednej rei poziomej &amp;#8211; jednej trzynastej. To samo zreszt± dotyczy³o sztormów, szkwa³ów i innych nag³ych wypadków.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
¯agle rejowe mog± pracowaæ wstecz, do czego gaflowe w zasadzie nie s± zdolne. Umo¿liwia³o to rejowcowi wykonywanie przedziwnych, a po¿ytecznych manewrów (zatrzymanie siê w miejscu, cofanie, obracanie kad³uba z podwojonym momentem obrotowym &amp;#8211; jedn± si³± przed, drug± za ¶rodkiem obrotu), na ogó³ ma³o u¿ytecznych, a nawet niebezpiecznych &amp;#8222;w cywilu&amp;#8221; (poniewa¿ spychaj±cych ¿aglowiec na zawietrzn±), lecz czasem bezcennych na akwenie bitewnym. Owszem, jednostka z o¿aglowaniem sko¶nym te¿ siê niekiedy cofa, ale jest to raczej bezw³adne, powolne i trudne do celowego wykorzystania (poza zmian± halsu). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy wiatrach pe³nych o¿aglowanie rejowe jest bardziej efektywne od sko¶nego. Poza tym umo¿liwia znacznie powa¿niejsz± rozbudowê wszelakich odmian ¿agli dodatkowych (g³ównie lizeli), przydatnych przy s³abym wietrze. Dla statku handlowego mozolne zyskanie kilkuset metrów w ci±gu kilkunastu godzin by³o na ogó³ bez znaczenia, skoro potem wiatr siê wzmaga³ i umo¿liwia³ nadrobienie wszystkich strat. Natomiast okrêt wojenny móg³ w tym czasie dogoniæ i zmusiæ do poddania siê lub walki s³abszego przeciwnika, albo samemu zostaæ dogoniony przez inn± jednostkê, dysponuj±c± wiêksz± powierzchni± wszystkich ¿agli zdolnych do z³apania najl¿ejszych powiewów. Kto¶ móg³by powiedzieæ, ¿e przecie¿ tak¿e statek handlowy bywa³ ¶cigany &amp;#8211; owszem, ale w jego przypadku przy prawie flaucie wystarczy³by same ³odzie z okrêtu wojennego do dogonienia i pokonania. Lizele by mu wiele nie pomog³y. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jednak ta ocena nie mo¿e byæ prostym peanem na cze¶æ takielunku rejowego. Zdolno¶æ do ostrego chodzenia do wiatru, nie tak istotna dla statków handlowych wybieraj±cych swoje trasy i korzystaj±cych ze szlaków sta³ych wiatrów, by³a znacznie wa¿niejsza dla okrêtów wojennych, które musia³y nadawaæ siê do p³ywania absolutnie wszêdzie i w prawie dowolnym czasie. Utrzymywanie kursu pod mniejszym do wiatru k±tem i mniejszy dryf (obie cechy nawietrzno¶ci rozumianej w dawny sposób) oznacza³y wiêksz± mo¿liwo¶æ ucieczki, albo WYJ¦CIA NA KORZYSTN¡ POZYCJÊ NAWIETRZN¡ przed walk±. Uniwersalno¶æ w wyborze typu zwrotu (przez sztag lub rufê), czyli w praktyce zdolno¶æ do pewnego wykonywania zwrotu przez sztag, tak¿e mia³a du¿e znaczenie, zw³aszcza przy indywidualnych pojedynkach okrêtów. Pod wszystkimi tymi wzglêdami ¿aglowce z takielunkiem sko¶nym mia³y przewagê.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Lecz nic nie mog³o zmieniæ sytuacji, ¿e przy spotkaniu dwóch okrêtów d±¿±cych do walki i z równie dobrymi za³ogami, wygrywa³ po prostu ten silniejszy (wojna angielsko-amerykañska z 1812-14 jest pe³na takich przyk³adów). Skoro wiêc trójmasztowy takielunek rejowy umo¿liwia³ napêd wiêkszych i silniej uzbrojonych jednostek, ni¿ jakikolwiek takielunek sko¶no¿aglowy, wniosek nasuwa siê oczywisty. Dla okrêtu wojennego lepiej by³o zostaæ zwyciêzc± bitwy lub panem akwenu bez walki, ni¿ tylko sprawnie uciec. &lt;br /&gt;
	Szyper ¿aglowca przemytniczego mia³ na ten temat z pewno¶ci± inne zdanie &amp;#8211; nic wiêc dziwnego, ¿e od brygów w górê niemal wszystkie jednostki marynarek wojennych by³y rejowcami, a przemytnicy wybierali kutry, lugry i szkunery! &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wady i zalety o¿aglowania w typie polakry (w jej pierwotnej wersji z ¿aglem ³aciñski na fokmaszcie)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mo¿na by dyskutowaæ, czy istotnie czy wymieniony powy¿ej takielunek  by³ pierwotny dla polakry. Nazwê stosowano od XVI w., a pierwszy znany opis, z ok.1620, dotyczy jednostki z ca³kowicie ³aciñskim o¿aglowaniem. Natomiast pierwsza znana ilustracja pokazuj±ca faktycznie to dziwad³o &amp;#8211; czyli od dziobu do ¶ródokrêcia szebekê i od ¶ródokrêcia do rufy &amp;#8211; rejow± fregatê &amp;#8211; pochodzi dopiero z 1679. Potem za¶, jak w wielu innych typach, termin polakra oznacza³ równolegle takielunek tego typu i - niezale¿nie - formê kad³uba. W rezultacie bywa³y w XVIII i XIX wieku polakry z o¿aglowaniem rejowym, ale te¿ inne okrêty z o¿aglowaniem polakry. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym niemniej nawet ograniczaj±c siê do interesuj±cego  takielunku trzeba zauwa¿yæ, ¿e dla polakry z czasem (chocia¿ jeszcze nie w 1679) co najmniej równie wa¿na sta³a siê BUDOWA MASZTÓW, jak to, co na nich wisia³o. Poza bezanmasztem, który móg³ byæ ró¿ny, grotmaszt i fokmaszt charakteryzowa³y siê na ogó³ budow± s³upow±, tzn. kolumna i stenga by³y jednym drzewcem, bez marsów, dyb, zdwojenia w tym rejonie itd. Na bardzo ma³ych jednostkach taka konstrukcja jest oczywista (bo po co robiæ inaczej), a na bardzo du¿ych niebezpieczna (pomijam tu wspó³czesne maszty stalowe) i kiepsko przystosowana do przechodzenia sztormów na pó³nocnym Atlantyku. Brak mo¿liwo¶ci opuszczenia stengi, kiepskie jej podparcie (brak stenwant), wysoki ¶rodek parcia wiatru &amp;#8211; wszystko to stanowi³oby powa¿ne wady na du¿ym ¿aglowcu oceanicznym. Tym niemniej na jednostce ¶redniej wielko¶ci, p³ywaj±cej niemal wy³±cznie po Morzu ¦ródziemnym, owa budowa dawa³a znaczne korzy¶ci, o których dalej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niezale¿nie od tego, ¿e: a) wspomniany wizerunek z 1679 dotyczy francuskiego ¿aglowca wojennego; b) polakry by³y wykorzystywane przez ¶ródziemnomorskich korsarzy i piratów; c) takielunek polakry instalowano na innych ¶rednich okrêtach wojennych i korsarskich rozmaitej budowy i ró¿nych pañstw (Rosjanie zdobyli tak± na Korfu jeszcze w 1799 i eksploatowali na Morzu ¦ródziemnym i Czarnym a¿ do 1821); to jednak typ ten powsta³ jako HANDLOWY. Jest to bardzo istotne przy ¶ledzeniu zalet, poniewa¿ pierwotnym motywem by³a ekonomia. Niezwykle wa¿ny czynnik stanowi³o samo Morze ¦ródziemne i akweny po³±czone &amp;#8211; charakteryzowa³y je zmienne wiatry (trudno sobie wyobraziæ d³ugie rejsy przy wiatrach z baksztagu, dobre dla rejowców), p³ytko¶æ i kiepski stan chmary maleñkich portów handlowych, urozmaicona linia brzegowa, setki wysepek, oraz nadzwyczajna &amp;#8211; nawet jak na tamt± epokê &amp;#8211; koncentracja rabusiów morskich wszelkiej proweniencji. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Takielunek polakry by³ jedn± z niezliczonych prób po³±czenia zalet o¿aglowania sko¶nego i rejowego, typowych &amp;#8211; z wy¿ej wymienionych powodów &amp;#8211; w³a¶nie dla Morza ¦ródziemnego. To bliska krewna pinki, brigantiny, vinco, sacolevy, trekandini, czyli rozmaitych ma³ych dziwade³ ulubionych przez Greków (z ich Morzem Egejskim), Genueñczyków, Wenecjan (z lagunami i skomplikowanym wybrze¿em Adriatyku). W ka¿dej chwili mog³a zaistnieæ potrzeba p³yniêcia pod innym k±tem do wiatru, ucieczki nad podwodnymi przeszkodami blisko brzegu, dostosowania siê do zmienionej si³y wiatru &amp;#8211; a wszystko to pod warunkiem niewielkiego nak³adu si³y roboczej, aby zapewniæ zysk z rejsu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wielki, ³aciñski fok¿agiel (polaccone) na pochylonym fokmaszcie mia³ nie tylko pomagaæ w manewrach czy w utrzymywaniu kierunku bez nadmiernego wychylania steru, jak± to przede wszystkim rolê przeznaczano sztakslom na rejowcach, ale zapewniaæ realn±, du¿± si³ê napêdow± podczas kursów ostro do wiatru. Zarazem by³ na tyle ma³y (st±d &amp;#8211; nie grot¿agiel), by nie powodowaæ jeszcze tego dramatycznego wzrostu zapotrzebowania na obs³ugê, jaka cechowa³a ³aciñskie reje na du¿ych szebekach i galerach. Ponadto jego zawieszenie na pochy³ym fokmaszcie u³atwia³o przerzucenie rei n drug± stronê masztu przy zmianie halsu. &lt;br /&gt;
	£aciñski bezan by³ typowym ¿aglem manewrowym, s³u¿y³ do tych samych celów, co na ówczesnych rejowcach, wiêc nie wymaga komentarza.&lt;br /&gt;
 	Rejowe ¿agle na grotmaszcie i rejowy marsel na bezanmaszcie dawa³y dok³adnie te same korzy¶ci, jakie wymienia³em dla rejowców &amp;#8211; podzia³ ¿agli na wiele mniejszych powierzchni, ³atwych do obs³ugi, ³atwych do zdejmowania, ³atwych do uzupe³niania w górê, bezpiecznych, wymagaj±cych tylko skromnej za³ogi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przypominam jednak, ¿e podkre¶la³em zwi±zek korzy¶ci i wad z wielko¶ci± &amp;#8211; na ma³ych okrêtach nie warto siê by³o bawiæ w o¿aglowanie rejowe, na du¿ych w sko¶ne. I tu le¿y tajemnica wzglêdnego sukcesu konstrukcyjnego polakr (tzn. tego takielunku, nie kad³uba): one rozwinê³y siê i zyska³y popularno¶æ jako ¯AGLOWCE ¦REDNIE, mog±ce przewoziæ ju¿ znacznie wiêksze ³adunki ni¿ greckie maleñstwa, chocia¿ nie konkuruj±ce z rejowcami w transporcie ³adunków masowych. Na takich jednostkach o¿aglowanie ca³kowicie ³aciñskie wymaga³oby zbyt du¿ej za³ogi, a ca³kowicie rejowe nie da³oby tych lokalnych przystosowañ. Ponadto chodzi³o o zwiêkszenie powierzchni o¿aglowania, w miarê wzrostu pojemno¶ci &amp;#8211; znany jest szczegó³owy opis konkretnego, du¿ego jak na Morze ¦ródziemne i epokê statku (38 x 10 m, no¶no¶æ ponad 200 ton), który móg³ mieæ takielunek sko¶ny (780 m2), typu polakry (prawie 1100 m2) i rejowy (1345 m2). Nacisk na wzrost udzia³u w handlu ¶rednich statków handlowych (za nimi poci±gnê³y odpowiedniki korsarskie) trwa³ na tych wodach jeszcze w drugiej po³owie XVIII w., zw³aszcza w Genui, Wenecji, Francji &amp;#8211; takielunek polakry okaza³ siê na nich, w tych warunkach, najlepszym kompromisem. Ten trend by³ np. szczególnie widoczny w handlu Francuzów z Marsylii na wzglêdnie dalekim trasach, w rejsach do Grecji, Syrii, Turcji. Przy pojemno¶ci oko³o 200 ton, linie kad³uba i o¿aglowanie polakry sta³y siê na pewien czas ulubionymi w niektórych krêgach. Lokalni szyprowie mogli ostro forsowaæ ¿agle, wymykaæ siê korsarzom i zarabiaæ niez³e pieni±dze za przewóz sporych ³adunków. Ta pierwsza mo¿liwo¶æ wynika³a w³a¶nie ze s³upowej budowy masztów &amp;#8211; na polakrach tylko dolne reje mia³y perty; do zwijania czy refowania górnych ¿agli grotmasztu nie potrzeba by³o wysy³aæ w górê gromady ob¿eraj±cych w³a¶ciciela i bezczelnie domagaj±cych siê pensji marynarzy &amp;#8211; wystarczy³o zwolniæ nieco fa³y, by górne reje swobodnie ze¶lizgnê³y siê w dó³ po s³upie (tzn. maszcie) pozbawionym marsów i dyb a¿ do poziomu dolnej rei, gdzie mo¿na ju¿ by³o je obs³u¿yæ. Na rejowcach te¿ oczywi¶cie dawa³o siê opu¶ciæ wszystkie reje, ale by³a to ¿mudna, trudna czynno¶æ, wymagaj±ca du¿ego zaanga¿owania i nie realizowano jej bez prawdziwej potrzeby. Na polakrze (a w³a¶ciwie pó¼niej ka¿dym okrêcie, który &amp;#8222;wypo¿yczy³&amp;#8221; sobie od niej s³upowe maszty, co w grupie ¿aglowców ¶redniej wielko¶ci sta³o siê popularne), ten manewr ³atwego i szybkiego opuszczania górnych rei, a przez to b³yskawicznej redukcji powierzchni o¿aglowania i si³y wbijaj±cej dziób w wodê, dawa³ te¿ wiele dodatkowych korzy¶ci podczas szkwa³ów czy na p³ytkich i ciasnych wodach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ale te wszystkie zalety nie powodowa³y, ¿e polakra by³a jakim¶ nadzwyczajnym rozwi±zaniem. Po pierwsze, stanowi³a kompromis, a to zawsze niesie niebezpieczeñstwo braku bycia wystarczaj±co konkurencyjnym w czymkolwiek. Po drugie, dobrze spisywa³a siê tylko w w±skim pasie wielko¶ci, nie wykazywa³a siê wiêc elastyczno¶ci±. Nie przetrwa³a zmian na Morzu ¦ródziemnym, jak choæby znacznego zmniejszenia siê niebezpieczeñstwa ze strony korsarzy i piratów. &lt;br /&gt;
Próby wykorzystania takiego takielunku na okrêtach wojennych koñczy³y siê ró¿nie. Polakry swego czasu zdoby³y spore uznanie w niektórych marynarkach ¶ródziemnomorskich, lecz nigdy nie wystêpowa³y w wa¿nych rolach czy wiêkszych ilo¶ciach. Francuskie szebeki grupy Renard, z drugiej po³owy XVIII w., charakteryzowa³y siê bardzo z³ymi cechami ¿eglarskimi, zw³aszcza s³ab± zwrotno¶ci±, a winê przypisywano w³a¶nie zast±pieniu tradycyjnego takielunku ³aciñskiego takielunkiem polakry. Tym niemniej w marynarkach krajów w³oskich ca³kiem sobie chwalono takie &amp;#8222;klasyczne&amp;#8221; polakry jeszcze na prze³omie XVIII i XIX w. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Polakry cywilne (ale z odniesieniem nazwy teraz niemal wy³±cznie do s³upowych masztów) stosowano z du¿ym powodzeniem nawet w Kanale Bristolskim (na ciasnym i trudnym nawigacyjnie akwenie) w zaawansowanym XIX w. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Autor: Krzysztof Gerlach&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Artyku³ zosta³ redagowany przez Andrzeja Manoryk na podstawie materia³ów  i  dyskusji  opublikowanych przez Krzysztofa Gerlacha na Forum Okrêtów Wojennych (www. fow.pl). </description>

	</item>

<item>

   	 <image>
	
      	<url>http://twojadres.com/rss_images/rss.gif</url>

      	<title>MILITIS - Serwis Militarno-Historyczny - artyku³y</title>

      	<link>http://www.militis.pl/</link>

      	<description>Artyku³y</description>

    	</image>
	
	<title>22 czerwca 1941 &amp;#8211; Mark So³onin </title>

	<link>http://www.militis.pl/readarticle.php?article_id=181</link>

	<description>22 czerwca 1941 &amp;#8211; Mark So³onin &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tytu³: 22 czerwca 1941, &lt;br /&gt;
Autor: Mark So³onin,&lt;br /&gt;
Wydawca: Dom Wydawniczy REBIS,&lt;br /&gt;
Seria: Historia,&lt;br /&gt;
Oprawa: Twarda,&lt;br /&gt;
ISBN: 978-83-7510-130-0,&lt;br /&gt;
Wydanie: 1(dodruk 2008),&lt;br /&gt;
Liczba stron: 544,&lt;br /&gt;
Cena: 39.90.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
22 czerwca 1941 roku z samego ¶witu potê¿ne niemieckie dywizje pancerne sowieckie linie obrony jak no¿yczki kartkê papieru. Niemieckie czo³gi bij± przewag± techniczn± pojazdy radzieckiej my¶li technicznej, które w dodatku pozbawione s± os³ony lotniczej z powodu zniszczenia praktycznie ca³ego lotnictwa ZSRR za pomoc± jednego ataku lotniczego w którym Niemcy mieli zniszczyæ nawet do 5 ty¶. samolotów. Przewaga techniczna naje¼d¼cy nazistowskiego jest przyt³aczaj±ca, a okrucieñstwo dzia³ania zatrwa¿aj±ce. Pokojowo nastawiona ludno¶æ i w³adze ZSRR nie s± przygotowane do wojny choæ stawiaj± bohaterski opór mimo, ¿e  armia nie posiada kompletnie do¶wiadczenia z wojen których za wszelk± cenê chcia³ unikaæ bohater Zwi±zku Radzieckiego Józef Stalin. Biedny naród sowiecki stawia naje¼d¼cy na ka¿dym kroku twardy opór i walczy do ostatniego naboju, litra paliwa i ¿o³nierza &amp;#8211; nikt nie opuszcza frontu!. Ka¿dy broni jednej, s³usznej i najprawdziwszej ideologi. Taka jest wizja propagandzistów sowieckich i czê¶ciowo do dzi¶ rosyjskich na temat pocz±tku wojny ojczy¼nianej. Ile razy s³ysza³em w ró¿nych programach dokumentalnych, filmach, ile razy czyta³em w ksi±¿kach i artyku³ach o zniszczeniu lotnictwa armii czerwonej w 1941 roku w jeden dzieñ. Ile razy powtarzano mit zaskoczenia Armii Czerwonej atakiem niemieckim jak i równie¿ ile razy spotyka³em siê z usprawiedliwianiem sowietów poprzez argument nieprzygotowania do wojny. Wszystko te przekonania leg³y praktycznie w gruzach tak jak i ca³e te herezjê o przewadze Niemców na ka¿dym kroku nad armi± Stalina. Ksi±¿ka 22 czerwca 1941 roku, pokazuje nam od strony radzieckiej pocz±tek Wojny Ojczy¼nianej w ca³kowicie inny, wrêcz sensacyjny sposób ni¿ by³o to przedstawiane do dzi¶. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ksi±¿ka nie jest prób± pisania historii od nowa w oparciu o polityczne przekonania tylko dog³êbnym wyczerpaniem danego tematu w oparciu o odtajnione archiwa rosyjskie, liczne pamiêtniki uczestników wydarzeñ czerwca i lipca 1941 roku jak i wielu innych materia³ów. Baza bibliograficzna ksi±¿ki jest imponuj±ca i liczy 152  pozycjê. Ale nie jest to a¿ tak du¿o, przyt³aczaj±ca jest masa danych, informacji, cytatów oraz zestawieñ i analiz których nie da siê zliczyæ. Ktokolwiek próbowa³by negowaæ tezy i informacje zawarte przez pisarza musia³by zmierzyæ siê z ogromn± liczb± informacji maj±cych siê ze sob± skonfrontowaæ. Choæ co prawda kilka smaczków propagandowych jest tam nadal. Wszech obecne wys³awianie mo¿liwo¶ci czo³gów T-34 i KW staje siê w pewnym sensie irytuj±ce, co jednak nie ma istotnego wp³ywu na ogólna informacjê jak± chcia³ nam przedstawiæ autor o pierwszych dwóch miesi±cach wojny.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sama ksi±¿ka jest wykonana w bardzo dobry sposób za co nale¿y pochwaliæ  Dom Wydawniczy Rebis. Twarda ok³adka w ciemnych kolorach gwarantuje nam d³u¿sz± ¿ywotno¶æ wizualn±, ni¿ mia³o by to miejsce w ksi±¿ce o bia³ym kolorze oprawy. Wytrzyma³o¶æ i jako¶æ wykonania jest na odpowiednim poziomie. Minusem jest jednak brak tasiemki umo¿liwiaj±cej zaznaczenie miejsca w którym skoñczy³o siê lekturê, poniewa¿ ca³ej ksi±¿ki nie da siê przeczytaæ bez jej zamkniêcia. Mimo to, papier jest wytrzyma³y i ma dobr± jako¶æ a druk jest czytelny oraz nie nadwyrê¿a wzroku. W ksi±¿ce zobaczymy zaledwie kilka zdjêæ oraz mapek co pokazuje nam, ¿e ilo¶æ informacji udzielonej przez s³owo pisane jest bardzo du¿a. Zalet± jest równie¿ sposób ³±czenia kartek poprzez szyjce ich nitkami a nie klejem, który po jakim¶ czasie i d³ugim wykorzystywaniu ksi±¿ki zaczyna puszczaæ a strony wylatuj±. Reasumuj±c: ksi±¿ka pod wzglêdami technicznymi jest bardzo dobra. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pisarzem który stworzy³ to dzie³o jest Mark Siemionowicz So³onin urodzony w 1958 roku w Kujbyszewie. W roku 1975 ukoñczy³ ze z³otym medalem tamtejszy Instytut Lotniczy i podj±³ pracê w tajnym biurze konstrukcyjnym. W okresie reform polityczno-gospodarczych lat 1989-1992 za³o¿y³ klub polityczny. Przed dwudziestu laty zacz±³ studiowaæ historiê udzia³u ZSRR w II wojnie ¶wiatowej. Po stworzeniu ksi±¿ki o której jest tutaj mowa zosta³ uznany za nowego Wiktora Suworowa ale w przeciwieñstwie do niego nie zosta³ skazany na kare ¶mierci przez organy s±dowe ZSRR. Mimo takich porównañ, pisarze w swoich pracach odnosz± siê to pewnych spraw z innego punktu widzenia. Mark So³onin nie jest jednak autorem tylko jednej ksi±¿ki o kontrowersyjnym znaczeniu jak dla mas ludzi ¿yj±cych w b³êdzie. W swoim CV ma równie¿ ksi±¿kê pt. &amp;#8222;23 czerwca 1941. Dzieñ M&amp;#8221; oraz ksiê¿e pt. &amp;#8222;Na u¶pionych lotniskach&amp;#8221;. Recenzje tej pierwszej jest dostêpna na naszym portalu. Wszystkie s± na równie sensacyjne. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Autor 22 czerwca 1941 roku w kilkunastu punktach odnosi siê do wypowiedzi swojego kolegi pisarza Suworowa w sposób trochê prowokacyjny, trochê wy¶miewaj±cy i wyja¶niaj±cy b³êdy tego drugiego. Przyk³adem tego jest np. narzekanie na brak sprzêtu ³±czno¶ci lub te¿ wsparcia z powietrza i kompletnej dominacji wrogiego lotnictwa co jest podwa¿ane w tym obszernym tek¶cie w kilku miejscach. Autor nie tylko polemizuje z Suworowem, ale przede wszystkim skupia siê na przyczyn± klêski Armii Czerwone jw 1941 roku. Z wielu zebranych materia³ów i domys³ów wy³ania siê prawdziwy obraz sowieckiej armii. Armii w której panowa³ przed wojn± chaos a w czasie wojny chaos gigantyczny, pokazuje nam jak bardzo dowódcy ni¿szego strzebla ok³amywali dowódców wy¿szego szczebla, jak przerzucali siê winami i niemo¿no¶ci± dzia³ania z powodu braku sprzêtu czy te¿ zaopatrzenia. So³onin ukazuje nam prawdziwy obraz potencja³u Armii Czerwonej, wielokrotnie przewy¿szaj±cej mo¿liwo¶ci niemieckich trzech grupy armii i praktycznie dwukrotnie liczniejszej sprzêtowo ni¿ ca³ych si³ zbrojnych ca³ej III Rzeszy i sojuszników w Europie. Pisarz daje nam równie¿ do zrozumienia, i¿ argument braku nowoczesnego sprzêtu jest bzdur±. W dok³adny sposób rozrysowany mam prawdziwy obraz armii czerwonej, posiadaj±cej nie dziesi±tki ale setki czo³gów T-34 i KW,  wiele bardzo szybkich i nie najgorszych czo³gów BT oraz wielk± liczbê pojazdów pancernych z których czê¶æ mia³a uzbrojenie porównywalne z niemieckimi czo³gami typu trzeciego. Nie wspomnê ju¿ o innym sprzêcie i mo¿liwo¶ciach produkcyjnych III Rzeszy i ZSRR. Gdy czyta siê te informacje, nie mo¿na uwierzyæ, i¿ strona niemiecka dysponuj±ca w wiêkszo¶ci gorszym sprzêtem l±dowym i o wiele mniejszymi si³ami lotniczymi by³a w stanie doj¶æ a¿, do Moskwy, Leningradu i Kijowa, a pó¼niej nawet na Kaukaz. Po prostu ilo¶æ danych liczbowych przerasta mo¿liwo¶æ ich zapamiêta³a a baza bibliograficzna i przypisy w pe³ni przekonuj± czytelnika do tezy autora. Wyj±tkiem s± osoby ¿yj±ce z  wyboru w zak³amanym ¶wiecie, ignorancji oraz ludzi nie chc±cy zmieniaæ b³êdnej swojej wiedzy to tej kampanii.  Mark So³onin jednak nas nie zanudza, wprost przeciwnie. Poprzez liczny fragmenty przepe³nione sarkazmem oraz pokazywaniem po prostu ¶miesznych poczynaj dowódców radzieckich ksi±¿ka staje siê nie tylko ciekawa ze wzglêdu na fakty, ale równie¿ interesuj±ca ze wzglêdu na ciekawo¶æ, co takiego czerwoni wujkowie ze wschodu jeszcze wymy¶l± w swojej g³ówce. Szczególnie ¶mieszne s± fragmenty tekstu dotycz±ce przebudowywania jednostek lotniczych które maja po prostu kuriozalne i niewyobra¿alnie g³upie uzasadnienia jak i ich przebieg. Lektura ciekawa, interesuj±ca, zmieniaj±ca wszelkie utarte w wszelkich podrêcznikach historii wizje tej kampanii. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sama ksi±¿ka na szczê¶cie nie jest chaotyczn± wyliczank± sprzêtu, ilo¶ci wojsk czy te¿ ot tak rzucanych danych technicznych. Autor postara³ siê o precyzje rozmieszczenie materia³u, który wygl±da w nastêpuj±cy sposób. Na samym wstêpie zapoznajemy siê z dwustronicowym tekstem od t³umacza ksi±¿ki z jêzyka rosyjskiego na polski Tomasza Lisieckiego. I wbrew opiniom, nie przeczytamy w tym momencie o trudno¶ciach t³umaczenia, ale o kontrowersyjno¶ci ksi±¿ki oraz dostaniemy gar¶æ pytañ i stwierdzeñ na które us³yszymy po czê¶ci odpowiedz w dalszej czê¶ci ksi±¿ki. Tekst autora ksi±¿ki zaczyna siê skierowaniem wprost do czytelnika podziêkowañ za trud zapoznania siê z tym materia³em jak i zapoznamy siê z podstawami powstania ksi±¿ki. Po przebrniêciu dalej naszym oczom ukazuje siê krótki wiersz Anny Achmatowej pt. &amp;#8222;W czterdziestym roku&amp;#8221;, a po nim mamy mo¿liwo¶æ zapoznania siê z kilku stronicow± histori± powstawania tekstu jak i motywacji która kierowa³a autorem do jej stworzenia. Po tych ma³ych tek¶cikach przenosimy siê w koñcu do tekstu najbardziej sensacyjnego &amp;#8211; opisu wydarzeñ roku 1940/1941. W ksi±¿ce jest ostatecznie piêæ czê¶ci tematycznych, ka¿dy dotycz±cy innego okrêgu wojskowego, innej problematyki frontowo &amp;#8211; jednostkowej oraz kwestii dowódczo &amp;#8211; rozkazodawczych. Nie ma sensu siê na tym zag³êbiaæ, poniewa¿ ilo¶æ ró¿nych tematów w ka¿dej czê¶ci wynosi od 7 do 13 ro¿nych tematycznej dywagacji nad danym problemem. Uchylê r±bka tajemnicy i dodam jako informacje szczegó³owe, ¿e ka¿dy z nas zapozna siê z m. in. niezwykle dziwn± histori± dzia³añ 1.DPanc. ZSRR w czerwcu i lipcu 1941 roku, dowie siê du¿o nowych informacji o zaprzepaszczonych przez Rosjan szans pokonania Wehrmachtu w regionie Bia³egostoku i Grodna, dowie siê prawdy o obronie twierdzy Brzeskiej, czy te¿ tylko z nazwy wielkie bitwy pod Dubn± jak i wieli innych wydarzeniach 1941 roku. Nie zabraknie sensacji jak i rzeczy ju¿ znanych, ale te pierwsze bêd± przewa¿aæ. G³ówn± sensacja jest samo przes³anie jakie daje nam autor. Podkre¶la, ¿e g³ównym powodem pora¿ki Rosjan by³a paniczna ucieczka i masowa dezercja czerwonoarmistów porzucaj±cych w ka¿dym dniu dziesi±tki dzia³, czo³gów i broni bez najmniejszego powodu. Nawet opisana jest sytuacja, gdy to ¿o³nierze pochowali ¿ywcem rannego dowódcê XV.KZmech., ¿eby nie przeszkadza³ w ucieczce, dezercji i odwrocie. Mia³ jednak szczê¶cie, oficer  z sztabu armii kaza³ odkopaæ grób. Jedyn± rzecz± nie porzucon± na polu walk i g³êboko na zapleczu frontu s± ciê¿arówki &amp;#8211; niezmiernie potrzebna do ucieczki w g³±b kraju. Na zakoñczenie autor rzuca nam po d oko indeks pe³en nazw skrótów, struktury nazewnictwa jednostek, skrótowy opis sk³adu i uzbrojenia stron konfliktu, strukturê si³ zbrojnych III Rzeszy i ZSRR oraz piêkn± i d³ug± listê bibliograficznych. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ksi±¿ka ta jest nie tylko kontrowersyjna dla starszego pokolenia wychowanego w wiêkszo¶ci osób propagandy PRL, która do dzi¶ w wielu formach pozosta³a w ksi±¿kach jak i wiedzy masy ludzi, ale równie¿ wielu ludzi zajmuj±cych siê tematyk± II wojny ¶wiatowej. Tu¿ po jej opublikowaniu w Rosji jak i innych pañstwach, na stronach internetowych oraz zakamarkach uczelni wybuch³y gwa³towne dyskusje na temat tez zawartych w tej wielkiej po¿ytecznej pracy. So³onin daje czytelnikowi now±, g³êbok± i obiektywn± interpretacjê przebiegu wojennych wydarzeñ. Od czasu Lodo³amacza Wiktora Suworowa nikt w ten sposób nie pisa³ o pocz±tkowym okresie wielkiej wojny ojczy¼nianej. A ju¿ tym bardziej, ¿aden z Rosjanin, maj±cych swojego dziadka w Arami Czerwonej i walcz±cego w Wojnie Ojczy¼nianej. Ka¿dy kto nie boi siê zmian, musi mieæ na szafce obok biurka przeczytana t± ksi±¿kê od pierwszego s³owa do ostatniego. Jeszce lepiej bêdzie, jak ka¿dy przeczyta ca³± trylogiê So³onina. Polecam. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Autor: Artur Micek &quot;Weteran&quot;</description>

	</item>

<item>

   	 <image>
	
      	<url>http://twojadres.com/rss_images/rss.gif</url>

      	<title>MILITIS - Serwis Militarno-Historyczny - artyku³y</title>

      	<link>http://www.militis.pl/</link>

      	<description>Artyku³y</description>

    	</image>
	
	<title>Niemiecka broñ V-1 i V-2 &amp;#8211; £ukasz Piechocki </title>

	<link>http://www.militis.pl/readarticle.php?article_id=180</link>

	<description>Niemiecka broñ V-1 i V-2 &amp;#8211; £ukasz Piechocki &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tytu³: Niemiecka broñ V-1 i V-2, &lt;br /&gt;
Autor: £ukasz Piechocki, &lt;br /&gt;
Wydawca: Dom Wydawniczy REBIS,&lt;br /&gt;
Seria: Historia,&lt;br /&gt;
Oprawa: Twarda,&lt;br /&gt;
ISBN: 978-83-7510-396-0,&lt;br /&gt;
Wydanie: 1(2009),&lt;br /&gt;
Liczba stron: 168,&lt;br /&gt;
Cena: 35.90&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szukasz informacji o niemieckiej wunderwaffe nr.1 i 2?  Dobrze trafi³e¶! Wystarczy trochê siê wysiliæ i dostaniesz dobr± ksi±¿kê £ukasza Piechocki pt. &amp;#8222;Niemiecka broñ V-1 i V-2. Co prawda w ksi±¿ce tej nie ma informacji o tajemniczej broni jak lataj±ce nazistowskie spodki, czy te¿ czo³g o wielko¶ci bloku, ale jest sporo informacji o historycznych i ca³kiem prawdziwych obiektach lataj±cych które spowodowa³y nie jedn± tragediê w Europie Zachodniej. £ukasz Piechocki przedstawia nam w skondensowany sposób historiê niemieckiego samolotu-pocisku V-1 oraz rakiety V-2. I ju¿ wyja¶niam zmartwionych czytelników szukaj±cych historycznych opisów a nie monotonnych analiz technicznych &amp;#8211; ta ksi±¿ka jest dla was. Tekst was nie zanudzi, tylko skupi do czytania. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po ras pierwszy w ¿yciu przeczyta³em ksiê¿e licz±c± 168 stron w dwa dni. Wszystko dziêki bardzo przyjaznemu dla czytelnika - laika stylowi w jaki sposób napisana jest ta ksi±¿ka. Tekst napisany jest w zrozumia³y, przystêpny sposób, bez zbêdnych d³ugich jêzykowych komplikacji, co u³atwia szybkie czytanie i przetwarzanie informacji bez koniecznych przystanków, by zebraæ my¶li. Wsparcie w tym zapewnia mam kilkana¶cie tabel, zdjêæ (w tym kilka kolorowych) oraz map. Choæ co prawda, te ostatnie nie s± bardzo dok³adne to jednak dla czytelnika pasjonata wystarczaj±ce. Autor podrzuca nam równie¿ kilka schematów konstrukcji broni, które to nie nadaj± siê do stworzenia kopij pocisku w w³asnym warsztacie, ale wyra¼nie widaæ na nich wiele ró¿nych szczegó³ów i ogólny charakter konstrukcji broni V-1 i V-2. Równie¿ szukaj±c nazwisk ro¿nych naukowców i nie tylko, bardzo przydatny jest rozbudowany kilku stronicowy indeks. A wszystko to jest umieszczone na 168 stronach papieru dobrej jako¶ci w twardej i mocnej ok³adce. Ze wzglêdu jednak na bia³± czê¶ciowo ok³adkê, trzeba dbaæ o ksi±¿kê i czytaj j± w czystych palcach je¶li chcemy, ¿eby nie straci³a szybko na estetyce. Wad± wed³ug mnie jest tylko jedna wada, ¿eby zapoznaæ siê z przypisem musimy przekartkowywaæ ksi±¿kê. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
O samym autorze niewiele siê mo¿na dowiedzieæ z tej ksi±¿ki. Jest to m³ody pisarz urodzony w 1978 roku w Jarocinie. Po zakoñczeniu edukacji przygotowawczej do matury zosta³ studentem Wydzia³u Historii Uniwersytety im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, gdzie skoñczy³ studia w 2002 roku. Wielu mo¿e mieæ w±tpliwo¶ci co do tej osoby, ale s± one ca³kowicie b³êdne poprzez dwa argumenty &amp;#8211; pierwszy to prof. dr hab. Zbigniew Pilarczyk który jest autorem krótkiej przedmowy oraz redaktorem merytorycznym. Drugi argument to sama ksi±¿ka.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Autor swoj± prace podzieli³ na trzy czê¶ci. Pierwsza przedstawia nam na 36 stronach historiê powstania samolotów &amp;#8211; pocisków V-1 i rakiet V-2. Opis ich powstania nie jest d³ugi, co oczywi¶cie ma swoje plusy (szybko¶æ ogarniêcia tre¶ci i zapamiêtania podstawowych informacji bez zbêdnej d³ugiej analizy szczegó³owych informacji, raczej nie potrzebnych zwyk³emu czytelnikowi) oraz minusy choæ te dla wiêkszo¶ci czytelników s± niezbyt przydane. Przynajmniej ja nie mam powodów do narzekania. Choæ o paru naprawdê minimalnych szczegó³ach mo¿na by³oby wspomnieæ, jak np. dok³adna lista lokalizacji miejsc w Polsce gdzie spad³y testowe V-1. Na tych niespe³na czterdziestu stronach opisana zosta³a równie¿ biografia twórców tej wunderwaffe jak i ich trudne pocz±tku twórczo¶ci naukowej, poprzeplatane z wieloma problemami, ale i przychylno¶ci± Adolfa Hitlera do to cudownej i niekonwencjonalnej broni w okresie miêdzywojennym. Czê¶æ druga staje siê ju¿ bardziej ciekawsza jak dla mnie. Na 60 stronach maszynopisu £. Piechocki przedstawia nam historiê wykrycia przez aliantów niemieckiej tajemnicy wojskowej maj±cej odwróciæ losy wojny. W jednym rozdziale czytamy o dzia³alno¶ci Armii Krajowej, której to poszczególne oddzia³y i placówki zdobywa³y cenne informacjê o nazistowskiej nowej boni. Co wa¿ne, autor du¿o miejsca po¶wiêci³ chlubnej karcie wywiadu AK, który najpierw odkry³ o¶rodek rakietowy w Peenemünde, a potem wykrad³ i pomóg³ przekazaæ aliantom egzemplarz V-2. Dowiemy siê równie¿ o akcjach pozyskiwania czê¶ci broni V-1 i V-2 oraz podziemnych próbach badania naukowego tej borni jak i sposobie przesy³ania informacji na ten temat do Londynu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nastêpnie mamy mo¿liwo¶æ zapoznania siê z szczegó³ami nalotu na Peenemunde oraz dowiedzenia siê w jaki sposób produkowano samoloty-pociski V-1 oraz rakiety V-2.  Autor przedstawia nam tragiczn± informacje zwi±zane z produkcj± tej broni i ciê¿kich warunkach przymusowych robotników pracuj±cych m.in. w podziemnej fabryce&amp;#8222;Dora&amp;#8221;. Oczywi¶cie, pisarz równie¿ przedstawia nam informacjê jakie zdobyli sami alianci jak i francuski ruchu oporu we w³asnym zakresie. Co ciekawe dowiemy siê równie¿ jak by³o wiele niewiadomych dla wywiadu alianckiego o tej broni w latach 1939-1943.  Ostatnia czê¶æ jest w sam raz po¶wiêcona dla zapaleñców historii dzia³añ bojowych. W tym dziale ka¿dy z czytelników zapozna siê z histori± dzia³añ lotnictwa alianckiego próbuj±cego broniæ po³udniow± Angliê przed uderzeniami samolotów &amp;#8211; pocisków V-1. Równie¿ sporo jest owy o atakach rakiet V-2 i braku ¶rodków obronnych mog±cy powstrzymaæ te obiekty, oprócz radaru, systemu alarmowego i nalotach na wyrzutnie. Poznamy równie¿ tam polskich lotników walcz±cych z V-1 wykonuj±cych ¶miertelnie gro¼ne zadania str±cania ich za pomoc± wywrócenia do góry dnem samolotu-pocisku V-1 metod± poderwania jej skrzyd³a za pomoc± skrzyd³a swojego my¶liwca. Równie¿ ka¿dy czytelnik dowie siê jak wygl±da³o odpalanie V-1 z katapulty l±dowej jak i samolotów bombowych specjalnie do tego przeznaczonych. Nie zabraknie jednak równie¿ cytatów z ¶miesznymi i ¿artobliwymi sytuacjami ¿o³nierzy. Pisarz przedstawi nam równie¿ skutki uderzeñ wrogich obiektów w Londyn i inne miejsca Anglii jak i opisze nam wp³yw tej wunderwaffe na przebieg dzia³añ zbrojnych i ca³ej wojny. Na koniec zapoznamy siê z powojenna histori± twórców tej broni jak i konstrukcji które stworzyli. Dowiemy siê równie¿ sporo o próbach v-1 i V-2 wielkiej czwórce powojennych mocarstw. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ka¿dy kto uwa¿a, ¿e w Polsce nie ma odpowiednich materia³ów dotycz±cych tej nowatorskiej w tamtym okresie broni, powinien po¶wieciæ te kilka z³otych i zdobyæ t± ksi±¿kê, by przekonaæ siê, ¿e temat ten jest nadal aktualny i nieznany wielu osobom. Ka¿dy s³ysza³ o Bitwie o Wielk± Brytaniê i terrorze nalotów, ale wielu ludzi zapomina o prawdziwym horrorze jaki prze¿yli Anglicy, a pó¼niej Belgowie i Francuzki w 1944 i 1945 roku od obiektów wymienionych w tytule ksi±¿ki £ukasza Piechockiego.  Zachêcam do lektury ksi±¿ki i pog³êbienia wiedzy na ten rakietowo - lotniczy aspekt wojny. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Autor: Artur Micek &amp;#8222;Weteran&amp;#8221; </description>

	</item>

<item>

   	 <image>
	
      	<url>http://twojadres.com/rss_images/rss.gif</url>

      	<title>MILITIS - Serwis Militarno-Historyczny - artyku³y</title>

      	<link>http://www.militis.pl/</link>

      	<description>Artyku³y</description>

    	</image>
	
	<title>Dlaczego Niemcy uderzyli na Verdun?</title>

	<link>http://www.militis.pl/readarticle.php?article_id=179</link>

	<description>Wydawca: Wydawnictwo&quot; &quot;Forteca&quot;&lt;br /&gt;
Ok³adka: miêkka&lt;br /&gt;
Liczba stron: 64&lt;br /&gt;
Rok wydania: 2004&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwsza wojna ¶wiatowa kojarzy siê historykom jak równie¿ laikom z bezmiarem u¿ytych ¶rodków podczas kolejnych ofensyw i lokalnych staræ na wszystkich frontach. Rok 1916 ma swoje dwie wielkie bitwy na froncie zachodnim: Verdun i Somme. Mo¿na powiedzieæ, i¿ s± to swego rodzaju &amp;#8222;wizytówki&amp;#8221; pierwszej wojny ¶wiatowej. Obie by³y planowane z rozmachem od d³u¿szego czasu i mia³y ¶ci¶le okre¶lone cele. Autorem   pracy   La bataille a Verdun jest oficer francuskiej armii, pp³k H. Corda. W Polsce monografia ukaza³a siê w 1923 roku. Pracê prze³o¿y³ z jêzyka francuskiego kapitan sztabu generalnego, A. Steb³owski. Monografia pp³k Cordy jest prac± napisan± tu¿ po pierwszej wojnie ¶wiatowej, ukazujê tê wielk± bitwê w sposób jednostronny, lecz mimo to autor podaje wiele informacji, które s± aktualne i zgodne ze stanem dzisiejszych badañ nad tematyk± zmagañ o Verdun. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
             Verdun jako  symbol narodzin przysz³ej Francji i Niemiec mia³o ogromne znaczenie symboliczne zarówno dla Niemiec jak i dla Francji. Pp³k Corda w swoim studium o bitwie pod Verdun przytacza trafne powody skupienia wielkich si³ w celu zdobycia tego¿ miasta jak równie¿ okalaj±cych go fortów. Zajêcie Verdun  by³oby nie tylko zdobyciem twierdzy bêd±cej najbardziej wysuniêtym systemem fortyfikacji ale równie¿ rozbiciem broni±cej Verdun armii. W konsekwencji tych dzia³añ mia³by powstaæ wy³om we froncie pomiêdzy armiami zachodniego i ¶rodkowego odcinka, a armiami wschodniego odcinka. Powsta³a luka we froncie by³aby nieosi±galna dla zbytnio oddalonych  posi³ków angielskich. Kontrola Verdun by³aby zabezpieczeniem Metzu oraz Lotaryngii przed atakami armii francuskiej. Ponadto Verdun wybrano na trofeum dla Kronprinza. Pu³kownik przytacza jeszcze inne powody ataku, a mianowicie podniesienie znaczenia Hohenzollernów, os³abienie ducha bojowego francuskiej armii, ukazanie neutralnym pañstwom jak i ca³emu ¶wiatu potêgi niemieckiej armii. Pp³k Corda wspomina równie¿ o s³abo¶ci komunikacji i zaopatrzenia Verdun. Francuzi dysponowali dwoma liniami kolejowymi, przy czym linia Verdun &amp;#8211; Saint &amp;#8211; Menehould &amp;#8211; Chalons by³± czêsto niszczona przez niemieck± artyleriê, a w±skotorowa linia Bar-le-duc &amp;#8211; Verdun mia³a nisk± przepustowo¶æ. Niemcy dysponowali w tym rejonie kilkunastoma liniami kolejowymi. Inn± s³abo¶ci± Verdun by³a dolina rzeki Mozy, która zim± by³a zalana wod± wiêcej ni¿ na kilometr wszerz. Powodowa³o to podzielenie linii francuskiej obrony na dwie czê¶ci.   &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przytoczone powy¿szej przyczyny rozpoczêcia bitwy wymagaj± uzupe³nienia przez wspó³czesn± literaturê przedmiotu. Istotnym czynnikiem sk³aniaj±cym do wyboru Verdun jako celu ofensywy by³a jego s³abo¶æ w postaci niedozbrojenia poszczególnych fortów. Zespó³ 21 fortów sprawdzi³ siê podczas bitwy nad Marna w 1914 roku. Obroñcy zatrzymali wojska Kronprinza ale w okolicach Saint-Mihiel zdo³a³y siê wbiæ w pozycje francuskie. Rejon fortów by³ zatem klinem o podstawie ok. 40 km i froncie d³ugim na 100 km. Praca omawia nie tylko szczegó³owy przebieg staræ ale co wa¿ne przedstawia po³o¿enie Ententy i Pañstw Centralnych na pocz±tku 1916 roku. Autor skupia siê na dotychczasowych osi±gniêciach Niemiec. Elementy przewagi Pañstw Centralnych jak pokonanie Serbii, Czarnogóry czy sukcesy w walkach na froncie wschodnim jest przeciwstawiana korzystnej pozycji Ententy. Wolny dostêp do morza zapewnia³ Koalicji mo¿liwo¶æ odbudowy gospodarczej i finansowej. Ponadto we Francji, Anglii i Rosji na wielka skalê rozpoczyna siê militaryzacja przemys³u od 1915 roku. Corda zwraca uwagê na si³ê jednolitego dowództwa po stronie Pañstw Centralnych i o dzia³aniach Brianda maj±cych na celu budowê trwa³ego porozumienia w prowadzeniu wspólnych operacji wojskowych Ententy. Ponadto nale¿y zwróciæ uwagê na syntezê spotkañ w Chantilly i celów jakie wyznacza³y cz³onkom Koalicji. Chodzi o wspólne uderzenie na froncie zachodnim, wschodnim i w³oskim. Wa¿ne by³o rozpoczêcie ataku na wszystkich frontach jednocze¶nie lub z ma³ymi odstêpami w czasie aby uniemo¿liwiæ nieprzyjacielowi przerzucenie posi³ków na bardziej zagro¿one odcinki frontów. Data ataku zostaje ustalona na 1 lipca 1916 roku. Jednak wydarzenia, które nast±pi± sze¶æ dni pó¼niej zmusz± w miarê up³ywu czasu g³ównodowodz±cego armi± francusk± gen Joffre&amp;#8217;a do skorygowania udzia³u dywizji francuskich w ofensywie nad Somm±. Ponadto autor przedstawia ró¿nice zdañ dowódców niemieckich odno¶nie frontu na, który nale¿y uderzyæ. Hindendurg i jego szef sztabu Ludendorff skupiaj± siê na froncie wschodnim. Cesarz Wilhelm, nastêpca tronu  i szef sztabu generalnego Fankenhayn s± zwolennikami ataku na zachodzie, gdy¿ uwa¿aj±, ¿e to Francja jest g³ównym przeciwnikiem Niemiec i filarem Koalicji. Dowództwo niemieckie przeczuwa³o wspólne natarcie Ententy i dlatego postanowiono zaatakowaæ przed wiosn±, gdy¿ Pañstwa Centralne zdawa³y sobie sprawê ze s³abo¶ci rosyjskiej armii po klêskach w 1915 roku. Dlatego Koalicja mog³a rozpocz±æ ofensywê dopiero na wiosnê lub latem. Monografia pp³k Cordy  podaje równie¿ istotne informacje o przygotowaniach niemieckich do ofensywy tj. o ¶ci±ganiu dywizji z innych frontów, budowie sk³adów i wytwórni materia³ów wybuchowych na ty³ach frontu itp. Corda opisuje równie¿ przygotowania francuskiego naczelnego dowództwa do lipcowej ofensywy. Chodzi o wycofywanie z frontu du¿ych zgrupowañ wojska na ty³y i rozmieszczanie ich w pobli¿u linii kolejowych. Autor przytacza dzia³ania maj±ce na celu poszerzenie linii kolejowy nad Moz± aby przewoziæ zaopatrzenie dla 10 korpusów armii dziennie. Oznaki gotuj±cej siê ofensywy niemieckiej zostaj± pocz±tkowo lekcewa¿one ze wzglêdu na obawê przed natarciem na innych odcinkach frontu. Inn± przyczyn± w±tpliwo¶ci odno¶nie celu ataku by³ brak niektórych podstawowych przygotowañ terenowych ze strony niemieckiej. Dzi¶ ju¿ wiemy, ¿e os³abione i pozbawione artylerii forty nie by³y gotowe do odparcia szturmu. Verdun  nie by³o potê¿nym fortem lecz system fortów i fortyfikacji polowych. Po zniszczeniu przez niemieck± artyleriê fortów Namur czy Liege francuskie dowództwo straci³o wiarê w sens silnych uzbrojonych fortyfikacji. Verdun by³o zatem Rejonem Ufortyfikowanym Verdun ( Region Fortifiee de Verdun).  Autor wspomina o nades³anych posi³kach w postaci dwóch dywizji piechoty. Ponadto XX korpus przygotowywa³ siê do za³adunku, a VII stacjonowa³ ko³o Bar-le-duc. Umocnienia polowe przed lini± fortów mia³y zabezpieczaæ je przed ostrza³em. Wysuniête pozycje mia³y oddalaæ ryzyko zniszczenia umocnieñ zmuszaj±c przeciwnika do walki w terenie. Autor przytacza zamierzenia strategiczne armii niemieckiej. Najpierw 3 korpusy( VII, XVIII, III ) mia³y prze³amaæ linie frontu w ¶rodkowym odcinku, a nastêpnie otoczyæ wycofuj±ce siê si³y francuskie. Pp³k Corda w dalszej czê¶ci monografii podajê zrozumia³y podzia³ bitwy na cztery okresy. Ka¿dy okres jest podzielony ze wzglêdu na charakter walk, w oparciu o zdobycze i straty walcz±cych stron. Ponadto w ka¿dym z czterech etapów bitwy jest wyszczególniona sytuacja na prawym i lewym brzegu Mozy. Dalsza czê¶æ pracy opisujê kolejne etapy walk uwzglêdniaj±c po³o¿enie walcz±cych stron. Jest to do¶æ szczegó³owy opis dzia³añ armii francuskiej i niemieckiej, który ukazujê niejednokrotnie dramat i po¶wiêcenie ¿o³nierzy. Francuzi broni± siê bohatersko ale nie wytrzymuj± ognia artyleryjskiego. 25 lutego pada fort Douamount. Przybycie posi³ków i przekazanie dowództwa 2 Armii broni±cej Verdun genera³owi Petain stabilizujê sytuacjê. 6 marca Niemcy atakuj± na prawym brzegu  Mozy rejon wzgórza 304 i Mort homme. Na lewym brzegu równie¿ trwaj± zaciête walki. Do koñca kwietnia obie strony ponosz± znaczne straty. W maju gen. Nivelle zastêpuje Petain&amp;#8217;a i rozpoczyna seriê kontrataków w celu odzyskania utraconego terenu. Francuzi odbijaj± na krótko fort Doumount, ale nie utrzymuj± siê d³ugo pod naporem niemieckiej armii. Niemcy otaczaj± fort Vaux i jego kapitulacja 7 czerwca stawia w trudnej sytuacji wojska francuskie. W wyniku kolejnych natarc Niemcom udaje siê zaj±c do 24 czerwca: Thiamount, Fleury  i fort Souville. W po³owie lipca natê¿enie walk spada i dopiero ataki francuzów w pa¼dzierniku i listopadzie przynosz± odzyskanie fortów Doumount i Vaux. W grudniu Francuzi atakuj± w rejonie Ornes. Linia frontu niewiele siê ró¿ni od tej z 21 lutego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
             Pp³k Corda wspomina w swojej pracy równie¿ o bitwie na Somm±. Chwali gen. Joffre&amp;#8217;a za wysy³anie do Verdun skromnych si³, gdy¿ genera³ nie traci³ przez to perspektywy lipcowej ofensywy i potrzebnych do tego si³. Gen. Petain niejednokrotnie narzeka³ na postawê Joffre&amp;#8217;a. Jednak g³ównodowodz±cy chcia³ przej±æ inicjatywê o czym wspomina pp³k. Corda. Autor zwraca równie¿ uwagê na znaczenie bitwy nad Somm± dla rozstrzygniêcia starcia pod Verdun. Lipcowa ofensywa nad Somm± zmusi³a Niemców do przerzucenia czê¶ci si³ w rejon walk. Pod Verdun musieli przybraæ postawê wyczekuj±c±. Pp³k. Corda skupia siê równie¿ nad przygotowaniami Francuzów w pa¼dzierniku i listopadzie do odzyskania fortów Doumount i Vaux. Specjalne æwiczenia i manewry mia³y odpowiednio przeszkoliæ ¿o³nierzy francuskich. Pp³k Corda nie krytykuje gen. Nivelle&amp;#8217;a za krwawe kontrataki ani gen. Joffre&amp;#8217;a za zbytnie skupianie siê na ofensywie Ententy w lipcu. Udzia³ Francuzów w bitwie nad Somm± i tak uleg³ znacznemu zmniejszeniu. Jak ju¿ wspomina³em praca pp³k Cordy jest godna uznania lecz ma kilka nie¶cis³o¶ci o których poniek±d wspomina³em i chcia³bym jeszcze po¶wiêciæ im parê s³ów. Otó¿ autor b³êdnie przytacza liczbê 500 tys.  poleg³ych Niemców pod Verdun kiedy ich straty wynios³y ok. 330 tys.  w tym ok. 140 tys.  poleg³ych i zaginionych. Francuskie straty siêgnê³y ok. 378 tys.  w tym ok. 162 tys. poleg³ych i zaginionych. Nale¿y równie¿ dodaæ, i¿ Verdun mia³o byæ pocz±tkowo po prostu zdobyte o czym nie wspomina w swojej pracy pp³k Corda. Z czasem jednak gen. Fankelhayn zdecydowa³ o uczynieniu z Verdun miejsca ,w którym mia³a siê wykrwawiæ francuska armia jedynaków na skutek zmasowanego ostrza³u artyleryjskiego , gdy¿ wiele rodzin mia³o wówczas tylko jedno dziecko i gen. Fankelhayn uwa¿a³, i¿ ogromne straty Francuzów walcz±cych pod Verdun wp³yn± negatywnie na opinie publiczn±. Dokument jakoby potwierdzaj±cy zamierzenia gen. Fankenhayna czyli projekt ataku na Verdun mia³ byæ rzekomo przedstawiony cesarzowi Wilhelmowi II w Bo¿e Narodzenie 1915 roku. Jednak niemiecki historyk Gerd Krumerich dowiód³, i¿ ów dokument to apokryf maj±cy uzasadniæ ogromne straty niemieckiej armii i pocz±tkowe niepowodzenia. Autor i czê¶æ wspó³czesnej literatury przedmiotu zapomina o tym, ¿e Verdun nie od razu sta³o siê swego rodzaju kot³em do przelewania francuskiej krwi. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
             Praca pp³k Cordy zas³uguje na uznanie za rzetelny opis staræ jak równie¿ za opis do¶wiadczeñ jakie wnios³a francuska armia w trakcie i po bitwie pod Verdun. Pomimo pewnych nie¶cis³o¶ci wynikaj±cych prawdopodobnie z braku perspektywy czasu i stanu badañ, praca ta nale¿y i nale¿eæ powinna do grona publikacji opisuj±cych t± wiekopomn± bitwê. Na zakoñczenie chcia³bym podaæ pewne dane nie zamieszczone w pracy pp³k Cordy. Otó¿ na rejon Ufortyfikowany Verdun spad³o ok. 30 milionów pocisków o kalibrze powy¿ej 120mm nie licz±c pocisków lekkich. Pierwsza Wojna ¦wiatowa pozostawi³a w ¶wiadomo¶ci Francuzów niezatarte wspomnienia i wyry³a g³êbokie bruzdy w ich narodowej pamiêci. Verdun na zawsze pozostanie dla tego narodu symbolem po¶wieceñ i wielkiej determinacji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Autor: Mateusz Jonkowski</description>

	</item>

<item>

   	 <image>
	
      	<url>http://twojadres.com/rss_images/rss.gif</url>

      	<title>MILITIS - Serwis Militarno-Historyczny - artyku³y</title>

      	<link>http://www.militis.pl/</link>

      	<description>Artyku³y</description>

    	</image>
	
	<title>Ogólny zarys problematyki polskiej wojny obronnej 1939</title>

	<link>http://www.militis.pl/readarticle.php?article_id=178</link>

	<description>Preludium wojny&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rz±dy pañstw, które uczestniczy³y w I wojnie ¶wiatowej, zawieraj±c traktaty pokojowe z Pañstwami Centralnymi nie zdo³a³y zapewniæ Europie trwa³ego pokoju, a powo³ana do jego utrzymania Liga Narodów okaza³a siê fiaskiem politycznym. Do pañstw, które szczególnie czu³y siê pokrzywdzone przez &quot;system wersalski&quot;, nale¿eli s±siedzi Polski: Rzesza Niemiecka oraz Rosja Sowiecka. Przez ca³y okres dwudziestolecia miêdzywojennego ich rz±dy stara³y siê na wszelkie sposoby doprowadziæ do rewizji tzw. &quot;³adu wersalskiego&quot;. Od 1933 roku, po objêciu przez Hitlera w³adzy w Rzeszy, sytuacja polityczna wokó³ Polski stawa³a siê coraz bardziej napiêta.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rozpocz±³ siê okres izolacji politycznej Polski przed now± agresj±. Do takiej mo¿liwo¶ci prowadzi³ kierunek jaki obra³a Polska dyplomacja, która od pocz±tku stara³a utrzymaæ jak najlepsze stosunki zarówno z III Rzesz±, jak i ZSRR. Ukoronowaniem politycznego balansowania by³o podpisanie i ratyfikowanie w 1932 r. polsko-sowieckiego paktu o nieagresji, a dwa lata pó¼niej polsko-niemieckiej deklaracji o niestosowaniu przemocy. Po podpisaniu paktu nast±pi³o wyra¼ne zbli¿enie pomiêdzy Warszaw± a Berlinem, co spowodowa³o ¿e w umy¶le Hitlera powsta³ plan wci±gniêcia Polski w ekspansjê niemieck±. Po konferencji monachijskiej Adolf Hitler z³o¿y³ polskim dyplomatom propozycjê stworzenia sojuszu przeciwko Zwi±zkowi Sowieckiemu. Jednak ze wzglêdu na ró¿nicê potencja³ów porozumienie mia³o byæ nierównoprawne ale korzystne dla obydwu stron. W zamian za podpisanie politycznego cyrografu, oznaczaj±cego zgodê na uzale¿nienie siê w zakresie polityki zagranicznej i straty terytorialne, Rzeczpospolita mia³a uzyskaæ sojusznika oraz gwarancje wspólnych granic.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Polska dyplomacja przez d³u¿szy czas unika³a udzielenia jednoznacznej odpowiedzi na propozycje Hitlera. Dzia³o siê tak a¿ do momentu, gdy do akcji w³±czy³a siê dyplomacja brytyjska, rozbudzona z³amaniem postanowieñ monachijskich - zajêciem Czechos³owacji, a nastêpnie Okrêgu K³ajpedy. Gdy 31 marca 1939 roku w brytyjskiej Izbie Gmin premier Neville Chamberlain wypowiedzia³ s³owa: &quot;Na wypadek jakichkolwiek dzia³añ wojennych, mog±cych wyra¼nie zagroziæ niepodleg³o¶ci Polski i które by Rz±d Polski uzna³ zatem za konieczne odeprzeæ przy u¿yciu swych narodowych si³ zbrojnych Rz±d Jej Królewskiej Mo¶ci bêdzie siê czu³ zobowi±zany do udzielenia Rz±dowi Polskiemu natychmiastowego poparcia bêd±cego w jego mocy&quot;, by³o wiadome ¿e Polska odrzuci propozycje Hitlera. Tydzieñ pó¼niej, po dwudniowych rozmowach ministra spraw zagranicznych Józefa Becka i ambasadora RP w Londynie Edwarda Raczyñskiego z premierem Chamberleinem i ministrem spraw zagranicznych Edwardem Halifaxem, wydano dekret o wzajemnej pomocy. Po up³ywie kolejnego tygodnia premier Francji Edouard Deladier potwierdzi³ publicznie polsko-francuski sojusz z 1921 roku. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Hitler wzburzony kierunkiem polskiej polityki zagranicznej, 28 kwietnia 1939 roku w Reichstagu, og³osi³ i¿ sojusz polsko-brytyjski jest zachêt± do wyst±pienia przeciwko III Rzeszy, co doprowadzi³o do zerwania polsko-niemieckiej deklaracji z 1934 roku. 5 maja 1939 roku na posiedzeniu Sejmu minister Beck, w imieniu Rady Ministrów, odrzuci³ wcze¶niejsze ¿±dania niemieckie, koñcz±c swoje przemówienie s³owami: &quot;Pokój jest rzecz± cenn± i po¿±dan±. Nasza generacja skrwawiona w wojnach, na pewno na pokój zas³uguje. Ale pokój, jak prawie wszystkie sprawy tego ¶wiata, ma swoj± cenê wysok±, ale wymiern±. My w Polsce nie znamy pojêcia pokoju za wszelk± cenê. Jest jedna tylko rzecz w ¿yciu ludzi, narodów i pañstw, która jest bezcenna. T± rzecz± jest honor&quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Exposé Józefa Becka w Sejmie RP 5 maja 1939 (¼ród³o zdjêcia:www.wikipedia.pl)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Od tej chwili ju¿ nikt nie mia³ w±tpliwo¶ci i¿ wojna wybuchnie. Tocz±ce siê na wiosnê i w lecie polsko-francuskie (Kasprzycki - Gamelin) oraz polsko-brytyjskie (Stachiewicz - Clayton, Rydz-¦mig³y - Ironside) konsultacje wojskowe powinny byæ dla polskich polityków i wojskowych powa¿nym ostrze¿eniem, gdy¿ zachodni sojusznicy ograniczali siê jedynie do ogólnikowych deklaracji, z których niedwuznacznie wynika³o, ¿e Polska przez co najmniej dwa tygodnie bêdzie skazana na samotn± walkê przeciw ca³ej potêdze III Rzeszy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tymczasem 23 sierpnia 1939 roku dosz³o do zawarcia porozumieñ niemiecko-sowieckich, których ukoronowaniem by³ uk³ad o nieagresji - tzw. pakt Ribbentrop-Mo³otow. Uk³ad ten zawiera³ tajny protokó³, który zobowi±zywa³ oba pañstwa do wspó³pracy podczas ataku na Polskê oraz stanowi³ podzia³ stref wp³ywów w Europie Wschodniej. Dwa dni pó¼niej w Londynie zosta³ podpisany, przez ambasadora Raczyñskiego i ministra Halifaxa, uk³ad o wzajemnej pomocy miedzy Rzeczpospolit± Polsk± a Zjednoczonym Królestwem Wielkiej Brytanii i Irlandii Pó³nocnej. Uk³ad ten spowodowa³ przesuniêcie terminu agresji na 1 wrze¶nia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Militarne przygotowania do agresji - plan niemiecki&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Hitler wytyczne do planu operacyjnego dzia³añ przeciwko Polsce podpisa³ 11 kwietnia 1939 r. Niemiecki plan otrzyma³ kryptonim Fall Weiss (Plan Bia³y) i zak³ada³ zmasowany atak si³ l±dowych, lotniczych i morskich z zaskoczenia &amp;#8211; tzw. wojnê b³yskawiczn±. Dwa potê¿ne koncentryczne uderzenia wychodz±ce ze ¦l±ska i Pomorza oraz Prus Wschodnich mia³y siê spotkaæ w Warszawie. W ten sposób planowano okr±¿yæ i zniszczyæ na zachód od Wis³y g³ówne si³y armii polskiej. Dodatkowo nakazano wykonanie kolejnych dwóch uderzeñ z pó³nocy i po³udnia wzd³u¿ linii Bugu z punktem docelowym w Brze¶ciu. Mia³o to doprowadziæ do zniszczenia reszty wycofuj±cych siê jednostek Wojska Polskiego. Kierownictwo nad ca³o¶ci± operacji powierzono Naczelnemu Dowództwu Wojsk L±dowych (Oberkommando des Heeres - OKH) z gen. p³k. Waltherem von Brauchitschem na czele. Si³y l±dowe podzielono na dwie podstawowe grupy: Grupê Armii &quot;Po³udnie&quot; dowodzon± przez gen. p³k. Gerda von Rundstedta sk³adaj±c± siê z dwunastu korpusów dzia³aj±cych w ramach trzech armii (8. - pod dow. gen. von Blaskowitza, 10. - pod dow. gen. von Reichenau i 14. - pod dow. gen. Lista) oraz Grupê Armii &quot;Pó³noc&quot; pod dow. gen. p³k. Fedora von Bocka z³o¿on± z sze¶ciu korpusów dzia³aj±cych w dwóch armiach (3. - pod dow. gen. von Küchlera i 4. - pod dow. gen von Kluge). G³ówn± si³ê uderzeniow± niemieckich wojsk l±dowych stanowi³y wielkie jednostki pancerne, lekkie i zmotoryzowane (³±cznie 15.). Ca³o¶ci± operacji lotniczych kierowa³o Naczelne Dowództwo Wojsk Lotniczych (Oberkommando der Luftwaffe - OKL) z marsz. Hermannem Göringiem na czele, które jednak by³o podporz±dkowane pod OKH. G³ównym zadaniem Luftwaffe by³o zniszczenie polskiego lotnictwa i dezorganizacja komunikacji, wsparcie wojsk l±dowych na polu walki oraz sterroryzowanie ludno¶ci cywilnej. Na obszarze operacyjnym GA &quot;Po³udnie&quot; rozmieszczono 4. Flotê Powietrzn± pod dowództwem gen. lotnictwa Alexandra Löhra (2. Dywizja Lotnicza, 7. Dywizja Lotnicza (spadochronowa) i zgrupowanie lotnictwa do zadañ specjalnych). Na obszarze operacyjnym GA &quot;Pó³noc&quot; rozmieszczono 1. Flotê Powietrzn± pod dowództwem gen. lotnictwa Alberta Kesselringa (1. Dywizja Lotnicza, Zgrupowanie Lotnicze Prusy Wschodnie i Lotnicza Dywizja Instruktorska). Ca³o¶æ si³ morskich podporz±dkowano Naczelnemu Dowództwu Marynarki (Oberkommando der Marine - OKM) pod dowództwem gen. admira³a Ericha Raedera. Zadaniem Krigsmarine mia³o byæ zniszczenie polskiej floty, blokada Zatoki Gdañskiej, ochrona morskich linii komunikacyjnych Rzeszy z Prusami Wschodnimi. Zadania te mia³a wykonaæ grupa marynarki wojennej &quot;Wschód&quot; dowodzona przez gen. admira³a Conrada Albrechta, z³o¿ona z 2 pancerników, 9 niszczycieli, 14 okrêtów podwodnych i flotylli mniejszych jednostek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zarz±dzenia wykonawcze planu agresji przekazano dowódcom grup armii 15 czerwca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;a href='http://www.militis.pl/images/photoalbum/album_35/poland1939_germanplanmap.jpg' target='_blank'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;
Niemieckie plany ataku na Polskê (¼ród³o zdjêcia:www.wikipedia.pl)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Militarne przygotowania do agresji - plan sowiecki&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Sztabie Generalnym Armii Czerwonej przygotowania do inwazji na Polskê rozpoczê³y siê pod koniec sierpnia 1939 r. (Plan nr 22 &quot;A&quot;). Do akcji wytypowano jednostki pochodz±ce z Leningradzkiego, Kaliniñskiego, Bia³oruskiego, Kijowskiego, Moskiewskiego, Charkowskiego i Or³owskiego Okrêgu Wojskowego. Dowództwo operacyjne powierzono Radom Wojennym Bia³oruskiego i Kijowskiego Specjalnego Okrêgu Wojskowego przekszta³conym w dowództwa Frontów. W sk³ad obydwu frontów wchodzi³y po trzy armie. £±cznie si³y pierwszego rzutu obejmowa³y 9 korpusów i 1 dywizjê piechoty, 4 (lub 5) korpusy i 1 dywizjê kawalerii, 2 korpusy i 12 brygad czo³gów. Operacja przeciwko Polsce zosta³a zaplanowana jako regularne dzia³ania wojenne z udzia³em wojsk pancernych, lotnictwa i dzia³añ grup sabota¿owo-dywersyjnych przerzuconych lub zorganizowanych na terytorium Polski ju¿ na pocz±tku wrze¶nia 1939 r. Ludowym Komisarzem Obrony ZSRR we wrze¶niu 1939 r. by³ marsza³ek Kliment Woroszy³ow, a szefem Sztabu Generalnego Armii Czerwonej komandarm Borys Szaposznikow. Wieczorem 16 wrze¶nia do oddzia³ów zgromadzonych w strefie przygranicznej dotar³ tajny rozkaz Woroszy³owa nr 16634: &quot;Uderzaæ o ¶wicie siedemnastego!&quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Militarne przygotowania do obrony - plan polski&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kierownictwo wojskowe przyznawa³o w dziedzinie gotowo¶ci obronnej pañstwa priorytet przygotowaniom si³ zbrojnych do wojny na wschodzie. Do 1935 roku prowadzono w tym teatrze dzia³añ studia operacyjne, po czym podjêto prace sztabowe nad planem &quot;Wschód&quot;, zakoñczone w lutym 1939 roku. W tym po³o¿eniu wypadki daj±ce znaæ o niemieckim niebezpieczeñstwie zaskoczy³y polskie naczelne w³adze wojskowe. Dlatego 4 marca 1939 roku rozpoczêto prace nad planem &quot;Zachód&quot;, który w przeciwieñstwie do planu &quot;Wschód&quot; nie by³ owocem wieloletnich studiów sztabowców. Do¶æ szybko opracowano wytyczne dotycz±ce ogólnego podzia³u si³, rozwiniêcia wojsk na g³ównej pozycji obronnej i zadañ poszczególnych zwi±zków pierwszego rzutu operacyjnego; a nieco pó¼niej ostateczn± koncepcjê przeznaczenia i wykorzystania systemu technicznego oraz materia³owego zabezpieczenia realizacji planu operacyjnego. Do wybuchu wojny Sztab G³ówny nie zdo³a³ wykoñczyæ planów ni¿szego rzêdu (fortyfikacyjnego, ³±czno¶ci, obrony przeciwlotniczej, u¿ycia lotnictwa, kwatermistrzowskiego, transportowego i wycofania). Podstawowym za³o¿eniem polskiego planu by³o przyjêcie bitwy w mierz±cym ok. 1600 km d³ugo¶ci pasie nadgranicznym, a nastêpnie organizowanie oporu na kolejnych liniach obronnych w g³êbi kraju, a¿ do momentu zbrojnego wyst±pienia aliantów na Zachodzie, przewidywanego w trzecim tygodniu wojny. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Polskie bunkry polowe z okresu Wojny Obronnej w 1939 r. (¼ród³o zdjêcia:www.ww2.pl)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Naczelnym Wodzem Polskich Si³ Zbrojnych by³ marsza³ek Edward Rydz-¦mig³y. Sztabem G³ównym kierowa³ gen. Wac³aw Stachiewicz. Polskie si³y zbrojne rozwiniête na froncie zosta³y zgrupowane w siedmiu zwi±zkach operacyjnych: Samodzielna Grupa Operacyjna&quot;Narew&quot; ( gen. M³ot-Fija³kowski), Armia &quot;Modlin&quot; (gen. Przedrzymirski-Krukowicz), Armia &quot;Pomorze&quot; (gen. Bortnowski), Armia &quot;Poznañ&quot; (gen. Kutrzeba), Armia &quot;£ód¼&quot; (gen. Rómmel), Armia &quot;Kraków&quot; (gen. Szylling), Armia &quot;Karpaty&quot; (gen. Fabrycy) i wydzielonej Obronie Wybrze¿a (p³k D±bek). Poza tym stworzono cztery odwody Naczelnego Wodza (Armia &quot;Prusy&quot; - gen. D±b-Biernacki, ONW &quot;Wyszków&quot;, ONW &quot;Kutno&quot;, ONW &quot;Tarnów&quot;). W polskim planie nie przewidziano powo³ania grup armii ani korpusów. Wiêkszo¶æ si³ pancernych WP by³o rozproszonych pomiêdzy wieloma jednostkami piechoty. We wrze¶niu 1939 r. istnia³y tylko dwie brygady pancerno-motorowe: 10.Brygada Kawalerii (pod dow. p³k Maczka) oraz w toku organizacji Warszawska Brygada Pancerno-Motorowa (pod dow. p³k Roweckiego). Oko³o dwóch trzecich lotnictwa przydzielono poszczególnym armiom, reszta pozosta³a pod bezpo¶rednimi rozkazami Naczelnego Wodza (brygada po¶cigowa i bombowa).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Proporcje si³&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
III Rzesza rzuci³a przeciwko Wojsku Polskiemu ponad 1,8 mln ¿o³nierzy trzech rodzajów si³ zbrojnych. Na uzbrojeniu tych si³ znalaz³o siê ok. 10 tys. dzia³ polowych i mo¼dzierzy, ponad 2700 czo³gów, ok. 1300 samolotów bojowych i 25 okrêtów wojennych. Zwi±zek Sowiecki (od 17 wrze¶nia) u¿y³ ponad 610 tys. ¿o³nierzy posiadaj±cych prawie 5 tys. dzia³ polowych i mo¼dzierzy, ponad 4700 czo³gów i 3300 samolotów bojowych. Ostatnim agresorem by³a S³owacja, która skierowa³a kontyngent 50 tys. ¿o³nierzy (trzy dywizje piechoty, grupê szybk± i mniejsze oddzia³y w sk³adzie niemieckiej 14. Armii).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z drugiej strony w wyniku pó¼nej mobilizacji (opó¼nionej pod naciskiem aliantów zachodnich rozpoczêtej dopiero 30 sierpnia) gotowo¶æ bojow± osi±gnê³o ok. 70 proc. (ok. 1 mln ¿o³nierzy) oddzia³ów Wojska Polskiego przewidzianych do obrony, reszta dopiero zmierza³a do rejonów koncentracji lub by³a w trakcje mobilizowania siê. ¯o³nierze WP byli uzbrojeni w ok 4300 dzia³ polowych i mo¼dzierzy, nieco ponad 300 czo³gów lekkich i ok. takiej samej liczby lekkich tankietek oraz pojazdów pancernych, nieco ponad 500 samolotów bojowych i 10 wiêkszych okrêtów (w tym trzy niszczyciele od pocz±tku wojny stacjonuj±ce w portach brytyjskich do których zosta³y ewakuowane).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Prowokacje graniczne i akty dywersji&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Funkcjonariusze niemieckich s³u¿b specjalnych (Abwehra oraz SD) na oko³o sze¶æ miesiêcy przed wybuchem wojny przyst±pili do przygotowywania serii prowokacji (Operacja Himmler), których celem by³o ukazanie Polski jako agresora, a niemieck± inwazjê jako operacjê odwetow±. Wszystko to by³o czê¶ci± wiêkszego planu Berlina który chcia³ ograniczyæ konflikt zbrojnego do Polski i powstrzymanie zachodnich sojuszników Warszawy od wypowiedzenia Niemcom wojny. Cel ten zamierzano osi±gn±æ poprzez odwo³anie siê do pacyfistycznych postaw spo³eczeñstw krajów demokratycznych, które mia³y wywrzeæ nacisk na rz±dy swoich pañstw i spowodowaæ zachowanie przez nie neutralno¶ci. Najs³ynniejsz± akcj± tego planu by³ pozorowany atak &quot;polskich powstañców&quot; na radiostacjê gliwick±.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Od pó¼niej wiosny 1939 roku dochodzi³o do licznych napadów niemieckich band dywersyjnych na polskie obiekty (posterunki graniczne, stacje kolejowe i fabryki) le¿±ce w pasie nadgranicznym oraz ataków o terrorystyczny, charakterze (podk³adanie bomb, podpalenia, wywo³ywanie niepokojów) w g³êbi polskiego pañstwa. Du¿a czê¶æ z tych aktów agresji, skierowanych przeciwko mniejszo¶ci niemieckiej w Polsce. Z tego powodu prasa niemiecka szybko zaczê³a przedstawiaæ ludno¶æ polski jako przyk³ady narodu wrogo nastawionego i pos³uguj±cego siê terrorem wzglêdem mniejszo¶ci narodowych. W Niemczech przeprowadzano szereg fa³szywych wywiadów, upozorowanych zdjêæ oraz relacji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu¿ przed wybuchem konfliktu (a w³a¶ciwie w pierwszym planowanym terminie) niemieccy dywersanci przeprowadzili liczne akcje dywersyjne (próba przejêcia lub te¿ zniszczenia mostów na Wi¶le pod Tczewem, tunelu i stacji kolejowej na Prze³êczy Jab³onkowskiej, mostu w Grudzi±dzu), które mia³y u³atwiæ dzia³ania regularnym jednostkom Wehrmachtu. Czê¶æ obywateli RP narodowo¶ci niemieckiej, a tak¿e agenci skierowani bezpo¶rednio z Rzeszy zorganizowanych by³o w strukturê zwan± kolokwialnie pi±t± kolumn±. Jej cz³onkowie zajmowali siê organizowaniem akcji dywersyjnych (ró¿ne akcje na Górnym ¦l±sku i Pomorzu) oraz szpiegostwem (systematyczne informowanie dowództwa Luftwaffe o miejscach postoju polskiego rz±du i Naczelnego Dowództwa). W po³udniowo-wschodnich powiatach Rzeczypospolitej Polskiej do proniemieckiej akcji dywersyjnej wci±gniête zosta³y grupy nacjonalistów ukraiñskich (zaj¶cia w Stryju, Podhorcach, Borys³awiu, Truskawcu, Mra¼nicy, ¯ukotynie, Uryczu, w okolicach Miko³ajowa i ¯ydaczowa).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Agresja&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W zwi±zku z sytuacj± miêdzynarodow± i zdecydowana pro Polsk± postaw± Wielkiej Brytanii pierwotnie wyznaczony termin niemieckiej agresji na Polskê zosta³ przesuniêty o piêæ dni w których toczy³y siê ró¿ne rozmowy dyplomatyczne miedzy Berlinem i Londynem. Mimo przewidywañ, ¿e Niemcy mog± walczyæ na dwa frontu Hitler zdecydowa³ siê rozpocz±æ wojnê. Faszystowski atak na Polskê bez oficjalnego dyplomatycznego wypowiedzenia wojny i og³oszenia mobilizacji rozpocz±³ siê o godz. 4.40. Pierwsze bomby spad³y na bezbronne miast Wieluñ w tym szpital i spowodowa³y 2169 zabitych w¶ród prawie wszystkie ofiary to ludno¶ci cywilnej któr± wojna zastawa w swoich uszkach. Kilka minut pó¼niej o 4:45 niemiecki okrêt liniowy Schleswig-Holstein rozpocz±³ huraganowy ostrza³ polskiej placówki wojskowej na Westerplatte. Zgodnie ze zbrodniczym i bestialskim planem, wojska nazistowskich niemieckie przekroczy³y granicê l±dow± Rzeczypospolitej, zaatakowa³y z powietrza ca³y kraj i uderzy³y z morza na Gdyniê i Hel. Na ca³ej d³ugo¶ci granicy rozgorza³y gwa³towne walki miêdzy polskimi pierwszymi oddzia³ami wysuniêtymi na przednie rubie¿e obronne a szpicami niemieckich wojsk. Praktycznie wszêdzie dochodzi³o 1 wrze¶nia to bardzo gwa³townych walka a opór polski da³ do my¶lenia niemieckim dowódcom pewnych swoich mo¿liwo¶ci. Do rangi wspania³ego symboli patriotyzmu i oddania dla kraju uros³y polskie punkty oporu na terenie Wolnego Miasta Gdañska (Tranzytowa Sk³adnica Amunicyjna i Poczta Polska). Równie¿ w powietrzu nie brakowa³o dramatycznych chwil. Niemiecka próba wyeliminowania polskich si³ lotniczych na ziemi w pierwszym dniu wojny okaza³a siê niewykonalna. Wiele niemieckich bomb spada³o na opuszczone lotniska, a si³y g³ówne przygotowywa³y siê do walki w zamaskowanych polowych lotniskach w du¿ej mierze stworzonych w krótkim okresie czasu. Jeszcze przez wiele dni Niemcy choæ mieli przewagê w powietrzu to definitywnie nie zapanowali nad Polsk±. W tym miejscu pierwsze oddech wrogo¶ci poczuli¶my z ust wrogo nam nastawionego i zbrodniczego ZSRR, który przez wiele nastêpnych lat sta³ siê prawie tak samo okrutnym okupantem wolnej Polski jak III Rzesza. Ju¿ 1 wrze¶nia 1939 roku rz±d ZSRR wyrazi³ zgodê na korzystanie przez Niemców z radiostacji w Miñsku, aby umo¿liwiæ im w sposób zakamuflowany instruowanie niemieckich pilotów w kwestiach nawigacji przy prowadzeniu bombardowañ nieufortyfikowanych miast i celów cywilnych Polskê ³ami±c wszelkie konwencjê wojenne.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Schleswig Holstein&quot; ostrzeliwuje Westerplatte z portu w Gdañsku (¼ród³o zdjêcia:www.wikipedia.pl)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bitwa graniczna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ci±gu pierwszych trzech dni gwa³townych walki Niemcom uda³o siê prze³amaæ polski opór na przedpolu g³ównej pozycji obronnej. Linie frontu na zachodzie i pó³nocy zatru³y pêkaæ a na ty³y walcz±cych armii wlewa³y siê poma³u kolumny zmotoryzowanych zwi±zków pancernych. W ka¿dym miejscu frontu wróg napotyka³a zaciek³y opór walcz±cej Polski ale przez przewagê techniczn± ilo¶ciow±, zaskoczenie oraz nowatorsk± taktykê prowadzenia wojny prze³amywa³ opór armii polskiej. 3 wrze¶nia front zacz±³ siê za³amywaæ, do odwrotu przesz³a Armia &quot;Pomorze&quot; prowadz±ca dramatyczne walki np. pod M³aw± z 4. i 5. Armi± Niemieck± atakuj±cymi z dwóch ró¿nych kierunków przy silnym wsparciu lotniczym i dywersyjnym. Nie wszystkim oddzia³om uda³o siê wycofa, cze¶æ zosta³a otoczona i odciêta od g³ównych si³ Wojska Polskiego ale mimo to nadal prowadzi³y przez wiele dni dzia³ania wojenne. Na styku Armii &quot;£ód¼&quot; i &quot;Kraków&quot; oraz nad Wart± front zosta³ prze³amany. Dowództwo niemieckie przejê³o inicjatywê strategiczn±, chocia¿ daleko by³o jeszcze do realizacji zasadniczego planu zniszczenia g³ównych si³ polskich na zachód od Wis³y.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sopot 1.IX.1939. (¼ród³o zdjêcia:www.ww2.pl)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
3 wrze¶nia, pocz±tek dziwnej wojny&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wielka Brytania i Francja znalaz³y siê w stanie wojny z Rzesz± Niemieck± 3 wrze¶nia 1939, w wyniku odrzucenia przez Berlin ultimatum z ¿±daniem natychmiastowego wycofania Wehrmachtu z terytorium Polski i Wolnego Miasta Gdañska (Francja 2 wrze¶nia og³osi³a mobilizacjê powszechn± i rozpoczê³a koncentracjê oddzia³ów wzd³u¿ granicy z Niemcami). Mimo ogólnej przewagi nad wojskami Niemieckimi na Zachodzie, alianci nie mieli wystarczaj±cych ¶rodków do podjêcia w szybki sposób wielkiej ofensywy. Alianci przez ca³y wrzesieñ 1939 roku wstrzymywali siê z podjêciem wielkiej ofensywy (7 wrze¶nia oddzia³y francuskiej 3. i 4. Armii przekroczy³y granicê w Saarze, lecz ograniczy³y siê do oczyszczania przedpola i zdobywania doj¶æ do niemieckiej g³ównej pozycji obrony tr±caæ ok. 900 zabitych rannych i wziêtych do niewoli). Francja formalnie zobowi±za³a siê wobec Polski, ¿e piêtnastego dnia od rozpoczêcia mobilizacji armii francuskiej, tzn. 17 wrze¶nia, rozpoczn± generalne uderzenie na Niemcy. Po dyskusji w francusko-brytyjskich w Najwy¿szej Radzie Wojennej z udzia³em premierów Chamberlaina, Daladiera i g³ównodowodz±cego armii francuskiej gen. Maurice'a Gamelina w Abbeville 12 wrze¶nia podjêto decyzjê o &quot;maksymalnym zmobilizowaniu ¶rodków, zanim zostan± podjête du¿e operacje l±dowe oraz ograniczeniu dzia³añ powietrznych&quot; w celu &quot;minimalizacji niemieckiego odwetu&quot;. W istocie oznacza³o to wstrzymanie wszystkich dzia³añ ofensywnych na przedpolu linii Zygfryda, czyli z³amanie zobowi±zañ sojuszniczych wobec Polski, przy czym to Francuzi wp³ywali hamuj±co na Brytyjczyków którzy nalegali do odci±¿enia frontu polskiego. Z tego powodu równie¿ Pary¿ mimo deklaracji z 12 wrze¶nia zamierza³ rozpocz±æ wiêksze walki graniczne i dzia³ania maj±ce prze³amaæ Lizie Zygfryda od nocy z 17 na 18 wrze¶nia, ale nie mia³a to byæ g³ówna ofensywa zrealizowane wed³ug planów &quot;Hipoteza R&quot;. Ze wzglêdu jednak na barbarzyñska inwazjê ZSRR na Polskê oraz wrogie zachowanie wzglêdem aliantów Pary¿ i Londyn nie znaj±c dok³adnych zamiarów Stalina wstrzyma³ siê z rozpoczêciem silnych walk. Warto w tym miejscu pamiêtaæ jednak o tym, ¿e plany Francuskie zosta³y sto¿one na podstawie starego charakteru prowadzenia wojny, przez to termin 15 dni nie by³ tak kolosalnym okresem czasu jak to mia³o pó¼niej miejsce w rzeczywisto¶ci.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Planowy odwrót&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Armia &quot;Modlin&quot; po opuszczeniu pozycji m³awskiej sk±d zosta³a odrzucona przez Niemców obsadzi³a liniê Wis³y i Narwi os³aniaj±c pó³nocn± flankê Polski. Oddzia³y przeznaczone do obrony Wybrze¿a zosta³y odciête od reszty kraju i prowadzi³y chaotyczne lecz bohaterskie walki w oddzielonych punktach oporu. Niemcy przerzucili z zachodu na wschód przez polskie Pomorze XIX.Korpus Pancerny, który po przegrupowaniu atakowa³ w kierunku po³udniowym. Armie &quot;£ód¼&quot; i &quot;Kraków&quot; utraci³y styczno¶æ i zagro¿one okr±¿eniem podjê³y odwrót na linie Wis³y i Wis³oki a pó¼niej Sanu. Gwa³towne i udane walki w ramach Armii Kraków prowadzi³a polska 10.Brygada Kawalerii Zmotoryzowanej gen. Stanis³awa Maczka. W lukê pomiêdzy ami± &quot;Kraków&quot; a armia &quot;£ód¼&quot; wla³y siê oddzia³y niemieckiej 10. Armii, które w rejonie Piotrkowa Trybunalskiego i Tomaszowa Mazowieckiego zwi±za³y walk± czê¶æ nieskoncentrowanych, niegotowych jeszcze do walki dywizji odwodowej Armii &quot;Prusy&quot;. Od 6 wrze¶nia rozpoczê³a ona wycofywanie swoich oddzia³ów na prawy brzeg Wis³y. Naczelne Dowództwo WP utraci³o w ten sposób mo¿liwo¶æ przeciwuderzenia na najwa¿niejszym kierunku strategicznym i mo¿liwo¶æ zahamowania marszu wroga do g³ówne linii obrony która nie by³a jednak obsadzona wystarczaj±c± ilo¶ci± wojska. Odrzucenie Armii &quot;Modlin&quot; i&quot;£ód¼&quot; niepokoj±co zmniejszy³o obszar ty³owy wysuniêtych na zachód Armii &quot;Poznañ&quot; i &quot;Pomorze&quot; i zaczê³o groziæ ich odciêciem. Niekorzystny rozwój sytuacji zmusi³ polskie dowództwo do wydania ogólnego rozkazu wycofania siê na liniê Wis³y i Sanu. W ramach przygotowañ do kolejnej operacji obronnej utworzono nowe armie &quot;Lublin&quot;, &quot;Warszawa&quot; i &quot;Ma³opolska&quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wycofuj±ce siê polskie armie zosta³y wyprzedzone i oskrzydlone przez szybsze zmotoryzowano-pancerne jednostki 3. i 14. Armii niemieckiej atakuj±ce spod M³awy w kierunku Siedlec i ze ¦l±ska w kierunku Jordanowa oraz Lublina. Do 9 wrze¶nia Niemcom uda³o siê prze³amaæ g³ówn± liniê polskiej obrony. W dodatku odwodowa Armia &quot;Prusy&quot; zosta³a odciêta od przepraw na Wi¶le i musia³a przeprawiaæ siê przez rzekê o w³asnych si³ach pod naciskiem wrogich wojsk. Improwizowane i dysponuj±ce s³abymi si³ami armie&quot;Lublin&quot;, &quot;Warszawa&quot; i &quot;Ma³opolska&quot;, dodatkowo zagro¿one okr±¿eniem nie by³y w stanie zapewniæ trwa³o¶ci frontu nad ¶rodkow± Wis³± i Sanem. Zwi±zki taktyczne Wehrmachtu 8 wrze¶nia po po³udniu dotar³y do Warszawy (czo³owe oddzia³y niemieckiego XVI. Korpusu Pancernego).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W celu kontynuowania zorganizowanej obrony (przy unikniêciu decyduj±cej bitwy na zachodnich obszarach kraju) Naczelne Dowództwo WP powo³a³o 11 wrze¶nia dwa fronty (Pó³nocny i Po³udniowy) i podjê³o decyzjê odwrotu na tzw. przedmo¶cie rumuñskie. To zniweczy³o niemieck± drug± operacjê oskrzydlaj±c± (pier¶cieñ okr±¿enia na Bugu zamkniêty 16 wrze¶nia w rejonie Che³ma). W zwi±zku z tym niemieckie dowództwo wyda³o rozkaz dokonania g³êbokiego obej¶cia si³ polskich i odciêcia dróg polskiego odwrotu w kierunku po³udniowo-wschodnim. Dodatkow± zaporê pod Lwowem mia³a utworzyæ czê¶æ si³ 14. Armii (12 wrze¶nia dotar³a pod Lwów).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Polska piechota podczas Wojny Obronnej 1939 r.&lt;br /&gt;
 (¼ród³o zdjêcia:www.ww2.pl)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bitwa nad Bzur±&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do 10 wrze¶nia na obszar pomiêdzy £odzi±, P³ockiem i Warszaw± zepchniête zosta³y trzy polskie armie - &quot;Pomorze&quot;, &quot;Poznañ&quot; i &quot;£ód¼&quot;. Dla uzyskania swobody operacyjnej u³atwiaj±cej odwrót zosta³y one zmuszone do wykonania zwrotu zaczepnego na skrzyd³o maszeruj±cej na Warszawê 8 Armii niemieckiej. W wyniku tego manewru rozpoczê³o siê najwiêksze stracie kampanii polskiej - bitwa nad Bzur±, w której polskimi si³ami dowodzi³ gen. Tadeusz Kutrzeba. G³ówne uderzenie posz³o w kierunku po³udniowym, lecz po pierwszych sukcesach i wprowadzeniu paniki w si³ach wroga rozwija³o siê mimo to powoli i zosta³o ostatecznie przerwane. Po przegrupowaniu oddzia³ów podjêto próbê uderzenia na wschód w celu otwarcia drogi na Warszawê, lecz tym razem dobrze przygotowani Niemcy skutecznie mu siê przeciwstawili i nie dopu¶ci do przerwania swoich linii obrony. W ci±gu nastêpnych dziesiêciu dni okr±¿one oddzia³y polskie zosta³y w wiêkszo¶ci rozbite i tylko czê¶ci spo¶ród nich uda³o siê przebiæ do stolicy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Atak Armii Czerwonej - odosobnione punkty oporu&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Barbarzyñskim ciosem w plecy bez wypowiedzenia wojny, doprowadzi³ kompletnie do unicestwienia polskiego planu dalszej obrony na tzw. przedmo¶ciu rumuñskim, by³ atak armii czerwonej rozpoczêty 17 wrze¶nia nad ranem. Na g³ównych kierunkach natarcia Frontu Bia³oruskiego le¿a³y: Wilno, Grodno - Suwa³ki, Bia³ystok i Brze¶æ nad Bugiem. G³ównymi celami natarcia Frontu Ukraiñskiego by³y: Lublin, Zamo¶æ, Lwów, Sambor i Ko³omyja. Oddzia³y Armii Czerwonej mia³y dotrzeæ do Narwi, Bugu, Wis³y i Sanu. W du¿ych zgrupowaniach posuwa³y siê na ogó³ jednostki pancerne, które w pierwszej kolejno¶ci stara³y siê osi±gn±æ granice Rzeczypospolitej z Litw±, Wêgrami i Rumuni±, by uniemo¿liwiæ ewakuacjê jednostek WP za granicê. Nieog³oszenie przez prezydenta i rz±d RP stanu wojny pomiêdzy ZSRR a Polsk± oraz brak jednoznacznego rozkazu Naczelnego Wodza stawiania oporu naje¼d¼cy doprowadzi³y do dezorientacji dowódców i ¿o³nierzy. Dysponuj±ce przyt³aczaj±c± przewag± wojska sowieckie stosunkowo ³atwo prze³amywa³y opór Korpusu Ochrony Pogranicza, Brygady Rezerwowej Kawalerii Wo³kowysk i Samodzielnej Grupy Operacyjnej &quot;Polesie&quot; oraz improwizowanych jednostek WP. Mimo to atak sowiecki choæ prze³amywa³ opór si³ polskich to by³ prowadzony chaotycznie a wojska szybko siê bez ³adu i sk³adu ze sob± zmiesza³y. Po pierwszych stacjach Polacy zrozumieli, ¿e wojska zmierzaj±ce z wschodu s± na równie wrogo postawione do walcz±cej Polski tak jak Niemcy. Powa¿niejsz± prób± opó¼nienia marszu jednostek sowieckich by³a obrona: Rejonu Umocnionego Sarny (17-20 wrze¶nia), Czortkowa (17 wrze¶nia), Wilna (18-19 wrze¶nia), Grodna (20-21 wrze¶nia), Kobrynia (20-22 wrze¶nia) i Lwowa (broniony przed Niemcami od 12 wrze¶nia, przed Sowietami od 19 wrze¶nia, skapitulowa³ przed Sowietami 22 wrze¶nia choæ czê¶æ oddzia³ów wcze¶niej wycofa³a siê w stronê granicy z Wêgrami). Od tego momentu opór w Polsce szybko s³ab³ i by³ prowadzony w chaotyczny sposób, poniewa¿ nie by³o mo¿liwo¶ci go koordynowaæ.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niemieccy i sowieccy ¿o³nierze 1939 (¼ród³o zdjêcia:www.ww2.pl)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatnie bitwy i ewakuacja&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Warszawa podda³a siê 28 wrze¶nia po trzytygodniowych walkach. Modlin pad³ nastêpnego dnia, a 2 pa¼dziernika skapitulowa³ Hel. Za ostatnie starcie kampanii polskiej mo¿na uznaæ bitwê stoczon± przez SGO &quot;Polesie&quot; gen. Franciszka Kleeberga na Lubelszczy¼nie pod Kockiem 2-5 pa¼dziernika. Nastêpnego dnia podpisano kapitulacjê.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W³adze RP opu¶ci³y terytorium kraju w nocy z 17 na 18 wrze¶nia. Prezydent Ignacy Mo¶cicki wraz z premierem Felicjanem S³awojem-Sk³adkowskim i rz±dem przekroczyli granicê polsko rumuñsk± 17 wrze¶nia. 18 wrze¶nia to samo zrobi³ marsza³ek Rydz-¦mig³y. W³adze Rumunii odmówi³y im jednak prawa do wolnego przejazdu do Francji, wszyscy wymienieni zostali wiêc internowani. Do krajów neutralnych przedosta³o siê ok. 80 tys. ¿o³nierzy WP. Na Wêgry dotar³o 35 tys. ¿o³nierzy, do Rumunii 32 tys., natomiast na Litwê i £otwê 12 tys. Przez granice przedosta³y siê nawet zwarte formacje takie jak: 10 Brygada Kawalerii, Batalion Saperów Kolejowych, Batalion Policyjny &quot;Golêdzinów&quot;. Drog± lotnicz± ewakuowa³o siê 119 pilotów wojskowych. Przed wybuchem wojny w ramach operacji &quot;Pekin&quot; do Wielkiej Brytanii ewakuowano niszczyciele ORP &quot;Grom&quot;, &quot;B³yskawica&amp;&quot; i &quot;Burza&quot;, równie¿ okrêty podwodne zdo³a³y dostaæ siê do Wielkiej Brytanii, by³y to ORP &quot;Orze³&quot; i &quot;Wilk&quot;. Trzy okrêty podwodne ORP &quot;Ry¶&quot;, &quot;Sêp&quot; i &quot;¯bik&quot; zosta³y internowane w Szwecji. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Straty&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ogólne wojska polskiego we wrze¶niu 1939 r. wynios³y: ok. 66 tys. zabitych, prawie 134 tys. rannych i ok 700 tys. jeñców. Niemcy stracili: ponad 16 tys. zabitych, ponad 27 tys. rannych i 320 zaginionych. Oficjalnie straty sowieckie wynosz±: prawie 1,5 tys. zabitych i zaginionych oraz prawie 2,4 tys. rannych &amp;#8211; nieoficjalnie przyjmuje siê, ¿e mog³y one byæ od dwóch do czterech razy wiêksze. Armia s³owacka straci³a: 18 poleg³ych, 46 rannych i 11 zaginionych.&lt;br /&gt;
Niemcy stracili: ok. 1 tys. czo³gów i samochodów pancernych (30 proc.), ponad 11 tys. pojazdów mechanicznych, ok. 600 samolotów (32 proc.), 370 dzia³ i mo¼dzierzy i ponad 14 tys. karabinów i pistoletów. Straty te uniemo¿liwi³y Wehrmachtowi szybkie przej¶cie do dzia³añ ofensywnych na Zachodzie. Wiadomo, ¿e Armia Czerwona straci³a: prawie 500 czo³gów i samochodów pancernych oraz 15 samolotów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zbrodnie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
We wrze¶niu 1939 r. obydwaj agresorzy prowadzili wojnê ³ami±c normy prawa miêdzynarodowego &amp;#8211; Wehrmacht i Armia Czerwona oraz wspieraj±ce je grupy policyjne pope³ni³y wiele zbrodni wojennych. Liczy³o siê tylko zwyciêstwo, a chciano je osi±gn±æ, stosuj±c wszelkie mo¿liwe ¶rodki. Bombardowano otwarte miasta i osiedla, rozstrzeliwano jeñców wojennych i ludno¶æ cywiln±, ostrzeliwano i bombardowano cywilnych uchod¼ców, umy¶lnie podpalano domostwa. Atakowane pañstwo mia³o byæ ca³kiem wyniszczone. Rozkazy w tych sprawach wydawano ¿o³nierzom ustnie, funkcjonariusze s³u¿b policyjnych (niemieckich i sowieckich) dzia³ali wed³ug wcze¶niej przygotowanych na pi¶mie planów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zbrodnia Wermachtu - Ciepielów 9.09.1939&lt;br /&gt;
 (¼ród³o zdjêcia:www.ww2.pl)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zbrodnie niemieckie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wy¿si oficerowie Wehrmachtu ju¿ przed wybuchem wojny mieli ¶wiadomo¶æ, jak zbrodniczy bêdzie ona mia³a charakter. ¦wiadczy o tym notatka z rozmowy kontradmira³a Wilhelma Canarisa (szefa Abwehry) z gen. p³k. Wilhelmem Keitlem (szefem OKW): &quot;Zwróci³em uwagê genera³owi Keitlowi, i¿ wiem, ¿e w Polsce planuje siê masowe rozstrzeliwania i ¿e eksterminacji maj± podlegaæ zw³aszcza inteligencja i kler. Oczywi¶cie, ¶wiat obarczy odpowiedzialno¶ci± za te metody Wehrmacht&quot;. ¯o³nierze Wehrmachtu w czasie kampanii polskiej pope³nili wiele zbrodni wojennych, ponadto os³aniali tysi±ce innych masowych mordów dokonywanych przez Grupy Operacyjne Policji i SD oraz cz³onków ochotniczych formacji paramilitarnych. Ogólna liczba ofiar zbrodni Wehrmachtu pope³nionych podczas kampanii polskiej wynosi ok. 15 tys. osób (w tym w ok. 600 egzekucjach). Do najpotworniejszych zbrodni na jeñcach dosz³o pod: Ciepielowem, ¦ladowem, Zambrowem, Terespolem, Trzebini±, Zakroczymiem, Uryczem; na ludno¶ci cywilnej w: Torzeñcu, Podzamczu, M±cznikach, Z³oczewie, Niewieszy, K³ecku, Gnie¼nie, Mogilnie i Pia¶nicy. Luftwaffe jest odpowiedzialne za ca³kowite zniszczenie Wielunia, Sulejowa i Frampola. Oko³o 434 wsi zosta³o spalonych przez ¿o³nierzy niemieckich. Niemieckie s±dy wojskowe, je¶li w ogóle bada³y przypadki zbrodni pope³nione na terenie Polski, to ich sprawców traktowa³y wyj±tkowo pob³a¿liwie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zbrodnie sowieckie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ocenia siê, ¿e w czasie kampanii polskiej ¿o³nierze Armii Czerwonej oraz cz³onkowie grup operacyjno-czekistowskich (powo³anych rozkazem NKWD ZSRS z 8 wrze¶nia 1939 r.) wymordowali ok. 2,5 tys. jeñców (¿o³nierzy i policjantów) oraz kilkuset cywilów. Aresztowañ i zatrzymañ dokonywano na podstawie przygotowanych uprzednio list proskrypcyjnych i bie¿±cych donosów. Najwiêksze zbrodnie pope³niono w: Rohatynie, Grodnie, Nowogródku, Sarnach, Tarnopolu, Wo³kowysku, Oszmianie, ¦wis³oczy, Mo³odecznie, Kosowie Poleskim, Chodorowie, Z³oczowie, Stryju, Mostach Wielkich i pod Wilnem. Pod Sopoækiniami z premedytacj± zamordowano strza³em w ty³ g³owy dowódcê obrony Grodzieñszczyzny, gen. Józefa Olszynê Wilczyñskiego, i jego adiutanta kpt. artylerii Mieczys³awa Strzemeskiego. Oficerowie Armii Czerwonej ³amali tak¿e postanowienia umów dotycz±cych z³o¿enia broni (np. wobec obroñców Lwowa, Brze¶cia i zgrupowania KOP rozbitego pod Wytycznem). W³adze ZSRS do wybuchu II wojny ¶wiatowej nie wypowiedzia³y siê, czy uznaj± za obowi±zuj±ce konwencje dotycz±ce zasad prowadzenia wojny zawarte i ratyfikowane przez rz±d carski. Dlatego zbrodnie pope³nione podczas kampanii polskiej nie by³y w ogóle rozpatrywane przez sowieckie s±dy wojskowe.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podsumowanie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ogromna dysproporcja si³ oraz brak realnej pomocy ze strony aliantów sprawi³y, ¿e we wrze¶niu 1939 r. los Polski by³ z góry pewien. Zapewnienia w³adz Rzeczypospolitej o niezwyciê¿ono¶ci pañstwa przyczyni³y siê do powiêkszenia wstrz±su psychicznego spo³eczeñstwa po klêsce wrze¶niowej. Mimo to agresorom nie uda³o siê z³amaæ woli oporu narodu polskiego, chocia¿ zawieraj±c w Moskwie 28 wrze¶nia traktat o granicy i przyja¼ni, triumfalnie obwieszczali &quot;upadek by³ego pañstwa polskiego&quot;. Polacy wkrótce otrz±snêli siê z pesymistycznych nastrojów, a wielu spo¶ród nich podjê³o walkê w konspiracji. Dziêki postanowieniom konstytucji kwietniowej, na emigracji móg³ byæ sformowany prawowity rz±d polski, który koordynowa³ wysi³ek wojenny narodu. Chocia¿ wojna skoñczy³a siê zwyciêstwem koalicji antyhitlerowskiej, jednak Polska tylko formalnie nale¿a³a do obozu zwyciêzców. Sta³o siê tak za przyczyn± Zwi±zku Sowieckiego, który w 1945 r. pozbawi³ Polskê suwerenno¶ci na ponad 40 dalszych lat. Jednak wysi³ek, zaanga¿owanie, ofiary i niez³omna wola wybicia siê na niepodleg³o¶æ sprawi³y, ¿e katastrofa wrze¶niowa zosta³a po latach przekuta w zwyciêstwo.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bibliografia:&lt;br /&gt;
1. A. K. Kunert, Z. Walkowski, Kronika Kampanii Wrze¶niowej, Warszawa 2005.&lt;br /&gt;
2. P. Kosiñski, Wrzesieñ 1939, &quot;Biuletyn Instytutu Pamiêci Narodowej&quot;, nr 8-9/2009, s. 21-30.&lt;br /&gt;
3. M. Zgórniak, Europa w przededniu wojny, Kraków 1993.&lt;br /&gt;
4. Cz. £uczak, Dzieje Polski 1939-1945. Kalendarium wydarzeñ, Poznañ 2007.&lt;br /&gt;
5. J. Pieka³kiewicz, Kalendarium wydarzeñ II wojny ¶wiatowej, Warszawa 1999.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Artyku³ opracowa³ zespó³ redakcyjny:&lt;br /&gt;
Chiquita &lt;br /&gt;
Micha³ Banach Windmaker&lt;br /&gt;
Artur Micek Weteran&lt;br /&gt;
Rafa³ Surdacki Wingate&lt;br /&gt;
</description>

	</item>

<item>

   	 <image>
	
      	<url>http://twojadres.com/rss_images/rss.gif</url>

      	<title>MILITIS - Serwis Militarno-Historyczny - artyku³y</title>

      	<link>http://www.militis.pl/</link>

      	<description>Artyku³y</description>

    	</image>
	
	<title>Józef Pi³sudski - &quot;Bibu³a&quot;</title>

	<link>http://www.militis.pl/readarticle.php?article_id=177</link>

	<description>&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wydawca: Jirafa Roja&lt;br /&gt;
ISBN: 978-83-61154-23-5&lt;br /&gt;
Ok³adka: miêkka&lt;br /&gt;
Format: 12.0x19.0cm&lt;br /&gt;
Liczba stron: 228&lt;br /&gt;
Rok wydania: 2009&lt;br /&gt;
Cena: 24,90&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z pras± nielegaln± tzw. podziemn± w dzisiejszych czasach ma³o mamy kontaktu. Panuje ju¿ wolno¶æ s³owa, druku i my¶li. Mo¿emy swobodnie gawêdziæ w mediach, hyde parkach oraz w sieci. Niejednokrotnie polemizujemy na wybrane przez Nas tematy. Có¿, pojawia siê pogl±d, ¿e ile g³ów, tyle zdañ. Niestety nie zawsze tak by³o a za niedopasowanie siê do pogl±du 'w³adzy', ca³kiem szybko sz³o siê do wiêzienia lub nawet na szubienicê. Mówi±c w ¿argonie, 'bibu³a' kojarzy Nam siê z wszelkiej ma¶ci odezwami, ulotkami antypañstwowymi, rozprowadzanymi w podziemiu i tajnymi ¶cie¿kami. Autor, m³ody konspirator i wydawca pisma 'Robotnik', zmienia nieco t± ¿elazn± definicjê.Opisuje, jak zorganizowana by³a drukarnia i sieæ kolporta¿u, jak funkcjonowa³y nielegalne sk³ady druków, ile odwagi wymaga³o organizowanie punktów czytelniczych. W sposób anegdotyczny, nieraz humorystyczny, opisuje koleje losów kolporterów bibu³y, ich pomys³owo¶æ i przebieg³o¶æ w ukrywaniu siê przed szpiclami, stra¿± graniczn± i kontrolami policyjnymi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bior±c do rêki ten egzemplarz mo¿na stwierdziæ, ¿e to rzeczywi¶cie 'bibu³a'. Lekka jak piórko, w miêkkiej oprawie oraz format i kszta³t, pozwala na zabranie jej praktycznie wszêdzie. Na ok³adce znajdziemy fragment kaszty z pieczo³owicie z³o¿onymi, mosiê¿nymi, lekko zu¿ytymi literami i cyframi. Jest równie¿ obraz dawnej praski drukarskiej, jak¿e pasuj±cej do tre¶ci. Klejone brzegi s± dobrze spasowane i mocno trzymaj± krawêdzie ksi±¿ki. Wydanie I z maj± 2009 przez Jirafa Roja opublikowane w naukowej serii 'Biblioteka My¶li Spo³ecznej'. Warto siê zatrzymaæ przy opisie tego ma³o znanego wydawnictwa, lecz bardzo ciekawie dobranych dzie³. Od 2004 roku ukaza³y siê takie pere³ki jak: 'O naturze wojny' Clausewitza - rozprawa po¶wiêcona prowadzeniu dzia³añ wojennych, do dzi¶ podstawowa lektura wszystkich Akademii Wojskowych czy rewolucyjny esej przywódcy anarchistycznego Bakunina 'Do Polski, Rosji, S³owian' - stanowi±cy jakby zryw niepodleg³o¶ciowy narodu polskiego pod trzema zaborami. W swoim dorobku wydawnictwo Jirafa Roja ma równie¿ takie arcydzie³a jak: 'O obrotach cia³ niebieskich' - Kopernika i 'O powstawaniu gatunków' - Darwina. Bogaty jest te¿ wachlarz patronów medialnych: 'Magazyn Literacki KSI¡¯KI', ANTYRADIO, miesiêcznik 'Mówi± Wieki', prasa undergroundowa, Portal Ksiêgarski czy portal Merlin.pl.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Czytaj±c 'Bibu³ê', mo¿na odnie¶æ wra¿enie cofniêcia siê g³êboko w przesz³o¶æ, a¿ do pocz±tków XX wieku. Wszêdzie czuæ zapach drukarni, stukot maszyn i szelest papieru. Jest równie¿ dreszcz emocji i konspiracji. Wszystko to dzia³a³o w Pañstwie, którego na mapie politycznej ¶wiata nie by³o, przez Naród, którego zaborcy nie uznawali wreszcie za tak± nielegaln± i wywrotow± dzia³alno¶æ grozi³y surowe kary wiêzienia, zes³ania lub ¶mieræ.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tekst zosta³ napisany w 1903 roku, drukowany by³ w odcinkach na zlecenie czasopisma 'Naprzód' pod wiele mówi±cym tytu³em: 'Walka rewolucyjna pod zaborem rosyjskim. Wra¿enia i fakty z ostatnich lat dziesiêciu. Bibu³a'. Drukowane odcinki by³y redagowane konspiracyjnym podpisem 'wiktor'. Mo¿na by rzec, po co wydawaæ 'gazetki', gdy Naród potrzebuje czynów zbrojnych. Niestety po ostatnim wielkim zrywie narodowowyzwoleñczym, jakim by³o Powstanie Styczniowe w 1863 roku, wszystko upad³o. Zakoñczy³o siê klêsk± powstañców, z których kilkadziesi±t tysiêcy zosta³o zabitych, blisko tys. straconych, ok. 38 tys. skazanych na katorgê lub zes³anych na Syberiê  a ok. 10 tys. wyemigrowa³o. Wilno zosta³o spacyfikowane przez oddzia³y Murawjewa - genera³a-gubernatora. Po upadku powstania Kraj i Litwa pogr±¿y³y siê w ¿a³obie narodowej. W 1867 roku zniesiono autonomiê Królestwa Polskiego, jego nazwê bud¿et, w 1869 zlikwidowano Szko³ê G³ówn± Warszawsk±, w latach 1869-1870 setkom miast wspieraj±cych powstanie, odebrano prawa miejskie, doprowadzaj±c je tym samym do upadku, w 1874 roku zniesiono urz±d namiestnika, w 1886 zlikwidowano Bank Polski. Skasowano wszystkie klasztory w Królestwie, skonfiskowano ok. 1600 maj±tków ziemskich i rozpoczêto intensywn± rusyfikacjê ziem polskich. Po st³umieniu powstania znaczna czê¶æ spo³eczeñstwa Królestwa i Litwy uzna³a dalsz± walkê zbrojn± z zaborc± rosyjskim za niecelow± i zwróci³a siê ku pracy organicznej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Równie¿ postaæ autora na tle wydarzeñ jawi³a siê nieró¿owo. Dzieciñstwo jego przebiega³o w konspiracji, ci±g³ych zmianach pobytu, nauk± zajmowali siê sprowadzani do maj±tku nauczyciele. Ojcem jego, Józef Wincenty, by³ podczas powstania 1863 roku, komisarzem Rz±du Narodowego na powiat rosieñski. Po upadku powstania, ci±gle prze¶ladowany przez carsk± policjê, uciek³ na Litwê. Matk± by³a szlachciank± ze znanego rodu. Pomimo ostrych zakazów ówczesnego okrutnego gubernatora Murawjewa, wyci±ga³a z jej tylko wiadomych kryjówek, polskie ksi±¿ki i pie¶ni historyczne, ucz±c dzieci pewnych fragmentów na pamiêæ. Równie¿ oprawa artystyczna, ton i mimika czytanych tekstów przez matkê, mia³a niezapomniany wyd¼wiêk emocjonalny na autorze oraz w pó¼niejszych wyst±pieniach. W takich 'szalonych' czasach w pe³nej konspiracji dorasta³ autor. By³ wiêc mocno zmotywowany do pó¼niejszych swoich poczynañ, których motto brzmi: 'Rozwój swobodnego, nieskrêpowanego pêtami cenzury s³owa, to przede wszystkim nasze zwyciêstwo'.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przedstawione t³o historyczne ma ogromny wp³yw na zrozumienie idei powstania podziemnej, nieocenzurowanej i przede wszystkim podnosz±c± na duchu wszelkiej prasie. By³y to utwory artystyczne, grube tomy badañ historycznych, lichoty patriotyczno-klerykalne, drobne broszury rozmaitych stronnictw, odezwy, obrazki, fotografie czy zwyk³e ksi±¿ki do nabo¿eñstwa. Pocz±tkowo ca³a 'prasa' dostêpna by³a dziêki wydawnictwom zagranicznym. Niestety nak³ad i '¿elazna granica', nie pozwala³y na zaznajomieniu siê szerszemu gronu czytelników. Autor, aktywny dzia³acz PPS, na podstawie swojej organizacji, nie neguj±c innych obecnych, przedstawia czytelnikowi niejako krok po kroku, rozwój i konspiracyjne dzia³anie aktywistów, ciekawe i zaskakuj±ce historie wspó³pracowników oraz przewo¼ników 'bibu³y', oraz zaskakuj±c± reakcjê carskiej policji na pó¼niejsz± 'wszechobecn±' nielegaln± prasê. Dziêki ogromnej determinacji, nie ugodowo¶ci oraz niezwyk³ej pomys³owo¶ci i zorganizowaniu, powstaje niezwyk³a sieæ kolporta¿u, miejsc czytelniczych czy drukarñ, praktycznie nie do opanowania. Pocz±tkowo niechêtne do wspó³pracy ko³a zagraniczne, masowo udzielaj± pomocy oraz wsparcia dla dzia³añ krajowych. Znakomita organizacja i struktura wydawnicza, zachêcaj± innych do przy³±czenia siê w kolporta¿u za granic±. Pomimo wstêpnych awersji w¶ród ¶rodowisk ugodowych, bibu³a - czyli nielegalna prasa trafia praktycznie wszêdzie. Staje siê wreszcie orê¿em uci¶nionego Narodu, co wa¿niejsze, ogromnie podnosi ducha i morale obywateli, raczej towarzyszy, tak bardzo nadszarpniêtego po 1864 roku. Wed³ug statystyk stronnictwa PPS na rok 1899, w obiegu znalaz³o siê ok. 100 tys. egzemplarzy najrozmaitszych druków. Pó¼niej jest ju¿ zdecydowanie lepiej: corocznie ukazywa³o siê 250-300 tys. egzemplarzy nielegalnych. Autor wspomina dawne dzieje o trudno¶ciach w chêci czytania w ogóle polskich tekstów ze wzglêdu na strach przed konsekwencjami. Zaryzykowaæ mo¿na twierdzeniem, i¿ pocz±tkowo ludzie byli ¼li na 'wciskanie' im bibu³y, a w nastêpnych latach ¼li na niedobór egzemplarzy i na brak naj¶wie¿szej prasy. Pojawia³y siê te¿ pro¶by od aktywistów rosyjskich, w pomocy w walce z sam± cenzur±! Pojawi³a siê równie¿ tzw. 'bibu³a dochodowa' za któr± czytelnik chêtnie p³aci³. By³ to efekt jednak szybko rozchodz±cych siê wydañ, na których wznowienie trzeba by³o czekaæ. Dziêki pomys³owo¶ci i determinacji nielegalna prasa dociera³a do jednostek wojskowych, ulokowanych daleko w g³±b Rosji. W wielu pu³kach po³owa ¿o³nierzy sk³ada³a siê z Polaków, chêtnych czytaæ i broniæ to, co otrzymaj± od dzia³aczy w krêgach m³odzie¿y uniwersyteckiej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ogromna ilo¶æ literatury nielegalnej kr±¿±cej po kraju, nie mog³o uj¶æ uwagi rz±du carskiego. Przyzwyczajenie i nawet pewne przywi±zanie do bibu³y w¶ród ludu pracuj±cego w miastach i na wsi zmusi³o rz±d do z³agodzenia cenzury, przez co zyska³a miano pó³legalnej. Nawet genera³-gubernator Warszawy ksi±¿ê A. Imeretyñski, zezwoli³ na wzniesienie pomnika Adama Mickiewicza. Nawet carska policja przy rewizji niekiedy okre¶la³a tak± prasê 'nu, eto pustiaki'. Tak wielkie ustêpstwo rz±dowe objê³o równie¿ bibu³ê partyjn±. ¯andarmi przekonali siê, i¿ ilo¶æ czytelników takiej prasy jest tak wielka, a otrzymywanie jej wzglêdnie ³atwe, ¿e nie op³aca siê z tego powodu robiæ sprawy. Taka elastyczno¶æ samowoli urzêdniczej doprowadzi³a do pewnego stopnia zalegalizowania druku nielegalnego. Podkre¶liæ wypada, i¿ nie mia³a ona sankcji prawnej i w ka¿dej chwili mog³a byæ u¿yta w celu ukarania winnego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Autor zwraca równie¿ uwagê na drugi typ bibu³y jako prasy partyjnej. Dla odbiorcy wszelakiego tekstu nielegalnego jest ona czym¶ po¿±danym, przyjemnym lub nawet w wielu przypadkach jest potrzeb±, dla której zaspokojenia ludzie nara¿aj± siê równie¿ na niebezpieczeñstwo. Dla organizacji politycznej jest g³ównym aspektem w ci±g³ym rozwoju i rozszerzeniem cz³onków. Ksi±¿ka wiêc lub odezwa zast±piæ musi w wiêkszo¶ci przypadków agitatora i mówcê, poprzedziæ organizatora, utorowaæ mu drogê, przygotowaæ dlañ teren i usposobiæ przychylnie s³uchacza. Bibu³a partyjna dla wielu ludzi jest jedynym dowodem istnienia organizacji rewolucyjnych w caracie, 'bêdzie w nich krwi±, która przy ¿yciu organizm podtrzymuje'.&lt;br /&gt;
Ksi±¿ka przedstawia równie¿ do¶æ znaczny problem dostarczania bibu³y z zagranicy. W sposób ciekawy i z emocjami, ukazuje czytelnikowi proceder przemycania prasy, a nawet czê¶ci maszyn, przez wielowarstwowy pas graniczny, naszpikowany patrolami i agentami. Do¶æ szczegó³owo widaæ ogromne zaanga¿owanie i wspó³pracê ludno¶ci przygranicznej z oddanymi towarzyszami partyjnymi PPS. Tê kontrabandê umo¿liwia³a te¿ wszechobecne ³apówkarstwo i przekupstwo po stronie urzêdników carskich oraz stra¿y granicznej. Autor niejednokrotnie na w³asnej skórze przekona³ siê jak bardzo mozolna i czasoch³onna jest to praca. Mimo widocznych efektów wci±¿ brakowa³o ¶wie¿ych egzemplarzy, a pozostawa³a jeszcze kwestia transportu w g³±b kraju, wiêkszych miast oraz dotarcie do odbiorcy koñcowego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mimo pocz±tkowych, jak to okre¶la autor, 'studenckich' inicjatyw opieraj±cych siê g³ównie na hektografie i nieskoordynowanym kolporta¿u, powstawa³y wci±¿ nowe tajne miejsca drukarni. Wszystkie te miejsca trzeba by³o 'zebraæ w ca³o¶æ', zreorganizowaæ i odpowiednio zakamuflowaæ. Jednym takim opisywanym miejsc w ksi±¿ce by³a ma³a przydomowa drukarenka mieszcz±ca siê na pierwszym piêtrze w £odzi. Autor pieczo³owicie przedstawia wszystkie etapy druku (dobór papieru, naj¶wie¿szych wiadomo¶ci, sk³ad tekstu, prace introligatorskie), wykonywane osobi¶cie przy asy¶cie pomocnika. Pojawia siê tak¿e wizerunek odpowiedniego kamufla¿u samego miejsca. Równie¿ znajdziemy opis samej walizkowej maszyny drukarskiej sprowadzonej z Anglii 'Model-Press'. Niestety w lutym 1900 roku, obs³uga zaliczy³a wpadkê i aresztowano drukarniê.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Uwa¿ny czytelniku, historia opisywana w ksi±¿eczce pt. 'Bibu³a', mog³aby mieæ podtytu³ 'Jak przetrwaæ w caracie'. Przedstawiony jest obraz, niezwykle barwnie i pieczo³owicie, ludzi zajmuj±cych siê dzia³aniem rewolucyjnym pod zaborami. Poznajemy ich wk³ad, niezwyk³e zaanga¿owanie i sam proceder pozyskiwania i przekazywania prasy podziemnej. Równie¿ oprawa historyczna, jak i ciekawe anegdoty przyci±gaj± wzrok, tym samym czytanie nie nudzi. Ciekawym rozwi±zaniem autora jest krótka charakterystyka nastêpnego rozdzia³u pod koniec czytanego, co zachêca do szybkiego, dalszego kontynuowania. Niew±tpliwym przes³aniem tej pozycji jest tre¶æ na tablicy upamiêtniaj±cej miejsce najwiêkszej broni ówczesnej Polski, 'Robotnika': 'Byæ zwyciê¿onym i nie ulec to zwyciêstwo'. Faktem jest te¿ pó¼niejsze zorganizowanie organizacji bojowych oraz przekszta³cenie ich w Legiony. Nie by³oby to mo¿liwe bez odpowiedniej motywacji ludno¶ci, w³a¶nie przez naszego bohatera tj. 'bibu³y' - s³owa pisanego, nielegalnego.&lt;br /&gt;
Na koniec parê s³ów o naszym tajemniczym autorze. Jest nim nie kto inny jak pó¼niejszy Marsza³ek, nasz wielki patriota i mentor - Józef Pi³sudski. Od najm³odszych lat kszta³towany w mierze polsko¶ci, dziêki swoim pó¼niejszym kontaktom i urokowi, zdobywaj±cy coraz to wiêksze poparcie w kraju i za granic±. By³ doskona³ym organizatorem i pomys³odawc±, czego dowiemy siê z jego ksi±¿eczki. Dziêki swojemu zaanga¿owaniu i oddaniu sprawie, potrafi³ zaszczepiæ w 'upad³ym narodzie', chêæ walki i zjednoczyæ wszystkie frakcje do walki z zaborcami. Dziêki niemu ta walka o wolno¶æ s³owa mówionego i pisanego, przyczyni³a siê do aspiracji wielkiego ruchu narodowo-wyzwoleñczego nie tylko w kraju. Ogromna struktura podziemnej organizacji, jakim by³ PPS, by³a ju¿ nie do zatrzymania, siatka organizacyjna nie do pobicia. Po zaprzestaniu redagowania 'Robotnika', Pi³sudski zaj±³ siê tworzeniem organizacji walki czynnej. Samo pismo, ukazywa³o siê do 2003 roku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ksi±¿eczkê szczególnie polecam kolekcjonerom monumentalnej biografii Marsza³ka oraz osobom, które w pewien sposób nie chc± zapomnieæ, czym jest zwyk³y druk, papier czy tradycyjne wydawnictwo w 'wieku kultury cyfrowej'.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Napisa³a - chiquita&lt;br /&gt;
Licencja Creative Common &lt;a href='http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/deed.pl' target='_blank'&gt;Link&lt;/a&gt;</description>

	</item>

<item>

   	 <image>
	
      	<url>http://twojadres.com/rss_images/rss.gif</url>

      	<title>MILITIS - Serwis Militarno-Historyczny - artyku³y</title>

      	<link>http://www.militis.pl/</link>

      	<description>Artyku³y</description>

    	</image>
	
	<title>Operacja &quot;czysta przestrzeñ&quot; w Rashidan</title>

	<link>http://www.militis.pl/readarticle.php?article_id=176</link>

	<description>Piêæ dni w Rashidanie Polskie Si³y Zadaniowe w Afganistanie wspólnie Afgañskimi Si³ami Bezpieczeñstwa prowadzi³y operacjê &amp;#8222;Clean Space&amp;#8221; (&amp;#8222;Czysta Przestrzeñ&amp;#8221;). Po raz kolejny dzia³ania polskich ¿o³nierzy mia³y wymiar powietrzno-l±dowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rashidan to dystrykt le¿±cy w po³udniowo &amp;#8211; wschodniej czê¶ci prowincji Ghazni zamieszkany g³ównie przez ludno¶æ pochodzenia pusztuñskiego. To tak¿e dolina po³o¿ona na wysoko¶ci ok. 2500m n.p.m. i otoczona przez wysokie góry. Brak dróg, ci±g³e susze czyni ¿ycie tamtejszych mieszkañców bardzo trudnym i sk³aniaj± do poszukiwania tak¿e innych ni¿ rolnictwo i handel zajêæ. Po³o¿ony w sercu doliny Distric Center wielokrotnie by³ obiektem ataków terrorystycznych. Ze wzglêdu na niedostêpno¶æ i oddalenie od g³ównych szlaków komunikacyjnych Si³y Koalicji nie s± w Rashidanie czêstym go¶ciem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Operacja &amp;#8222;Clean Space&amp;#8221; rozpoczê³a siê w nocy 21.07.2009r. gdy trzy fale ¶mig³owców CH &amp;#8211; 47 Chinook przerzuci³y drog± powietrzn± piêæ grup polskich ¿o³nierzy, którzy zorganizowali wokó³ doliny Rashidanu posterunki obserwacyjne. Ich zadaniem by³o monitorowanie ruchu wokó³ terenu operacji a tak¿e wyeliminowanie potencjalnych grup terrorystów usi³uj±cych wydostaæ siê z niebezpiecznego dla nich rejonu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nastêpnego dnia rozpoczê³a siê g³ówna cze¶æ operacji &amp;#8211; do Rashidanu wjecha³y si³y g³ówne z³o¿one z ¿o³nierzy Zgrupowania Bojowego &amp;#8222;A&amp;#8221; wsparte przez amerykañski Patrol Saperski (EOD) i Zespó³ Oczyszczania Dróg (RCP). W operacji tej bardzo aktywnie uczestniczy³y tak¿e Afgañskie Si³y Bezpieczeñstwa. W niezmiernie trudnych warunkach, przemieszczaj±c siê po w±skich, biegn±cych niejednokrotnie krawêdziami urwisk drogami gruntowymi ¿o³nierze osi±gnêli nad ranem 23.07.2009r. rejon w którym po³o¿one jest Distric Center.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Amerykañskie helikoptery transportowe CH &amp;#8211; 47 w czasie operacji &quot;czysta przestrzeñ&quot; &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podczas gdy si³y g³ówne prowadzi³y dzia³ania we wnêtrzu doliny, u jej g³ównego wylotu swoje zadania wykonywali ¿o³nierze jednego z plutonów ZB &amp;#8222;A&amp;#8221; i Grupy Rozpoznawczej blokuj±c drogê ucieczki przeciwnikowi, ale tak¿e aktywnie go poszukuj±c.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W trakcie operacji &amp;#8222;Clean Space&amp;#8221; przeszukano kilka wiosek wokó³ District Center i u wylotu z Doliny Rashidanu. W tym czasie znaleziono broñ i amunicjê, zniszczono stanowiska startowe wykorzystywane przez terrorystów do prowadzenia ostrza³u Distric Center, a tak¿e zatrzymano jedn± osobê podejrzan± o podk³adanie improwizowanych urz±dzeñ wybuchowych (IED). W tym czasie amerykañski patrol RCP wykry³ i usun±³ kilka takich gro¼nych urz±dzeñ zagra¿aj±cych nie tylko ¿o³nierzom ale przede wszystkim mieszkañcom okolicznych miejscowo¶ci. Jednym z wiêkszych sukcesów operacji okaza³o siê odnalezienie i zlikwidowanie przez ¿o³nierzy Grupy Rozpoznawczej laboratorium wykorzystywanego przez Talibów do szkolenia jak takie urz±dzenia przygotowywaæ i podk³adaæ.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podczas prowadzenia dzia³añ jeden z plutonów wjecha³ w przygotowan± przez Talibów zasadzkê. Po otrzymaniu wsparcia przez inny pluton ¿o³nierze natychmiast przeprowadzili wspólnie z Afgañczykami z ANA kontratak zadaj±c przeciwnikowi dotkliwe straty. Po raz kolejny Talibowie po przejêciu inicjatywy przez Si³y Koalicji uciekli do pobliskiej wioski u¿ywaj±c jej mieszkañców jako os³ony przed ogniem prowadzonym przez ¿o³nierzy PSZ. Niestety w czasie tych dzia³añ w wyniku wybuchu IED ranny zosta³ kierowca Rosomaka, który natychmiast zosta³ ewakuowany do szpitala. Po raz kolejny Rosomak ocali³ ¿ycie polskiemu ¿o³nierzowi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W czasie operacji &amp;#8222;Clean Space&amp;#8221; aktywnie dzia³a³y tak¿e elementy niekinetyczne wydzielone przez Grupê CIMIC. W ci±gu piêciu dni dzia³ania ¿o³nierze ze znakiem ¶wiêtokrzyskiej Baby Jagi na mundurach rozdali najbardziej potrzebuj±cym ponad pó³ tony produktów spo¿ywczych, ubrania, koce, 160 zestawów szkolnych i higienicznych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
 Polskie dwa KTO Rosomak zabezpieczaj±ce punkt postoju&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Operacja &amp;#8222;Clean Space&amp;#8221; by³a tak¿e wyzwaniem dla polskich logistyków, którzy wykorzystuj±c ¶mig³owce Mi &amp;#8211; 17 dostarczali ¿o³nierzom paliwo i ¶rodki walki. Polskie ¶mig³owce pojawia³y siê w Rashidanie nie tylko z zaopatrzeniem, ale tak¿e os³ania³y dzia³ania l±dowe do czego wykorzystywano &amp;#8222;lataj±ce czo³gi&amp;#8221; Mi &amp;#8211; 24W.&lt;br /&gt;
Operacjê &amp;#8222;Clean Space&amp;#8221; Polskie Si³y Zadaniowe przeprowadzi³y w bardzo trudno dostêpnym terenie w miejscu, gdzie Si³y Koalicji pojawia³y siê stosunkowo rzadko. W czasie dzia³añ zebrano bezcenne dane przede wszystkim o warunkach jakie panuj± w Rashidanie, które zostan± wykorzystane przy planowaniu nastêpnych dzia³añ. &amp;#8222;Polskie Si³y Zadaniowe aktywnie dzia³aj± w swojej strefie odpowiedzialno¶ci i nie ma rejonu w Prowincji Ghazni, w której terrory¶ci mog± czuæ siê bezpiecznie. Naszym celem jest zapewnienie takiego poziomu bezpieczeñstwa, który umo¿liwi afgañskim w³adzom przeprowadzenie wyborów prezydenckich i do rad prowincji&amp;#8221; - podsumowa³ operacjê &amp;#8222;Clean Space&amp;#8221; p³k Rajmund Andrzejczak. &amp;#8222;Szczególne s³owa uznania nale¿± siê wszystkim bezpo¶rednim wykonawcom tej niezmiernie trudnej operacji czyli ¿o³nierzom Polskich Si³ Zadaniowych, którzy przez te piêæ dni z pe³nym zaanga¿owaniem i bez przerwy wykonywali wszystkie zaplanowane dzia³ania&amp;#8221;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
¦mig³owiec mi-17 wraca do bazy po dostarczeniu oddzia³om l±dowym zaopatrzenia i paliwa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
G³ównym komponentem bojowym Polskich Si³ Zadaniowych w Afganistanie s± pododdzia³y sformowane na bazie jednostek 6 Brygady Desantowo &amp;#8211; Szturmowej z Krakowa. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zespó³ Bojowy &amp;#8222;A&amp;#8221; ponosz±cy g³ówny wysi³ek w operacji &amp;#8222;Clean Space&amp;#8221; zosta³ zorganizowany na bazie 16 batalionu powietrznodesantowego z Krakowa. W dzia³aniach w dystrykcie Rashidan zadania bojowe wykonywali tak¿e ¿o³nierze z 25 Brygady Kawalerii Powietrznej z Tomaszowa Mazowieckiego (OMLT) i 2 pu³ku rozpoznawczego z Hrubieszowa. G³ówny ciê¿ar dzia³añ niekinetycznych spoczywa³ na barkach ¿o³nierzy z Centralnej Grupy Wsparcia Wspó³pracy Cywilno &amp;#8211; Wojskowej z Kielc.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Os³onê powietrzn± zapewniali piloci ¶mig³owców Mi &amp;#8211; 24W z 49 pu³ku ¶mig³owców bojowych z Pruszcza Gdañskiego i Mi &amp;#8211; 17 z 25 Brygady Kawalerii Powietrznej z Tomaszowa Mazowieckiego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Autor: mjr Marcin Gil&lt;br /&gt;
Zdjêcia:mjr Marcin Gil&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;a href='http://www.militis.pl/photogallery.php?album_id=60' target='_blank'&gt; Wiêcej zdjêæ w galerii&lt;/a&gt;</description>

	</item>

</channel>
	</rss>